Blue Tuesday

(ENG.below) Wczoraj był Blue Monday, czyli podobno najbardziej depresyjny dzień w roku. Mój dzień wahał się między wysokim a bardzo wysokim niepokojem i takimż nakrętem, gonitwą myśli, problemami z koncentracją, gorączkowymi ruchami bez większego sensu i celu, myślami samobójczymi. Lorazepam trochę pomógł. Blue Monday mam dzisiaj. Zapadłam się w sobie, chce mi się płakać – bez wyraźnego powodu, na niczym mi nie zależy. Liczyłam na to, że Lit i nowy lek – Reagila – ustabilizuje mnie na tyle, że nie będę miała moich górek i dołków, ale chyba się przeliczyłam. Choć oczywiście górki nie są tak spiętrzone a dołki tak głębokie, jak wcześniej. Z tego powinnam się cieszyć. Dzisiaj jakoś jednak słabo mi to wychodzi.

Sporo się wydarzyło od ostatniego mojego wpisu, bo też i miałam nakręt na aktywność i wychodzenie do świata. Kolejne podcasty (kanał: https://www.youtube.com/channel/UCeEA-T2vgwj6NdcGbMTFBLw ), które zajmują sporo czasu, bo trzeba i mieć pomysł, i go spisać, poprawić, skonsultować, następnie nagrać, dorobić grafikę i opublikować. Kolejna napisana sztuka, która spotkała się z bardzo dobrym odbiorem („powinniśmy szukać dla niej daty!”) Zaczęłam też współpracę z pewnym startupem z Londynu, dla którego piszę artykuły o sztuce. Lecz najważniejszy krok…a w zasadzie przygotowanie do niego…to decyzja o aplikowaniu na tutejsze ASP. Taka uczelnia to moje marzenie od dziesięciu lat…by nauczyć się wszystkiego od podstaw, realizować projekty pod okiem specjalistów, wymieniać się pomysłami z innymi ludźmi, dać się zainspirować i tworzyć, tworzyć, tworzyć. Problem w tym, że mój wewnętrzny krytyk jest zdecydowanie PRZECIW temu pomysłowi. Wariat na studiach?! – pyta z oburzeniem. – Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?! Wariaci powinni siedzieć w domu i dłubać coś do szuflady. Nie przyjmą cię. A nawet jak cię przyjmą, to się nie utrzymasz. Jesteś nieprzewidywalna, nie można na tobie polegać, nie potrafisz być systematyczna, bo jesteś, do kurwy nędzy, chora! Nie pozwolę ci o tym zapomnieć.

Widzisz, ja nie potrzebuję społeczeństwa, które miałoby mnie stygmatyzować jako wariatkę, bo samej świetnie mi to wychodzi. Usłyszałam ostatnio, że jeśli ktoś definiuje się przede wszystkim poprzez chorobę, to nie da się mu tej choroby odebrać. Kim bym była, gdybym dała sobie ją odebrać?

Może akurat – kto to wie – studentką Akademii Sztuk Pięknych?…

Yesterday was Blue Monday, reportedly the most depressing day of the year. My day varied between high and very high anxiety and a hypomanic drive, racing thoughts, concentration problems, feverish movements without much sense or purpose, suicidal thoughts. Lorazepam helped a little. I have Blue Monday today. I collapsed inside myself, I feel like crying – for no apparent reason, I don’t care about anything. I was hoping that Lithium and the new drug – Reagila – would stabilize me enough that I would not have my ups and downs, but I miscalculated. Although, of course, the ups are not as high, and the downs are not as deep as before. I should be happy about that. Today, however, somehow I’m not doing well.

A lot has happened since my last entry, because I also had a drive for being active and going out into the world. More podcasts, which take a lot of time, because you need to have an idea, write it down, improve it, consult it, then record it, add graphics and publish it. A new play that I have written was very well received („we should absolutely look for a date for it!”). I also started working with a startup from London, for which I write articles about art. But the most important step … not yet taken, but I’m actually preparing for it … is the decision to apply to the local Academy of Fine Arts. These studies have been my dream for ten years… to learn everything about art.  from scratch, implement projects under the supervision of specialists, exchange ideas with other people, get inspired and create, create, create. The problem is that my inner critic is definitely AGAINST this idea. A lunatic in college ?! He asks indignantly. – What are you even imagining ?! Crazy people should be at home, doddling something to a drawer. They won’t accept you. And even if they take you in, you won’t hold on. You are unpredictable, you cannot be relied on, you cannot be systematic because you are fucking sick! I won’t let you forget it.

You see, I don’t need a society to stigmatize me as crazy because I’m doing great on my own. I have recently heard that if someone defines himself primarily through an illness, it cannot be taken away from him.

Who would I be if I let myself take my illness away? Maybe – who knows – a student of the Academy of Fine Arts? …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.