Boso w sadzie / Barefoot in the orchard

(ENG.below) Nie mam swojej ulubionej pory na pisanie. Czasem piszę rano, czasem dopiero wieczorem, gdy zbiorę doświadczenia z całego dnia. Nie boję się już pobudek o czwartej przed świtem, nie boję się zasypiania, mimo, że nie zażywam już Stilnoxu (nie myślałam, że taki dzień nadejdzie!) ani Temesty (mojej najlepszej przyjaciółki w chwilach niepokoju/lęku/paniki). Mieszanie tych leków z Klozapiną mogłoby przynieść fatalne, potencjalnie śmiertelne skutki.

Na szczęście dla mnie, „Kloza” wpływa na mnie w sposób zaskakujący: prawie wcale nie odczuwam niepokoju. Najprawdopodobniej to tak, jak przypuszczał zespół specjalistów: niepokój stanowił podłoże/pożywkę dla stanów psychotycznych, a „Kloza” właśnie z nimi miała się rozprawić; nie wiedziałam jednak, że zrobi to od tej strony.

Jak wygląda życie po drugiej stronie tęczy, w stanie przypominającym spokój?

Stoję na trawie w sadzie – to „miejsce bezpieczne” z mojej wyobraźni. Mam bose nogi, jest ciepło, wieje cudowny wiatr, tak lekki, że szumi gałęziami lecz nie zrzuca owoców. Chcę zamknąć oczy i wziąć głęboki wdech, ale boję się, że gdy nie będę patrzeć, coś złego się wydarzy; nadciągnie nawałnica, rzeczywistość zniknie, pojawi się potwór, ktoś mnie dotknie…Na ten moment potrafię tylko stać w sadzie, już nie przerażona ale wciąż czujna, nie zrelaksowana; pozornie bezbronna lecz wciąż uzbrojona w sprężyste ciało, gotowe do skoku, kopnięcia, ucieczki.

Mój „spokój”, jak się domyślam, różni się nieco od „normalnego spokoju”.

Wiedz jednak, że to dla mnie duży krok – mieć sad i być w nim w słoneczny, ożywczy dzień.

I do not have my favorite time to write. Sometimes I write in the morning, sometimes only in the evening, when I gather my experiences from the whole day. I am no longer afraid of waking up at four before dawn, I am not afraid of falling asleep, although I do not take Stilnox anymore (I did not think that day will come) nor Temesta (my best friend in moments of anxiety / fear / panic). Mixing these drugs with Clozapine could bring fatal, potentially lethal effects.

Fortunately for me, „Cloza” affects me in a surprising way: I hardly feel anxiety at all. Most likely it is, as the team of specialists supposed: anxiety was the basis / medium for psychotic states, and „Cloza” was about to deal with them; I did not know, however, that it would do it from this side.

What does life look like on the other side of the rainbow, in a calm state?

I stand on the grass in the orchard – it’s a „safe place” from my imagination. I have bare feet, it’s warm, a wonderful wind is blowing, so light that it can roar the branches but it does not shed any fruit. I want to close my eyes and take a deep breath, but I’m afraid that if I do not look, something bad will happen; the storm will come, the reality will disappear, a monster will appear, someone will touch me … At this moment I can only stand in the orchard, no longer terrified but still vigilant, not relaxed; seemingly helpless but still armed with a resilient body, ready to jump, kick, escape.

My „peace”, I guess, is a bit different from „normal peace”.

But know that this is a big step for me – to have an orchard and be in it on a sunny, invigorating day.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.