200%

(ENG.below) Koniec czekania! Przynajmniej na jednym froncie…Chcą wystawić moją sztukę. Wyzwaniem będzie zorganizowanie ekipy, która – spośród innych projektów tego teatru (będzie on w tym roku święcił swoje dziesiąte urodziny i z tej okazji ma już zakolejkowany inny, duży projekt) – weźmie się akurat za mój tekst. Myślę, że potrzeba kogoś, kto się w nim zakocha, kto powie – chcę to zobaczyć, muszę to zobaczyć, nie daje mi to spokoju. Z doświadczenia wiem (działałam w teatrze), że nie wystarczy grupa rzemieślników, potrzeba pasjonatów; takich, którzy będą zamykać oczy, a mimo to pod ich powiekami będą się rozgrywały kolejne sceny sztuki. Ludzi, których nie zrażą ewentualne trudności, niepowodzenia, nieporozumienia. Oddanych. Będę musiała pomóc ich znaleźć.

W międzyczasie spłynęły dobre wieści z wydawnictwa – moja książka (z 2016 r.) sprzedała się w ostatnim półroczu w kilku tysiącach egzemplarzy. Wyobraziłam sobie dziś kilka tysięcy osób stojących obok siebie. Nie sposób ich zapamiętać, ich twarzy, ich nazwisk, losów; a jednak, małym gestem spletli swoje z moim. Jestem bardzo wdzięczna. Jestem nawet trochę dumna. Lecz także zawstydzona, bo od wydarzeń rozgrywających się w książce minęło kilka lat i sporo się zmieniło. Kiedy czasem do niej wracam, ściska mnie w brzuchu. Wstyd? Żal? Gorycz.

Zaniosłam także moje prace do miejsca, w którym za trzy tygodnie odbędzie się wernisaż mojej wystawy. To klub przy klinice, bardzo przyjazny i otwarty, oraz, co ważne dla mnie, nie pobiera ani procentu od sprzedanych prac, ani też żadnych opłat za organizację,. Nie wiem, czy ktokolwiek zechce zabrać do domu obraz z wystawy pod tytułem „Dwubiegunowy Krajobraz” – ale kto wie, może trafię na miłośników Outsider Art. Chcę po prostu pobyć w gronie przyjaciół i znajomych, posłuchać tego, jakie mają wrażenia; pośmiać się, powzruszać i zjeść polskie specjalności, które zamierzam przynieść. Wiem z doświadczenia, bo to moja czwarta wystawa, że będę również zawstydzona tym, że ludzie przyjdą tam dla mojej twórczości. Będę się bała, że jestem niedostatecznie dobra, a moje prace śmiesznie niedojrzałe. Wiem też, że napięcie będzie we mnie narastało aż do wielkiej kulminacji w oczekiwaniu na gości. Mimo tego chcę to zrobić. Nigdy nie żałowałam wystawy. Finalnie jest jak Gwiazdka, tylko że lepsza, i bez choinki; każdy, kto przychodzi, jest jak żywy prezent.

Moja przyjaciółka podzieliła się ze mną informacją, że na lokalnym uniwersytecie można zdobyć status wolnego słuchacza – i zapisać się na kilka kursów w semestrze. Znalazłam jeden: warsztat pisarski, a ściślej – poetycki, w moim drugim języku. Wykładowca zgodził się na mój udział. Jeśli wszystko będzie dobrze, to znaczy,  biochemia mózgu mi pozwoli i nie stracę w ostatniej chwili odwagi, zaczynam za tydzień.

Mam wrażenie, że żyję ostatnio na 200%. Że żyję swoim życiem, ale podkręconym na maksymalną głośność i intensywność. Co ciekawe, mój psychiatra nie stwierdza symptomów manii; jednocześnie zaświadcza, że jest to najbardziej twórczy i produktywny okres, odkąd mnie poznał. Niedowierzam, więc węszę – kiedy pojawi się depresja? Stadium larwalne, łóżkowe, jałowe i biedne? Staram się odpoczywać, by nie nakręcać się jeszcze bardziej; znikać na chwilę, gdy zaczynam czuć się przebodźcowana. Jako że jednak moim marzeniem było zawsze móc w pewnej chwili powiedzieć sobie – o kurcze, ale miałam zajebiste życie, pamiętasz? – ciężko mi się zatrzymać. Zasiewam, zbieram i zasiewam znowu.

Wspaniałe uczucie.

No more waiting! At least on one end … They want to put my play on stage. The challenge will be to organize a team od people who – among other projects of this theater (it will be celebrating its tenth birthday this year and has another big project queued up on this occasion) – will choose to dedicate their time to my text. I think you need someone who will fall in love with it, who will say – I want to see it, I have to see it, I can’t stop thinking about it. I know from experience (I used to be active in theater) that a group of craftsmen is not enough, enthusiasts are needed; those who will close their eyes, and yet another scene from the play will unfold under their eyelids. People who will not be discouraged by difficulties, failures or misunderstandings. People of passion. I’ll have to help find them.

In the meantime, good news from the publishing house came – my book (from 2016) has been sold in several thousand copies in the last six months. I imagined today several thousand people standing next to each other. It is impossible to remember them, their faces, their names, their fates; yet, with a small gesture, they combined their lots with mine. I’m very grateful. I’m even a little proud. But also embarrassed, because several years have passed since the events taking place in the book and a lot has changed. When I come back to it sometimes, it turns my stomach upside down. Shame? Grief? Bitterness.

I also took my artwork to a place where, in three weeks, the vernissage of my exhibition will take place. It is a club by the clinic, very friendly and open, and, what is important to me, it does not charge a percentage of the artwork sold, nor does it require organization fees. I don’t know if anyone will want to take home the painting from the exhibition called „Bipolar Landscape” – but who knows, maybe I will find some fans of Outsider Art. I just want to be among friends and colleagues, listen to their impressions; laugh, be moved and eat Polish specialties that I intend to bring. I know from experience (this is my fourth exhibition) that I will also be ashamed…because people will come there to see my work. I will be afraid that I am not good enough and my drawings are immature. I also know that tension will increase in me until the culmination during waiting for guests. Still, I want to do it. I have never regretted the exhibition. Ultimately it’s like Christmas, only better, and without a Christmas tree; everyone who comes is like a living present.

A friend of mine shared with me information that at a local university you can sign up for several courses per semester as a listener. I found one: a writing workshop, or more precisely – a poetic one, in my second language. The lecturer agreed to my participation. If everything goes well, I mean, brain biochemistry will allow me and I won’t lose courage at the last minute, I’ll start next week.

I have the feeling that I live 200% lately. That I live my life, but turned up at maximum volume and intensity. Interestingly, my psychiatrist sees no mania symptoms; at the same time he testifies that this is the most creative and productive period since he met me. I do not believe it fully, so I try to smell the first symptoms of depression. Larval, bed-bound, futile and poor phase. I try to rest so as not to bother myself too much;I  disappear for a moment when I start to feel overwhelmed. However, since my dream was always to be able to tell myself at one point – holy shit, I had an awesome life, remember? – it’s hard for me to stop. I sow, gather and sow again.

What a great feeling.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.