Asystent Mózgu / Brain Assistant

(ENG.below) W kraju, w którym mieszkam, istnieje instytucja asystenta psychiatrycznego. To opiekun/pielęgniarz/doradca, który odwiedza osoby psychicznie chore w ich domach, służąc pomocą w bieżących sprawach i ucząc konstruktywnych strategii działania.

Mój asystent jest trochę zwariowany. Pływa zimą w jeziorach i rzekach, dwa razy dziennie uprawia sport (!), kilka razy w roku jeździ po świecie i ma nieskończone zasoby pozytywnej energii: o jak się cieszę, o jaka ulga, raduję się z tobą, to wspaniale, dobrze dla ciebie, i wiele innych. Nigdy, przenigdy mnie nie ocenił; chociaż pochodzimy z różnych kultur, nacji i społeczności, otacza mnie niewidzialną, ale słodką warstwą opiekuńczą, niezależnie od tego co robię, czego nie robię i jak się czuję.

Oprócz niego chodzę oczywiście do psychiatry; raz, dwa razy w tygodniu, zależy od fazy. W ostrych stanach jadę do kliniki i zostaję tam na kilkanaście dni/kilka tygodni. Nie przepadam za tym miejscem, w którym rozmowy toczą się wśród depresyjnych łez, psychotycznego słyszenia głosów, maniakalnego zgrzytania zębami czy odwykowego drżenia rąk. Z jednej strony wiem, że nic nas nie różni i wszyscy jesteśmy w kryzysie, z drugiej – wolę zdrowieć wśród zdrowych. Atmosfera kliniki przygnębia mnie, nocami czasem budzą krzyki i wariackie śmiechy, a w ciągu dnia rozbrajają wysiłki obsługi związane z animowaniem wariatów.

Czasem myślę, że wyjazd do kliniki to taki urlop. Nie muszę gotować, sprzątać, planować, martwić się o psa i o innych. To inni martwią się o mnie, troszczą, opiekują.

Fakt, że potrzebuję takiej opieki, jest dla mnie trudny do zniesienia.

In the country where I live, there is an institution of a psychiatric assistant. This is a caregiver / nurse / counselor who visits mentally ill people in their homes, helping with current affairs and teaching constructive strategies.

My assistant is a little crazy. He swims in lakes and rivers in the winter, exercises twice a day (!), travels around the world several times a year and has infinite resources of positive energy: oh how happy I am, what a relief, fantastic, that’s great, good for you, and many others. He never ever judged me; although we come from different cultures, nations and communities, he surrounds me with an invisible but sweet layer of care, regardless of what I do, what I do not do and how I feel.

I also go to see a psychiatrist, of course; once, twice a week, depending on the phase. In acute states I go to the clinic and stay there for several days / several weeks. I do not like this place where conversations take place among depressive tears, psychotic hearing voices, manic grinding of teeth or shaky hands of the rehab. On the one hand, I know that we are all in the same boat – people in a crisis, on the other – I prefer to recover staying among mentally healthy people. The atmosphere of the clinic depresses me. Sometimes screams and crazy laughter wake me up in the night, and during the day I’m disarmed by team’s efforts associated with entertaining madmen.

Sometimes I think that a trip to the clinic is a holiday. I do not have to cook, clean, plan, worry about the dog and about others. Others are worried about me, they take care of me, they look after me.

The fact that I need such care is difficult for me to bear.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.