błyskawica / lightning

(ENG.below) Nie wiem który już to mój wpis na temat godziny czwartej nad ranem, ale stało się: obudziłam się ponownie o czwartej i już nie mogłam zasnąć. Może dlatego, że wczorajszy wieczór – a w zasadzie popołudnie – został podzielony na dwie fazy: trzygodzinny sen po Zyprexie i Lorazepamie, przerwa i wieczorne zaśnięcie właściwe, o tak zwanej normalnej godzinie. Dlaczego znów Zyprexa i Lorazepam? Bo sufit w mojej sypialni chciał mnie zgnieść oraz podejrzewałam, że jestem w gruncie rzeczy wilkołakiem, a z brzucha wychodzi mi futro; najlepiej to sprawdzić zaglądając sobie w bebechy, prawda? Musiałam się wyłączyć, a nic tak nie nokautuje jak porządny antypsychotyk w połączeniu z uspokajaczem. Od dłuższego czasu wygląda tak każdy dzień. Przez kilka godzin funkcjonuję normalnie – rysuję, maluję, sprzątam, chodzę na zakupy, na spacer z psem, biegam; potem nagle zapada przekładnia w mózgu i znajduję się w innym świecie, w innej rzeczywistości, którą chciałabym nazwać „równoległą”, lecz niestety jest tak powykrzywiana, że daleko jej do równoległości do czegokolwiek.

Czwarta rano to zwykle mój najbardziej twórczy czas. Nie ma mowy o spaniu, jest za to mnóstwo pomysłów, a co jeden, to lepszy – a przynajmniej tak mi się wydaje. Spędziłam szare godziny na planowaniu nowych sztuk teatralnych, opierając je na pomysłach uwspółcześniania bajek (inspirowałam się kursem literackim Neila Gaimana); następnie przeglądałam w sieci konkursy literackie i plastyczne, zapisując co ciekawsze; na jeden, poetycki, wysłałam nawet trzy wybrane wiersze. Mój umysł pracuje niczym nie zaćmiony, ostry jak świeżo naostrzony nóż; idee łączą się błyskawicznie, kolejna wykwita zanim jeszcze w pełni rozkwitnie poprzednia; każdy pomysł wydaje się wyśmienity, a ja czuję się artystką w swoim żywiole.

Tylko gdzieś tam w tyle głowy malutka, osamotniona postać macha czerwoną chorągiewką: czy to aby nie epizod maniakalny?…

Niewykluczone. Lecz i tak w tym stanie nie zasnę. Z manią wiąże się kilka problemów: po pierwsze, w zasadzie nie ma na nią leków; po drugie, nie mogę obniżyć dawki antydepresanta, bo wpadnę w czarną dziurę depresji; po trzecie, moje maniakalne fazy trwają zwykle krótko (szybka/ultraszybka zmiana faz), więc zamiast majstrować przy lekach, lepiej ją przeczekać; to, co się najprawdopodobniej wydarzy samoistnie, to stan depresyjny jako kontra do tego, w czym jestem teraz. A poza tym, kto nie marzy o porannym przypływie pomysłów?…Gdy ochłonę, posegreguję je i pewnie spora część trafi do kosza. Spróbuję je posortować, gdy będę się czuła „normalnie”. Jeśli bowiem zrobię to w fazie depresyjnej – wszystkie zostaną anulowane. Bo wiesz: jestem do niczego, nie nadaję się do niczego, nic nie potrafię dość dobrze, nie będę się ośmieszać, szkoda czasu, za wysokie progi, i tak dalej.

Gdyby jednak udało mi się jeszcze dospać z godzinę…

…mógłby to być dobry dzień.

This will be one of the numerous posts about for 4AM, for yet it happened again: I woke up at four and couldn’t sleep anymore. Maybe because of the fact that yesterday’s evening – or in fact, the afternoon – was divided into two phases: a three-hour sleep after Zyprexa and Lorazepam, a pause, and an evening proper falling asleep at the so-called normal time. Why Zyprexa and Lorazepam again? Because the ceiling in my bedroom wanted to crush me, and I suspected that I was essentially a werewolf with fur coming out of my belly; it’s best to check it by looking into the guts, right? I had to shut myself down, and nothing is more knocking out than a decent antipsychotic and a tranquilizer. Every day has been like this for a long time now. I function normally for several hours – I draw, paint, clean, go shopping, go for a walk with my dog, run; then suddenly a gear in my brain switches and I find myself in a different world, a different reality that I would like to call „parallel”, but unfortunately it is so distorted that it is far from parallel to anything.

Four in the morning is usually my most creative time. There is no question of sleeping, but there are plenty of ideas, and each one is better than the previous one – or so I think. I spent gray hours planning new theater plays, basing them on the ideas of updating fairy tales (I was inspired by Neil Gaiman’s literary course); then I browsed literary and art contests on the Internet, writing down these more interesting; for one, poetic, I even sent three selected poems. My mind works unobstructed, sharp as a newly sharpened knife; ideas come together in a flash, the next one blooms before the previous one has even fully bloomed; every idea seems amazing, and I feel like an artist in my element.

Only somewhere in the back of the head stands a tiny, lonely figure waving a red flag: is this not a manic episode? …

It could be. But in this state I will not fall asleep anyway. There are several problems with mania: first, there are hardly any cures for it; second, I can’t lower my antidepressant dose or I’ll fall into a depression black hole; third, my manic phases are usually short-lived (fast / ultrafast phase change), so instead of messing around with drugs, it’s better to wait it out; what will most likely happen on its own is depressed state as opposed to what I am in now. Besides, who doesn’t dream about the morning flow of ideas? … When I cool down, I’ll sort them out and probably a lot of them will end up in the bin. I’ll try to sort them when I feel „normal”. Because if I do it in the depressive phase – they will all be canceled. Because you know: I’m good for nothing, I can’t do anything well enough, I won’t make fun of myself, it’s a waste of time, the thresholds are too high, and so on.

If, however, I could still sleep for an hour …

… it could be a good day.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.