Bajka, która leczy / Medicine story

(ENG.below) Dziś, w całości, bajka od mojego męża, z dedykacją dla wszystkich chorych i ich przyjaciół. Niech posłuży za balsam, tym jest dla mnie; opowiadamy ją sobie co kilka tygodni. Jeśli po przeczytaniu stwierdzisz, że ktoś jej potrzebuje, udostępnij proszę.

ZNIKNIĘCIE PANA KAWKI

Jak co środę, Pan Skarbek był umówiony na grę w warcaby ze swoim najlepszym przyjacielem, Panem Kawką. Jeśli tego jeszcze nie wiecie, Pan Skarbek wprowadził się do Doliny Pup po spędzeniu 1000 lat w kopalni lapis lazuli, gdzie jedyne towarzystwo, na jakie mógł liczyć to nietoperze, które głównie spały. W Dolinie Pup szybko zaprzyjaźnił się z łagodnym i sympatycznym Panem Kawką i od tej pory byli nierozłączni.

Tymczasem minęła 10:00 rano w środę, Pan Skarbek zdążył już kupić ulubione ciasto przyjaciela (makowiec), a Pana Kawki nie było widać. „Może zapomniał?” – pomyślał Pan Skarbek – „i poszedł sobie na spacer?” Niewiele myśląc założył buty i postanowił przejść się po okolicy. Pana Kawki jednak nigdzie nie było widać. Zastukał więc do drzwi jego szopki, ale nikt nie odpowiedział. Pan Skarbek zmartwił się odrobinę, bo jego przyjaciel nigdy wcześniej nie znikał, i poszedł zasięgnąć rady Pup. Te zrobiły mu kakao, podały herbatniczki, wysłuchały jego historii i postanowiły zadzwonić do kilku osób, które, być może, będą wiedziały coś więcej.

Odpowiedzi były zgodne: nikt nie widział Pana Kawki od trzech dni.

Sytuacja zaczęła robić się poważna.

Gąsienica Matylda, do której Pupy zadzwoniły ponownie, by zdać relację z rozmów i się poradzić, oświadczyła: „To jest zadanie dla Ochotniczej Straży Pożarnej z Doliny Pup. Trzeba będzie dostać się jakoś do szopki Pana Kawki. Może tam znajdziemy jakieś wskazówki, co robić dalej”. Niewiele się zastanawiając, zadzwoniła do chihuahua, z których jedna przypędziła, by ją zabrać na grzbiecie do remizy; tam Matylda nacisnęła czerwony przycisk IIOOOIIIIOOO, i w mgnieniu oka w remizie znalazła się cała ekipa ochotników. Uzgodniono plan działania i ruszono wozem strażackim pod szopkę. Na sygnale!

Kiedy okazało się, że przez okno nie widać, co jest w środku, a na pukanie, naturalnie, nikt nie odpowiada, uruchomiono plan specjalny. Gąsienica Matylda, ubrana w odpowiedni strój i uprząż wspinaczkową, została spuszczona z wysięgnika przez komin do środka szopki. Do zgromadzonych na zewnątrz dotarł tylko komunikat „melduję się z sieni, wchodzę głębiej!” i zapadła cisza.

Stojący na zewnątrz przebierali nóżkami bądź łapkami z przejęcia, a w szopce Matylda powoli dreptała z pomieszczenia do pomieszczenia, aż dotarła do ostatniego, gdzie stało skromne łóżko. A na tym łóżku…leżał Pan Kawka. Tyle, że nie wyglądał zupełnie tak, jak zwykle. Był malutki, drobny i łysy – bez ani jednego pióra.

  • Panie Kawko! Panie Kawko! – zawołała przejęta gąsienica.
  • Kto to? Matylda? – powiedział słabo Pan Kawka.
  • Panie Kawko, przyszliśmy na pomoc!
  • Ale ja się tak wstydzę… – rzekł Pan Kawka i zapłakał, a Matyldzie ścisnęło się serce.

