Szafa pełna orderów / Shelf packed with prizes

(ENG.below) Wracamy do antydepresantów. Jest to o tyle ryzykowne zagranie, że grozi wystrzeleniem w maniakalny kosmos, ale lepszego pomysłu lekarze nie mają. Zaczynamy z minimalną dawką. Powinnam brać też stabilizatory nastroju, ale wszystkie już przetestowałam i żaden mi nie pomógł. Moje nastroje mają własny pogląd na to, jak powinny fluktuować. Niestety.

Wczoraj było bardzo ciężko, miałam atak psychotyczny o dużym nasileniu. Byłam pewna, że rozpadam się na kawałki. Przestałam czuć swoje ciało, byłam samą głową, a kończyny i tułów odpadły i wisiały w przestrzeni. Towarzyszyl temu ogromny niepokój, jak możesz się domyślać, straszny lęk przed totalną dekompozycją. Kobieta w kawałkach. Zrobiłam coś, przed czym do tej pory potrafiłam się uchronić, lecz tym razem atak okazał się silniejszy: zaczęłam walić pięścią w ścianę, z nadzieją, że ból przywróci mi czucie mojego ciała. Mam dziś czerwoną dłoń, ale poza tym obyło się bez uszkodzeń. Zyprexa i Temesta pomogły mi się uspokoić i ugruntować. Ciało wróciło do domu, a ja do ciała.
Nie jestem pewna, czy dobrze potrafię opisać intensywność cierpienia, jakie niesie ze sobą choroba psychiczna. Gdy przychodzi atak, nie WYDAJE ci się, że jesteś w kawałkach; jesteś PRZEKONANA, że jestes w kawałkach. Twoje oczy robią się ogromne ze strachu, nie wiesz, co masz robić, niepokój sprawia, że trzęsiesz się jak osika bo przecież…właśnie się rozpadasz…to doznanie jest CAŁKOWICIE PRAWDZIWE. Oczywiście to urojenie, ale gdy w nim jesteś, jesteś w nim i nie potrafisz wyjść poza, powiedzieć sobie hej, przecież normalnie ludzie się nie rozpadają, wszystko jest na swoim miejscu, ręka, noga, nie bój się…Próbujesz się ogarnąć, dotykasz swojej ręki, nogi, a one są jak nie twoje, jak powietrze, jak nic…Horror ataku psychotycznego jest naprawdę potworny i nie potrafię go porównać do żadnego innego przeżycia.
A jednak żyję dalej, atak mija, czuję siebie, choć poranioną i wyczerpaną, ale jednak czuję.
A tym, którzy bezmyślnie kłapią, że choroby psychiczne dopadają słabych ludzi, mówię: człowieku, przeszłam już tyle, że moja szafa pęka od orderów za odwagę i męstwo.

Antidepressants come back. This is a risky move because it threatens to shoot me into manic space, but doctors have no better idea. We start with a minimum dose. I should also take mood stabilisers, but I have already tested all of them and none of them helped me. My moods have their own view of how they should fluctuate. Unfortunately.
Yesterday it was very hard, I had a severe psychotic attack. I was sure I was falling into pieces. I stopped feeling my body, I was just my head, and my limbs and torso fell off and hung in space. It was accompanied by great anxiety, as you can guess, a terrible fear of total decomposition. A woman in pieces. I did something that I was able to protect myself from so far, but this time the attack turned out to be stronger: I started punching the wall, hoping that pain would restore my body feeling. I have a red hand today, but otherwise it was without damage. Zyprexa and Temesta helped me calm down and ground myself. The body returned home and I returned to the body.
I am not sure if I can describe the intensity of suffering caused by mental illness. When the attack comes, you don’t SEEM to be in pieces; you are CONVINCED that you are in pieces. Your eyes are getting huge with fear, you don’t know what to do, anxiety makes you shiver like an aspen because after all … you’re falling apart … this experience is COMPLETELY REAL. Of course this is delusional, but when you are in it, you are in it and you can not go beyond, say to yourself hey, after all people normally do not fall apart, everything is in its place, hand, leg, do not be afraid … You try to embrace yourself, you touch your hand, legs, and they are no more like yours, they are like air, like nothing … The horror of a psychotic attack is really monstrous and I can’t compare it to any other experience.
And yet I live on, the attack passes, I feel myself, though wounded and exhausted, but I still feel.
And to those who thoughtlessly snap that mental illness affects weak people, I say: man, I have already suffered so much that my shelf is packed with prizes for courage and resilience.

