ani ładna, ani przyjemna / neither pretty nor nice

(ENG.BELOW) Gdy byłam małą dziewczynką, rodzice powiesili w mieszkaniu reprodukcję obrazu przedstawiającego inną dziewczynkę (bardzo popularna na początku lat osiemdziesiątych reprodukcja). Dziecko to miało rozchylone usta i senne spojrzenie. Bałam się jej nieustająco. Wydawało mi się, że wodzi za mną oczami i że do mnie mruga. Miałam na tym tle tyle lęków, że rodzice zlitowali się i obraz zdjęli. Przypomniało mi się to wczoraj, kiedy dostałam ataku psychotycznego pod wieczór – w związku z malowaniem portretów. Zdawało mi się, że one ożywają, że patrzą na mnie swoimi własnymi, a jednocześnie moimi oczami; że każdy obraz kradnie cząstkę mojej duszy, staje się szamanicznym totemem, który zaczyna wieść niezależne ode mnie życie. Mój niepokój, a potem bardzo szybko ogromny lęk rósł z każdą chwilą. Lorazepam. Mój pies zaczął obwąchiwać pędzle: na pewno coś wyczuwa, o, to znak. Nie mogę już patrzeć na te twarze, to one patrzą na mnie! Zyprexa. Niepokój. Drugi Lorazepam. I wreszcie…ulga.

Pisałam już wielokrotnie o tym, że choć w trakcie ataków psychotycznych myśli są niedorzeczne, uczucia pod nie podpięte są absolutnie realne. Strach, panika, niepokój – dojmująco głębokie. Tak, jakby NAPRAWDĘ coś strasznego się działo, mimo, że obok rzeczywistość płynie spokojnie i naturalnie. Nie dla chorego. Chory przeżywa dramat, współistniejący z kolacją, mężem klikającym na komputerze, psem zajadającym przysmaki i kojącą muzyką w tle. Cierpimy, żołądek skręca się nam ze strachu. Po godzinie wszystko wraca do stanu sprzed. Jesteśmy tylko…bardzo zmęczeni.

Malowanie autoportretów kosztuje mnie wiele emocji, których za radą psychiatry powinnam unikać. Jako że jednak nie zamierzam wieść życia rozwielitki bądź ameby, maluję i chcę malować nadal. W każdym obrazie mieszczę sporo tego, co czuję – a jest tego naprawdę dużo. Na takie obrazy trudno patrzeć, są tak intensywne. Nie powstają jednak po to, by pobudzać zmysł estetyczny. To Art Brut, malowanie z trzewi. A jednak…dla własnego dobra powinnam być może przerzucić się na krajobrazy z jeleniami i zachodami słońca?…Tworzyć coś ładnego, przyjemnego?

Lecz jak mam to zrobić, jeśli wewnątrz nie jestem ani ładna, ani przyjemna?…

When I was a little girl, my parents hung in our apartment a reproduction of a painting showing another girl (a very popular one in the early 1980s). The child had mysteriously opened lips and sleepy eyes. I was constantly afraid of her. I thought she was following me with her eyes, winking at me. I had so many fears that my parents took pity and took the painting off. I remembered it yesterday, when I had a psychotic attack in the evening – in connection with my painting portraits. It seemed to me that they come to life, that they look at me with their own eyes and at the same time with mine; that each picture steals a piece of my soul, becomes a shamanic totem that begins to lead a life independent of me. My anxiety, and then very quickly, a great fear grew with every passing moment. Lorazepam. My dog ​​started sniffing the brushes: he must sense something, oh, that’s a sign. I can’t look at these faces anymore, they are looking at me! Zyprexa. Anxiety. Second Lorazepam. And finally… peace.

I have already written many times that although thoughts are absurd during psychotic attacks, the feelings attached to them are absolutely real. Fear, panic, anxiety – painfully deep. As if something REALLY terrible was happening, even though reality flows calmly and naturally. Not for the sick. The sick person experiences a drama, coexisting with dinner, a husband clicking on the computer, a dog eating delicacies and soothing music in the background. We suffer, our stomach twists with fear. After an hour, everything returns to the state it was before. We’re just… very tired.

Painting self-portraits costs me a lot of emotions, which I should avoid on the advice of a psychiatrist. However, since I do not intend to lead the life of an amoeba, I paint and I want to continue to paint. In every painting I put a lot of what and how I feel – and there is much of it. It is difficult to look at such images, they are so intense. However, they are not created to stimulate the aesthetic sense. It’s Art Brut, a visceral painting. And yet … for my own good, should I perhaps switch to landscapes with deer and sunsets? … Create something pretty, nice?

But how am I supposed to do this if inside I am neither pretty nor nice? …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.