Po chwili drzwi wejściowe zostały otwarte, a do środka wpuszczony tylko jeden ochotnik z kocem oraz Pan Skarbek.

  • Przyjacielu, co się stało? – zapytał Pan Skarbek z troską. – Już jesteś bezpieczny, już jesteś z nami…
  • Ja…myślałem…że gdy przeprowadzę się do Doliny Pup, to…moja choroba już nigdy nie wróci – powiedział Pan Kawka przez łzy. – A teraz znów nie mogę latać i jestem goły. Nie chciałem się nikomu pokazywać w tym stanie…to taki wstyd…
  • Zaraz zabierzemy się do Domu Pup, wszystko mi opowiesz – odpowiedział Pan Skarbek, zawijając Pana Kawkę w koc. – Już wszystko dobrze. Twoi przyjaciele są przy tobie.

Po kilku chwilach Pan Kawka siedział już bezpieczny w Domu Pup, z Panem Skarbkiem u boku. Nasmarowany kaczkodańską maścią z żurawiny (kaczkodany uruchomiły nawet saunę w swoim SPA, by Pan Kawka mógł się ogrzać), owinięty kocami i pledami, dziobał w makowcu i płakał, lecz tym razem, jak się wszystkim wydawało, z ulgi. Połykając łzy, mamrotał, że on tak bardzo przeprasza, i jest mu tak strasznie wstyd. Wszyscy jednak zapewniali go, że nie ma żadnego problemu, a przyjaciele są właśnie po to, by nie być samemu w najtrudniejszych chwilach.

Gdy Pan Kawka trochę się uspokoił, dodatkowo pokrzepiony informacją, że jeże z firmy „Igiełka” uszyją mu ciepłe pajacyki do noszenia, by nie chodził goły, opowiedział historię o tym, że choruje na dotychczas nieuleczalną chorobę wypadania piór, która uprzykrza mu życie i całkowicie go przerasta. Nikomu o niej nie mówił, gdy się wprowadził do Doliny Pup, bo to przecież taki wstyd. Pupy zapewniły go jednak, że w Dolinie Pup nie ma się czego wstydzić, bo zewsząd otaczają go życzliwe istoty i zwierzęta. I że może sobie bezpiecznie chorować. A Pan Skarbek zapewnił go, że zamiast tkwić teraz samotnie w swojej szopce, Pan Kawka może się przenieść do niego, bo w domu Pana Skarbka jest specjalny pokoik dla gości.

Słysząc to wszystko, Pan Kawka znów zapłakał, tym razem ze szczęścia, po czym zasnął, wyczerpany wydarzeniami tego dnia.

Wóz strażacki został odstawiony na miejsce, a gąsienica Matylda zrobiła sobie spacer na nogach do domu. Tyle emocji! Z tej okazji lepiej się przejść.

KONIEC

(ENG.) Today a fairy tale from my husband, with a dedication to all the sick and their friends. Let it serve as a balm, that’s what it is to me, we tell it to ourselves every few weeks. If you think someone might need it today, please share it.

THE DISAPPEARANCE OF MR. DAW

As every Wednesday, Mr. Treasure was getting himself ready to play checkers with his best friend, Mr. Daw. If you don’t know it yet, Mr. Treasure moved into the Valley of the Bottoms after spending 1000 years in the lapis lazuli mine, where the only company he could count on were bats, who mainly slept. In the Valley he quickly made friends with the gentle and kind Mr. Daw, and since then they have been inseparable.

Meanwhile, 10:00 am on Wednesday has passed, Mr. Treasure manager to buy his friend’s favourite cake (poppy-seed) and Mr. Daw was nowhere to be seen. „Maybe he forgot about the meeting?” – Mr. Treasure thought – „and went for a lonely walk?” So he put on his shoes and decided to walk around; but Mr. Daw was not in sight. Mr. Treasure knocked on the door of Mr. Daw’s shed, but no one answered. He was a bit worried because his friend had never disappeared before, so went to seek the advice of the Bottoms. They made him cocoa, gave him biscuits, listened to his story and decided to call a few people who, perhaps, would know something more.

