Bez wyjścia / No way out

(ENG.below) Mój mąż w gorączce, śpi. Wydaje mi się, jakby niebo spadło mi na głowę, muszę o wszystko zadbać sama. Dla kobiety-dmuchawca to bardzo trudne. Odpowiedzialność napręża wszystkie moje mięśnie. Sama potrzebując pomocy muszę stać się pomocnikiem. Ciężko.

Mój psychiatra wyznał mi dziś, że kończą mu się pomysły na to, jak mi pomóc. W niedzielę miałam kolejny atak psychotyczny – musiałam, po prostu musiałam obciąć włosy. O niczym innym nie potrafiłam myśleć, nawet na spacerze nad moją ukochaną rzeką. To bardzo dziwne uczucia – jak gdybyś była w tunelu i widziała tylko jedno małe światełko, do którego pragniesz zdążać za wszelką cenę. Nic innego się nie liczy. Musisz to zrobić (cokolwiek, co podpowiada owładnięty pasją mózg). Staniesz na głowie, zapożyczysz się, oddasz nerkę, zrobisz wszystko, by osiągnąć swój cel, bo tuż za nim leży wymarzona kraina ulgi. Całe ciało ci się spina. Starasz się brzmieć racjonalnie, a w głowie układasz kolejne scenariusze podboju rzeczywistości wszelkimi możliwymi środkami, w tym kłamstwem i manipulacją. Próbowałam odgonić pomysł na wiele sposobów – racjonalnymi argumentami, przeczekaniem, rozmową, Zyprexą, Lorazepamem, mailem do psychiatry. Nie udało się. Potężna, niepowstrzymywalna, niepokonana siła. Aktualnie mam więc na głowie – zamiast fury dredów – półtora centymentra własnych włosów. Mojemu mężowi bardziej się podobam w tej wersji. Czy to ma jednak jakiekolwiek znaczenie?…Dziś spędzam dzień na strachu przed tym, jaki kolejny cel wymyśli mój mózg. W przeszłości doprowadził mnie już poza granice możliwości – i nie chodziło wtedy o włosy.

Jak zwykle po epizodzie psychotycznym jestem też dziś zmęczona. Zadaję sobie depresyjne pytania, ile jeszcze takiego życia zniosę. Dużo malowałam, w końcu potrafiłam się skupić – na czymś innym niż tworzenie planu za wszelką cenę. Akryle pozwalają mi na różnorodną ekspresję, burzę kolorów, zróżnicowaną fakturę; zaczynałam z nimi swoją przygodę z malarstwem i mam do nich wielki sentyment. Są odważne, jakkolwiek śmiesznie to nie brzmi w odniesieniu do farb.

Mój lekarz ponownie zachęca mnie do wyjazdu do odległej kliniki i spędzeniu tam wielu tygodni na terapii traumy. Wzmacniał to dodatkowo, gdy opowiedziałam mu o moim sobotnim ataku paniki – w kinie. Gdy rozsuwany ekran zasłonił wyjście i nagle znalazłam się w ciemnym, dusznym potrzasku, zaczęłam się pocić, trząść i hiperwentylować. Myślałam, że zaraz rozpadnę się na kawałki. Sytuacja bez wyjścia – dosłownie – pułapka, z której nie mogę się wydostać musiała mojemu mózgowi skojarzyć się z czymś dawnym. „Nie mogę uciec” to mój największy lęk.

A twój?

My husband is in a fever, he is sleeping. It seems to me that the sky has fallen on my head, I have to take care of everything myself. For a dandelion woman it’s very difficult. Responsibility strains all my muscles. I need help while becoming a helper myself. It’s hard.

My psychiatrist confessed to me today that he was running out of ideas on how to help me. On Sunday I had another psychotic attack – I had to, I just had to cut my hair. I couldn’t think of anything else, even during a walk by my beloved river. It’s a very strange feeling – as if you were in a tunnel and saw only one small light that you want to get to at all costs. Nothing else matters. You have to do it (do anything that suggests your passionate brain). You will stand on your head, get into debts, give your kidney away, you will do everything to achieve your goal, because right behind it lies the dream land of relief. Your whole body tightens. You try to sound rational, and in your head you arrange subsequent scenarios of conquering reality by all possible means, including lies and manipulation. I tried to chase away the idea in many ways – rational arguments, waiting, talking, Zyprexa, Lorazepam, email to a psychiatrist. I failed to. A powerful, unstoppable, invincible force. So now I have on my head – instead of 40  dreadlocks – one and a half centimeters of my own hair. My husband likes me more in this version. Does it matter, however? … I spend my day today fearing what the next goal my brain will come up with. In the past, it led me beyond the limits – and it wasn’t about hair then.

As usual, after a psychotic episode I am also tired today. I ask myself depressive questions, concerning mainly how much longer I can endure such a life. I painted a lot, finally I could focus – on something other than creating a plan at all costs. Acrylics allow me a variety of expression, a color storm, a varied texture; I started my adventure with painting with them and I have a great fondness for them. They are brave, however funny that might sound when it comes to paints.

My doctor encourages me again to go to a distant clinic and spend many weeks there on trauma therapy. He made his statement even stronger when I told him about my Saturday panic attack – at the cinema. When the sliding screen covered the exit and suddenly I found myself in a dark, stuffy trap, I began to sweat, shake and hyperventilate. I thought I was going to fall into pieces. The situation without a solution – literally – a trap that I can’t get out of, had to associate in my brain with something old. „I can’t escape” is my biggest fear.

And yours?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.