Bez aniołków i baletnic / No angels and ballerinas

(ENG.below) Facebook przypomniał mi dziś zdjęcie sprzed 5 lat, sprzed Big Bang – wybuchu choroby. Patrzę na nie i mam wrażenie, że widzę obcą osobę; uroczą, uśmiechniętą, szczupłą dziewczynę.

Kiedy choroba nadeszła, kopiąc w drzwi i wdzierając się do mojego domu jak brutalny przestępca, wywróciła cały mój świat do góry nogami. Moja kolorowa mozaika, którą uważałam za siebie – jako osobę, człowieka, istotę – rozsypała się całkowicie. Pewność, bezpieczeństwo, zaufanie, oparcie w sobie, wiedza, kim jestem, co potrafię i na co mogę ze swojej strony liczyć – zniknęły, zmyte przez szalejące tsunami.

Oczywiście po głowie chodziły mi znane zdania o tym, że kryzys jest zarazem szansą na zbudowanie czegoś nowego, lecz gdy stoisz zapłakana na zgliszczach swojego domu i nie ma doprawdy nic, co zachowałoby się w całości…ten frazes jest mało pomocny.

Teraz moja skromna, pochorobowa układanka siebie, nad którą biedziłam się z mozołem przez te kilka lat od pierwszej hospitalizacji, znów się rozpada. Wiem, że nie ma odwrotu, bo przecież nie zapomnę, nie wyprę, nie odczynię tego, co odkryłam na terapii. Muszę to jakoś zintegrować, wpisać w mój wewnętrzny pejzażyk, daleki od jeleni na rykowisku, zachodów słońca nad morzem, całujących się par, baletnic Degas i aniołków Chagalla. Mój obraz przypomina raczej więdnące słoneczniki, przerażonego tygrysa Rousseau albo Króla z Żółtą Kością Basquiata.

Wiem, że jestem czymś więcej, niż tylko swoją zranioną przeszłością i moją chorobą. Wiem, że potrafię pisać, rysować, tańczyć, śpiewać; że jestem wytrwała i wiele potrafię znieść, bo rozliczne epizody zmusiły mnie do podróżowania poza granice tego, co jest „do zniesienia”.

I choć czasem bywam kruchym ptaszkiem, jestem też

Imperator Furiosa.

PS. Jeśli chcesz wiedzieć o niej więcej, koniecznie obejrzyj „Mad Max Fury Road”.

Facebook reminded me today of a photo from 5 years ago, from before the Big Bang – the outbreak of the disease. I look at it and have the impression that I see a stranger; a charming, smiling, slim girl.

When the illness came, kicking the door and breaking into my house like a violent criminal, she turned my whole world upside down. My colorful mosaic, which I considered to be myself – a person, a human being – crumbled completely. Confidence, security, trust, self-confidence, knowledge of who I am, what I am able to do and what I can count on – they disappeared, washed away by a raging tsunami.

Of course, I had known sentences that the crisis is also a chance to build something new, but when you stand tearful on the ruins of your home and there is really nothing that would be preserved in its entirety … this phrase is not very helpful.

Now, my modest, post-mortem self-puzzle, which I have been struggling with for these few years since the first hospitalization, is falling apart again. I know that there is no turning back, because I will not forget, I will not deny, I will not undo what I discovered in therapy. I have to integrate it somehow, write it into my inner landscape, far from the deer in the rut, sunset over the sea, kissing couples, Degas’ ballerinas and Chagall’s angels. My internal painting resembles rather wilting sunflowers, the terrified tiger of Rousseau or the King with Yellow Bone by Basquiat.

I know I am more than just my hurting past and my illness. I know that I can write, draw, dance and sing; that I am persistent and I can bear a lot, because numerous episodes have forced me to travel beyond what is „bearable”.

And although sometimes I am a fragile bird, I am too

Imperator Furiosa.

PS. If you want to know more about her, be sure to watch „Mad Max Fury Road”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.