Chcesz się założyć? / You want to bet?

(ENG.below)  Za niedługo uruchomię chyba zakłady dotyczące tego, ile dni bez symptomów wytrzymuje mój mózg. Dla tych, którzy celowali w „tydzień“, specjalna nagroda – uśmiech losu!

Doprawdy, stoję bezradna przed moją chorobą.

Wczoraj kolejny atak psychotyczny: wydaje mi się, że moje życie nie jest prawdziwe, tylko stanowi reality show; jestem podglądana przez miliony widzów, a mój mąż jest w samym centrum tego spisku. Musiałam się otumanić Klozapiną, Seroquelem i Zyprexą – zasnęłam. Obudziłam się po 12 godzinach czując się jak waciana laleczka.

Ostatnio dotarły do mnie wieści – z pięciu różnych źródeł – takiej samej treści: „boję się/nie daję rady czytać twojego bloga“. Nie wiedziałam, że moje życie może tak przerażać…Moja codzienność, że aż strach?…Blog dla odpornych, dla wytrwałych?…Pisząc go, chciałam oswoić temat chorób psychicznych, zamiast nim straszyć. Chciałam powiedzieć: jestem wśród was, tylko że mi ciężko; funkcjonuję z pewnym bonusem, który mi wszystko utrudnia – a czytając tego bloga możesz lepiej rozumieć, jak wygląda krajobraz z chorobą.

Z dobrych wieści: zanim psychoza wczoraj uderzyła, zdążyłam wysłać swoje zestawy wierszy na 5 różnych konkursów poetyckich. Uświadomiłam sobie także, że piszę wiersze od 25 lat; pierwszą nagrodę za jeden z nich zdobyłam jeszcze w szkole podstawowej. Pasja na całe życie, jak powiedziała moja siostra; dla mnie zaś bardziej obowiązek (choć wdzięczny), bo gdy wiersz przypływa, czasem we fragmentach, czasem w całości, wydaje mi się, że moim zadaniem jest go spisać…

Poniższy był przed kilkoma laty opublikowany w kanadyjskim magazynie poświęconym twórczości.

 

DO H.

I

Ci sami ludzie chodzą po tym samym wzgórzu

Pod tym samym niebem wszystko wygląda tak samo

Ta sama zimna rzeka, objęcia tego samego ręcznika

Ta sama drewniana ławka i grono

tych samych ptaków proszących o więcej

tego samego chleba, Heraklicie, nigdy się nie zmieniłeś

tak przekonany, że wszystko inne się zmienia

w środku bezruchu, dumnie twierdząc

Że zmiana jest matką nas wszystkich. Strzeż się jej,

Ona rodzi tak wielu, zapominając o naszych imionach.

II

Bądź miły dla mamusi i zjedz tego hamburgera ze smutku. To edycja limitowana, tylko dla ludzi. Sos zapomnienia smakuje tak dobrze, jak nic na Ziemi, smakuje jak pustka.

Twój nieistotny byt zasługuje na to. Nakarm siebie większą pustką, niech ciemne mięso strachu pielęgnuje cię czarnym lekiem. Smacznego, moja pomarszczona córeczko o wielu imionach, a może ty jesteś moim synem, również zapomnianym.

III

Strona pełna małych czarnych chrząszczy.

Spogląda na mnie i pyta: wszystko w porządku, kochanie?

Patrzę w dół. Chrząszcze gromadzą się w małych plemionach, tworząc słowa.

Ich dźwięk odbija się echem w mojej pustej głowie,

Kiedyś pełnej znaczenia, teraz tylko legowisko

Dla owadów.

Soon I will start betting on how many days without symptoms my brain can endure. For those who bet „a week”, there’s a special prize – a smile of fate!

Really, I stand helpless in front of my illness.

Yesterday another psychotic attack: it seemed to me that my life is not real, only a reality show; I am being watched by millions of viewers, and my husband is at the very center of this conspiracy. I had to be grounded by Clozapine, Seroquel and Zyprexa – I fell asleep. I woke up after 12 hours feeling like a woven doll.

Recently, I heard news from five different sources – the same content: „I’m afraid / I can not read your blog.” I did not know that my life can be so frightening … My everyday life, being that scary? … A blog for those who are immune, persistent? … When I write it, I want to tame the topic of mental illness instead of scaring anyone. I want to say: I am among you, only that it is hard for me; I live with a bonus that makes everything difficult for me – and by reading this blog you can understand better what the landscape looks like with the disease.

Good news: before the psychosis hit me yesterday, I managed to send my sets of poems to 5 different poetry competitions. I also realized that I have been writing poems for 25 years; I won the first prize for one of them being still in primary school. Passion for life, as my sister said; for me, more a duty (though grateful), because when a poem comes, sometimes in fragments, sometimes in whole, it seems to me that my task is to write it …

The following was published a few years ago in a Canadian art magazine.

 

TO H.

I

The same people the same men walk up the same hill

The same looks the same hello under the same sky

The same cold river and embrace of the same towel

The same wooden bench the same birds asking for more

of the same bread, Heraclitus, You have never changed

so convinced that Everything else is changing You stayed

in the middle of motionlessness, proudly claiming

Change to be the mother of us all. Beware of her,

She gives birth to so many, forgetting our names.

II

Be nice to mummy and eat this hamburger of sorrow. This is a limited edition, only for human kind. The sauce of oblivion tastes soooo good, like nothing on Earth, it tastes like nothing, like a void.

Your negligible being deserves it. Feed yourself with some more emptiness, let the dark meat of fear  nurture you with its black medicine. Bon appetite, my wrinkled little daughter with many names, or maybe you are my son, also forgotten.

III

A page full of little black beetles.

He looks and asks: are you all right, honey?

I look down. Beetles gather in little tribes, forming words.

Their sound echoes in my empty head,

Once full of meaning, now only a lair

For insects.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.