Cicha noc / Silent night

(ENG.below) Jestem ucieszona, radosna – udało mi się bowiem przespać 10 godzin BEZ TABLETEK. Nie wzięłam Seroquela na noc. I spałam! A nawet śniłam, i pamiętam, co mi się śniło. Podróżowałam wielkim statkiem po świecie, a potem wróciłam do szkoły i szkoleń. Jaką ulgę przynosi taka noc w porównaniu z poprzednią, podczas której mimo pięciokrotnie zwiększonej dawki Seroquela spałam ledwo pięć, bardzo płytkich i niespokojnych, godzin.

Sen silnie splątany jest z chorobą dwubiegunową. Podczas epizodów manii i hipomanii cierpię na problemy z zaśnięciem, śnię koszmary, wybudzam się w środku nocy lub o świcie, nie mogąc dalej spać; potem, w ciągu dnia, towarzyszy mi dziwny stan poirytowanego zombie. W okresach depresji mogłabym spać cały czas; mam za sobą wieczory, w trakcie których kładę się o 19:00, 20:00, i śpię po 11-12 godzin; najchętniej nie wychodziłabym z łóżka, bo przecież nie ma do czego i po co.

Z tych powodów na wyposażeniu mam pomocnicze leki: Stillnox, który zwykle pomaga, ale w epizodach maniakalnych nie jest dostatecznie silny, by mnie wytrącić ze stanu nakrętu i uśpić; Temestę – na uspokojenie, która czasem ścina, czasem nie; Seroquel, który zwykle zwala mnie z nóg w dawce 50mg, ale, niedaleko szukając, w czwartek, mimo 250mg, nie zwalił. Niemożność zaśnięcia potęguje stres, i dość szybko znajduję się w błędnym kole: nie mogę zasnąć – stresuję się – więc tym bardziej nie mogę zasnąć – stresuję się jeszcze mocniej – jeszcze mniej mogę zasnąć – i tak dalej. Dodatkowo, jak wiemy, stres potęguje symptomy. Po północy czuję się już więc jak roztrzęsiony wrak człowieka.

Choć nie roszczę sobie prawa do choćby wyobrażania sobie, jakie kłopoty ze snem mają rodzice małych dzieci, czasem myślę, że bycie chorym to trochę jak opieka nad małym dzieckiem – w sobie. To dziecko płacze, nie może spać, boi się, jest niespokojne; czasem do tego dochodzi „ząbkowanie” – czyli w mojej chorobowej nomenklaturze ból egzystencjalny i gonitwa myśli, gwarantujące niemożność zaśnięcia. Podawanie „ciepłego mleka” – leków – czasem pomaga, czasem nie. Przytulanie i obecność – bywa, że uspokajają, lecz zdarza się też, że pełen dobrych intencji mąż, zapewniający, że będzie czuwał, chrapie obok, a ja leżę podziwiając cienie na suficie i usiłując się zrelaksować Progresywnym Rozluźnianiem Mięśni (które czasem pomaga, a czasem…nie…).

Jeśli gdzieś w głębi podejrzewasz, że twój senny rytm nie wygląda „naturalnie”, jest poszarpany, nieregularny i ma dziwną tendencję do biegunowości, spróbuj przyjrzeć mu się pod kątem zaburzeń psychicznych w ogóle. Być może to trop wiodący do czegoś więcej, niż „jedynie” problemów ze snem.

A to już zupełnie inna bajka.

I feel happy, joyful – I managed to sleep 10 hours WITHOUT PILLS. I didn’t take Seroquel for the night. I slept! I even dreamed and remember what I dreamed. I traveled by huge ship around the world, and then I returned to school and training. What a relief this night brings compared to the previous one, during which, despite the five-fold increase in Seroquel, I slept barely five, very shallow and restless hours.

Sleep is strongly entangled with bipolar disorder. During episodes of mania and hypomania, I suffer from sleep problems, dream nightmares, wake up in the middle of the night or at dawn, unable to sleep any more; then, during the day, I am in a strange state of an irritated zombie. In periods of depression I could sleep all the time; there were evenings during which I lied down at 19:00, 20:00, and slept for 11-12 hours; I’d love not to get out of bed at all, because there is nothing I’d like to do and, besides, what for?…

For these reasons, I have auxiliary medications on board: Stillnox, which usually helps, but in manic episodes is not strong enough to knock me out and put me to sleep; Temesta – calming me down, which sometimes cuts me out, sometimes not; Seroquel, which usually knocks me down at a dose of 50mg, but, looking nearby, on Thursday, despite 250mg, did not succeed. The inability to sleep intensifies stress, and I find myself in a vicious circle quite quickly: I can’t sleep – I’m stressed – so I can’t sleep – I stress even more – I can sleep even less – and so on. Additionally, as we know, stress intensifies the symptoms. So after midnight I feel like a shaky human wreck.

Although I do not claim the right to even imagine what sleeping problems parents of young children have, sometimes I think being sick is a bit like caring for a small child – within myself. This child is crying, cannot sleep, is afraid, is restless; sometimes there is „teething” – that is, in my disease nomenclature, existential pain and the pursuit of thoughts, guaranteeing the inability to sleep. The administration of „warm milk” – medicines – sometimes helps, sometimes not. Hugging and presence – sometimes they me calm down, but it also happens that a well-intentioned husband, ensuring that he will be awake, is snoring safely next to me, and I lie admiring the shadows on the ceiling and trying to relax with Progressive Muscle Relaxation (which sometimes helps and sometimes …not…).

If you suspect somewhere deep down that your sleep rhythm does not look „natural”, is jagged, irregular and has a strange polarity tendency, try to look at it from the perspective of mental disorders in general. Perhaps it is a trail leading to something more than „just” sleeping problems.

And this is a completely different story.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.