Chcę przestać. Nie możemy. / I wanna stop. We can’t.

(ENG.below) 4:30 nad ranem to nienajlepsza godzina do wstawania, ale cóż zrobić, gdy ciało wynurza się z głębin snu i jest gotowe do działania? „ – Chcę przestać. – Nie możemy.” śpiewa mi zespół Imagine Dragons w piosence „Believer”. Rysuję więc i piszę.

Znów śnił mi się koniec świata, i mimo, że pełno w nim było superbohaterów, potęga ciemności była zbyt wielka. Zawsze, gdy boję się, że kolejny epizod zupełnie mnie pochłonie, miewam takie sny; tsunami, apokalipsa zombie, potwory z kosmosu, rozpadające się, wielkie konstrukcje…lub po prostu szaleństwo, agresja, przemoc fizyczna. Ten sny wypływają z potężnego lęku przed tym, że dam się chorobie całkowicie porwać i nie będę już wiedzieć, jak wrócić. Zostanę samotna w miejscu, do którego nikt nie ma dostępu – oprócz mnie; w stuporze, niemocy, gdzieś indziej niż tam, gdzie rozgrywa się rzeczywistość moich bliskich.

Szaleństwo jest dla mnie synonimem samotności. Oczywiście, psychiatrzy opanowali – mniej więcej – język chorób psychicznych, lecz gdy siedzi na przeciwko ciebie lekarz, myślisz tylko o tym, że najprawdopodobniej nigdy nie był tam, gdzie ty; w tej koślawym, powykrzywianym, nadętym albo pokurczonym świecie. Niezależnie od tego, ilu wariatów spotkał i leczył, nie zejdzie z tobą do twojego prywatnego piekła; może tylko zapewniać, że wie, że ci straszliwie ciężko, może współczuć i doradzać, ale wszystko to robi ze swojego bezpiecznego i wolnego od psychozy fotela. Nigdy o tym nie zapominam.

Gdy wpadam w depresyjną spiralę, jak wczoraj wieczorem i dziś, moja samotność ma naprawdę wielkie oczy. Usiłuję, dla dobra bliskich – jak sobie lubię myśleć – przybrać jakąś bardziej przyzwoitą maskę, może nawet półuśmiech, gdyż wydaje mi się, że moja twarz spływa z czaszki, nienaturalnie nieruchoma i zapadnięta. Oczy tracą blask, oddają głównie potężne zmęczenie i mrok. Moje ciało znika, nie czuję go. Osuwam się w dziwny nie-byt, w roślinne trwanie, mając wrażenie, że ostatki mocy zużywam na ożywienie siebie-kukiełki, by nie wystraszyć rodziny i przyjaciół.

Ten teatr nosi tytuł „walka z depresją”. „- Chcę przestać. – Nie możemy.” śpiewa mi po raz piąty zespół Imagine Dragons w piosence „Believer”. Myślę bowiem, że gdybym przestała, zniknęłabym na amen.

4:30AM is not the best time to get up, but what to do when the body emerges from the depths of sleep and is ready for action? „- I want to stop. – We can’t.” – Imagine Dragons sing to me in the song” Believer „. So I draw and write.

I dreamed of the end of the world again, and even though it was full of superheroes, the power of darkness was prevailing. Every time I am afraid that the next episode will devour me completely, I have such dreams; tsunami, zombie apocalypse, monsters from space, huge constructions falling apart… or just madness, aggression, physical violence. These dreams arise from a powerful fear of letting myself be carried away by the illness completely, without knowing how to return. I will be alone in a place to which nobody has an access – except me; in motionlessness, impotence, somewhere other than where the reality of my relatives and friends takes place.

For me, madness is synonymous with loneliness. Of course, psychiatrists have mastered – more or less – the language of mental illness, but when the doctor sits in front of you, all you think of is that he probably never was where you were; in this lopsided, distorted, inflated or shrunken world. No matter how many crazy people he has encountered and cured, he will not go with you to your private hell; he can only assure that he knows that it is extremely difficult for you, he can sympathize and advise, but he does all this from his safe and psychosis-free chair. I never forget about it.

When I fall into a depressive spiral like last night and today, my loneliness has really big eyes. I’m trying, for the sake of loved ones – as I like to think – to put on a more decent mask, maybe even a half smile, because it seems to me that my face is melting down from the skull, unnaturally motionless and sunken. The eyes lose their sparkles, they mainly reflect powerful fatigue and darkness. My body disappears, I can’t feel it. I fall into a strange non-existence, into a plant-like life, having the impression that I use the last resources of my power to revive myself – a puppet, so as not to scare my family and friends.

This theater is entitled „fighting depression”. „- I want to stop. „We can’t.” Imagine Dragons is singing to me for the fifth time in the song „Believer”.

I think that if I stopped, I’d disappear completely.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.