500 stron / 500 pages

(ENG.below) Dziś w moich notatkach blogowych dotarłam do strony numer 500. Pół tysiąca stron pełnych chorobowych słów. Nie wiem, czy celebrować swoją płodność pisarską, czy płakać nad tym, że wciąż mam tak dużo do powiedzenia w kwestii chorób psychicznych. A może i to, i to? Jeśli chcesz pocelebrować pięciuset-stronicę razem ze mną, napisz kilka słów na zuzanna.koronska.itten@gmail.com lub zostaw komentarz pod postem. Każde słowne wsparcie mile widziane!

W sobotę miałam kolejny atak psychotyczny – 8 dni po ostatnim. Tym razem byłam pewna, że moje portrety, które rysuję każdego dnia, patrzą się na mnie „złym okiem”, śledzą mnie. Nie byłam w stanie na nie patrzeć, bo to one patrzyły na mnie. Uporczywie się wpatrywały. A kolejne piosenki, których słuchałam na Spotify, kierowały swoje słowa właśnie do mnie. Taki ukryty, spersonalizowany przekaz.

Jak się domyślasz, poziom niepokoju w takiej sytuacji wykracza poza wszelkie możliwe miary. Nie ma już dla niego skali. Nie wiesz co jest prawdą a co nie; świat obiektywny znika, a ty pogrążasz się w skołtunionym chaosie. Nie możesz nikomu zaufać, bo przecież wszyscy mogą być „umoczeni”; w krainie urojeń są sami podejrzani i winni. Jeśli dochodzą do tego przekonania „to jest ostatni raz, kiedy dam radę przez to przejść”, a za nimi myśli samobójcze, wiedz, że robi się niebezpiecznie. W końcu nafaszerowałam się Risperdalem i poszłam spać. Odcięcie zasilania to moja najskuteczniejsza strategia.

Taki epizod ogromnie dużo kosztuje – nie tylko ciebie, ale twoich najbliższych. Mój mąż wczoraj w ciągu dnia głównie spał. Potężna dawka stresu – związana z faktem, że twoja żona nie ma kontaktu z rzeczywistością i jednocześnie nosi się z zamiarem zakończenia swojego bolesnego życia – ta dawka niszczy nawet najsilniejszych. A jeśli sytuacja trwa kilka lat i pojawia się praktycznie raz na tydzień…wyobraź sobie wewnętrzne koszty, jakie za sobą niesie. Może wydaje ci się, że da się do tego przyzwyczaić?…Trochę tak – znajdujesz sprawdzone strategie i względnie pomocne leki. Niemniej jednak wciąż towarzyszy ci podskórny lęk, że może tym razem się nie uda. Że tym razem odejdę na serio. To straszne brzemię. Wczoraj opłakiwałam mojego biednego męża, płakałam nad nim bardziej niż nad sobą.

Płacz przynosi ulgę.

500 stron. Zostań ze mną na kolejne 500!

Today in my blog notes I got to page number 500. Half a thousand pages full of sick words. I don’t know whether to celebrate my writing fertility or cry over the fact that I still have so much to say about mental illnesses. Maybe both. If you want to help me celebrate the five hundred pages, write a few words to zuzanna.koronska.itten@gmail.com or leave me the message in a comment on the blog. Any verbal support is welcome!

On Saturday I had another psychotic attack – 8 days after the last one. This time I was sure that my portraits that I draw every day look at me with the „evil eye” and follow me. I couldn’t look at them because they were looking at me. They stared hard. And then, the songs I listened to on Spotify directed their words to me. Such a hidden, personalized message.

As you might guess, the level of anxiety in such a situation goes beyond all possible measures. There is no more scale for it. You don’t know what is true and what is not; the objective world is disappearing, and you are falling into tangled chaos. You can’t trust anyone, because everyone can be „involved” and everything „arranged”; in the land of delusions they are only suspects and those guilty. If you reach the point „this is the last time I am able to get through it,” followed by suicidal thoughts, know it’s getting dangerous. Finally, I took higher dosage of Risperdal and went to sleep. Cutting off the power supply is my most effective strategy.

Such an episode costs a lot – not only you, but your loved ones. My husband mainly slept during the day yesterday. A powerful dose of stress – related to the fact that your wife has no contact with reality and at the same time carries the intention of ending her painful life – this dose destroys even the strongest. And if the situation lasts several years and occurs practically once a week … imagine the internal costs that it entails. Maybe you think that you can get used to it? … A little, yes – you find proven strategies and relatively helpful drugs. Nevertheless, you still have a subcutaneous fear that maybe this time it will not work. That this time I would seriously go for it. This is a terrible burden. Yesterday I mourned my poor husband, I wept for him more than for myself.

Crying brings relief.

500 pages. Stay with me for 500 more!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.