Bieganie, współczucie / Running, compassion

(ENG.below) Sytuacja właścicieli i właścicielek psów w czasach pandemii jest trochę skomplikowana. Staram się z naszym maluchem wychodzić wtedy, gdy akurat przypada czas pomiędzy zwyczajowymi spacerami; mam pewność, że nie spotkam (prawie) żadnych innych właścicieli psów. Może ewentualnie natknę się na sporadycznych joggerów, którzy jednak utrzymują zdrowy dystans. Idąc z psem do lasu, który znajduje się bardzo niedaleko, oddaję się przyjemności truchtania i czuję się wspaniale. Jest coś takiego w bieganiu, co przywraca mi kontrolę i własność nad własnym ciałem, przepełnia mnie samymi dobrymi mózgowymi substancjami oraz daje poczucie siły. Zaczynałam od podbiegania po kilkadziesiąt metrów, dziś, po kilku miesiącach wcale nieregularnych „treningów” (duże słowo) jestem w stanie przebiec kilka kilometrów, w tym kawałki pod górkę. Jeśli myślisz o tym, czy bieganie jest dla ciebie – moim zdaniem jest dla każdego; ja mam wciąż 10kg nadwagi, a mimo wszystko daję radę. Jeśli tylko masz siłę wyjść z domu, spróbuj, może poczujesz to, co ja. Na początku możesz się czuć słaba, ale zawsze tak jest na początku; grunt, to być dla siebie wyrozumiałą i czułą. Nawet jeśli przebiegniesz pięć metrów, a resztę przemaszerujesz, to pomyśl, że COŚ PRZEBIEGŁAŚ! Myślę, że ten psychiczny bonus jest tego wart.

Wczoraj wieczorem znów było ciężko. Miałam mocny atak psychotyczno-samobójczy, który przerodził się w maniakalny nakręt. Najpierw znowu płakałam z bólu i niemocy. Bałam się. Cały mój wewnętrzny system był zajęty planowaniem samobójstwa. O niczym innym nie potrafiłam myśleć. Łykałam kolejne Temesty i Zyprexy, które powinny uśpić słonia, natomiast mnie początkowo pobudziły (co jest doprawdy absurdalne). Udało mi się na szczęście zrobić „tylko” małe zakupy internetowe i jednak nie przefarbować włosów, których kolor zmieniłam dzień wcześniej. W końcu zmusiłam się do pójścia do łóżka i zasnęłam na 11 godzin.

Te szybko zmieniające się fazy mają najcięższy wpływ na mojego męża. To bardzo trudna sytuacja, bo ja potrzebowałabym, by był przy mnie, hamując mnie i obejmując, by nie być sama w tym, co się ze mną dzieje; on natomiast jest w panice i czuje przede mną strach. Nie poznaje mnie. Wie, że przemawia przeze mnie choroba, a on nie nadąża za gwałtownymi zmianami nastroju i nie chce dać się w nie wciągnąć. Wiem, że czasem płacze ukradkiem z bezsilności.

Dziś czuję wobec niego i wobec siebie dużo współczucia.

The situation of dog owners during the pandemic is a little complicated. I try to go out with our little one in the time between usual walks; this way I am sure I won’t meet (almost) any other dog owners. Maybe I will come across some joggers, who, however, keep a healthy distance. Going with the dog to the forest nearby, I indulge in the pleasure of slow jogging and I feel great. There is something in running that restores my control and ownership over my own body, fills me with all good brain substances and gives me a sense of internal strength. I started running up to several dozen meters, today, after a few months of irregular „training” (a big word), I am able to run a few kilometers, including pieces uphill. If you think about whether running is for you – in my opinion it is for everyone; I am still 10kg overweight, but I still manage. If you only have the strength to leave the house, give it a try, maybe you’ll feel what I feel. You may feel weak at first, but it is always like that at the beginning; the clue is to be tender and compassionate toward yourself. Even if you run five meters and walk the rest of the way, think that you have run SOME! I think this psychic bonus is worth it.

Yesterday evening it was hard again. I had a severe psychotic-suicide attack that turned into a manic phase. First, I cried again with pain and powerlessness. I was afraid. My entire internal system was busy planning suicide. I couldn’t think of anything else. I kept swallowing more Temesta and Zyprexa, which should put the elephant to sleep, but initially excited me (which is really absurd). Fortunately, I was able to „only” make small online purchases and not dye my hair that I dyed a day before already. Finally, I forced myself to bed and fell asleep for 11 hours.

These rapidly changing phases have the hardest impact on my husband. This is a very difficult situation, because I would need him to be with me, inhibiting me and embracing me, so as not to be alone in what is happening to me; he is in panic and he simply fears me. He doesn’t recognize me anymore. He knows that the disease speaks through me and he can’t keep up with the rapid change in mood and doesn’t want to get caught up in it. I know that sometimes he cries surreptitiously from helplessness.

Today I feel a lot of compassion for him and myself.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.