Szczypiąc w serce / Pain of the heart

(ENG.below) Dziś życie jakieś takie jaśniejsze, nawet na spacer wyszłam; oczywiście z asystą, bo jestem dla samej siebie zbyt niebezpieczna. Porozmawiałam z nowym pielęgniarzem, który był murarzem z zawodu, ale zmienił zdanie i się przekwalifikował. Przekonałam też obsługę, by oddala mi moje słuchawki i ładowarki. Wczoraj wiązałam z nimi pewne mroczne plany, ale już mi przeszło.

Odkryłam, że jest ze mną na oddziale koleżanka z dawnego programu integracji zawodowej, z którego obie wypadlyśmy ze względow chorobowych. Historia S. jest tak smutna, że serce z trudem ją mieści. Ma dwadzieścia kilka lat, żyła w domu dla bezdomnych. Jej siostra od lat nie opuszcza kliniki, uparcie się samookaleczając i nie wykazując żadnych postępów w leczeniu. Siostry nie bardzo mogą się odwiedzać, bo ich stan nie pozwala na samotne szwędanie się po klinice. S.miala przyjaciółkę, która niedawno zmarła na raka, co wpędziło S.w depresję tak silną, że teraz, trzy miesiące po przyjęciu na oddział, nadal ledwo mówi. Na dłoniach ma wytatuowane słowo NADZIEJA, co rozkłada mnie na łopatki, bo wygląda jak zaprzeczenie nadziei, jak druga strona nadziei, jak ostateczna beznadzieja; a jednak wciąż żyje, oddycha, je, chodzi, a więc i walczy. Pamiętaj o niej, gdy będziesz myśleć o wariatach.
Choroba psychiczna ma wiele twarzy, na przykład twarz N., która jest tu na odwyku kokainowym, albo C., która uważa się za zupełnie zdrową, tylko ma problemy ze snem. Jest też anorektyczka O., która wygląda delikatniej niż jesienny liść i gdy tylko ją widzę, boję się, że zdmuchnie ją wypowiadane przeze mnie słowo. Jest dziewczyna o poranionej twarzy, jest też A., który postanowił upomnieć mnie wczoraj, że kobiety w moim kraju zapewne nie noszą takich fryzur jak ja, i co ja sobie w ogóle myślę z tymi dredami. W trakcie posiłków pojawiają się też licznie depresyjne twarze, ukrywające się całymi dniami w pokojach.
I tak sobie jesteśmy, i czekamy na lepsze jutro.
I czasem ono przychodzi.

Today my life is brighter, I even went out for a walk; of course with assistance, because I’m too dangerous for myself. I talked to a new nurse who was a bricklayer by profession, but changed his mind and retrained. I also convinced the service to give me back my headphones and chargers. Yesterday I associated some dark plans with them, but it’s changed today.
I discovered that my friend from the former vocational integration program is with me in the ward. S.’s story is so sad that a heart can hardly contain it. She is twenty-something years old, she lived in a homeless shelter. Her sister has not left the clinic for years, stubbornly self-injuring and showing no progress in treatment. The sisters are not allowed to visit each other because their condition does not allow them to wander around the clinic alone. S. had a friend who recently died of cancer, which depressed S. so severely that now, three months after admission to the ward, she still can barely speak. She has the word HOPE tattooed on her hands, which breaks me apart, because she really looks like a denial of hope, like the other side of hope, like ultimate hopelessness; and yet she is still alive, breathing, eating, walking, and thus fighting. Remember her when you think about crazy people.
Mental illness has many faces, for example the face of N., who is on cocaine withdrawal, or C., who considers herself completely healthy, but has trouble sleeping. There is also an anorexic O. who looks softer than an autumn leaf and as soon as I see her, I am afraid she will be blown away by the word I say. There is a girl with a wounded face, there is also A., who decided to admonish me yesterday that women in my country probably do not wear hairstyles like me, and what the heck my dreadlocks suppose to mean anyway. During meals there appear also many depressed faces, hiding in the rooms during other times.
We are the way we are and we are waiting for a better tomorrow.
And sometimes it comes.