The answers were consistent: no one had seen Mr. Daw for three days.

The situation began to get serious.

Matilda The Caterpillar, whom Bottoms called again to report on the conversations and seek advice, said: „This is a task for the Volunteer Fire Brigade from the Valley. We will have to get to the shed of Mr. Daw somehow. Maybe we’ll find some tips there on what to do next. ” Without thinking too much, she called the Chihuahua, one of which came in a hurry to take Matilda to the fire station. There, The Caterpillar pressed the red button IIOOOIIIIOOO, and in the blink of an eye the whole team of volunteers appeared in the firehouse. An action plan was agreed and the fire brigade moved with a fire truck towards the shed. On the signal!

When it turned out that through the window you could not see what was inside, and to knocking, of course, no one answered, a special plan was launched. Matilda The Caterpillar, dressed in a suitable outfit and climbing harness, was lowered from the boom through the chimney to the center of the shed. She shouted: „I am inside, going deeper!” And the silence fell to those gathered outside.

Those standing outside the sched were restlessly waiting, chatting and moving their legs or tetacles with anxiety, while isnide Matilda slowly trodled from room to room, until she reached the last one, where a modest bed stood. And on this bed … laid Mr. Daw. It’s just that he didn’t look like usual. He was tiny, pale and bald – without a single feather.

– Mr. Daw! Mr. Daw! – Exclaimed the worried Caterpillar.

– Who is this? Matilda? – said Mr. Daw weakly.

– Mr. Daw, we came to help you!

 – But I’m so ashamed …- said Mr. Daw and wept, and Matilda’s heart filled itself with tenderness.

After a while, the entrance door was opened, and only one volunteer with a blanket and Mr. Treasure were allowed inside.

– My dearest friend, what happened? – asked Mr. Treasure with concern. – You are already safe, you are already with us …

 – I … I thought … that when I move to the Valley of the Bottoms … my disease will never come back – Mr. Daw said through his tears. – And now I can’t fly again and I’m naked. I didn’t want to show myself to anyonein this state … it’s such a shame …

– We’ll get you to the Buttoms’ House in a moment, you’ll tell me everything – answered Mr. Treasure, wrapping Mr. Daw in a blanket. – It’s ok now. Your friends are with you.

After a few moments Mr. Daw was already sitting safely in the Buttom’s House, with Mr. Treasure by his side. Covered with Duckling’s cranberry ointment (Ducklings even launched a sauna in their SPA so that Mr. Daw could warm himself up), wrapped in blankets and rugs, pecking at the poppy seed he kept crying, but this time, it seemed to everyone, from relief. Swallowing tears, he mumbled that he was so sorry and so terribly ashamed. Everyone, however, assured him that there was no problem, and friends are there so we are not alone in the most difficult moments.

When Mr. Daw calmed down a little, he was further encouraged by the information that hedgehogs from the „Needle” company would sew him warm rompers to wear so that he would not go bare. After some time, he was ready to tell the story… that he suffers from the incurable disease of falling feathers, which disturbs his life and completely overwhelms him. He didn’t tell anyone about it when he moved into the Valley, because it was such a shame. However, Buttoms assured him that there was nothing to be ashamed of in the Valley, because he was surrounded by friendly creatures and animals. And that he can get sick safely. Mr. Treasure assured him that instead of being lonely now in his shed, Mr. Daw could move to him, because in Mr. Treasure’s house there is a special room for guests.

Hearing all this, Mr. Daw cried again, this time with tears of joy, and then fell asleep, exhausted by the events of that day.

The fire truck was driven back in place and Matilda the Caterpillar took a walk home. So many emotions! It’s better to walk on this occasion.

THE END

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.