Cierń / A thorn

(ENG.below) Odważyłam się i powiesiłam mój plakat przeciwko faszyzmowi w Polsce na jednym z feministycznych portali. Zebrał ponad 150 lajków. Wiesz, kiedy dłubiesz sobie coś w domu, coś, co wyrasta na gruncie wielkich emocji, szukając prostoty i dosadności wyrazu, może się okazać, że rysujesz karykaturę i badziewie. Tego się zawsze boję. Ale może się też okazać, że coś, co wydłubałaś z serca, głowy i ręki przemówi do większej liczby osób. Bo też tak się czują. Wściekli. Bezradni. Przestraszeni. Piszą petycje, organizują grupy albo chcą uciekać za granicę. Tam, gdzie ja już uciekłam.

Leczenie choroby psychicznej tutaj, gdzie mieszkam, jest…nie wiem, jak najlepiej je nazwać: przemiłe. Szpitale nie są przepełnione, ośrodki interwencji kryzysowej organizują wspaniałe zajęcia, opiekunowie są przejęci, leki dostępne, terapeuci zainteresowani. Do tego darmowy basen nad rzeką, góry w zasięgu ręki i spokój. Gdy myślę o leczeniu w Polsce, czuję lęk. Stan psychiatrii, a zwłaszcza psychiatrii dzieci i młodzieży, jest katastrofalny. Lepiej żyć i leczyć się tutaj, w raju…

Pytam mojego męża, co mają zrobić nasi bliscy w Polsce, którym ręce i serca opadają w związku z tym, co się tam dzieje. On: „czym prędzej wypierdalać z tego kraju”. Wiesz, wypierdalanie jest dosyć proste. Lądujesz w innej rzeczywistości, gdzie – na początku z mozołem – organizujesz sobie nowe życie; z czasem zaczynasz przyzwyczajać się do porządku, tolerancji i uśmiechów na co dzień. Jednakże, przynajmniej we mnie, jest ten cierń, który nie daje mi spokoju; czuję się winna, że wyjechałam i zostawiłam polski bałagan, a przecież na miejscu mogłabym, może, pomóc, zrobić coś, zawalczyć…

Tymczasem rysuję obrazki-protesty…i zastanawiam się, co jeszcze jestem „winna”.

I dared and hung my poster against fascism in Poland on one of the feminist portals. It collected over 150 likes. You know, when you doodle something at home, something that grows on the ground of great emotions, looking both for simplicity and expressiveness, you may find yourself drawing caricature and crap. That’s what I’m always afraid of. But it may also turn out that something you have picked out from your heart, head and hand will appeal to more people. Because they feel that way too. Furious. Helpless. Frightened. They write petitions, organize groups or want to flee abroad. Where I have already escaped.

Treating a mental illness here, where I live, is … I do not know how to best call it: supernice. Hospitals are not crowded, crisis intervention centers organize great activities, caregivers like you, medicines are available, therapists are interested. In addition, free pool by the river, mountains within an hour drive and peace of mind. When I think about treatment in Poland, I feel anxiety. The state of psychiatry, and in particular the psychiatry of children and youth, is catastrophic. It’s better to live and heal yourself here in paradise …

I asked my husband what our loved ones in Poland have to do, whose hearts are broken due to what is happening there. He said: „find the fastest way to get the fuck out of this country”. You know, „getting the fuck out” is quite easy. You land in a different reality, where – at the beginning with an effort – you organize a new life for yourself; over time, you begin to get used to the order, tolerance and smiles every day. However, at least in me, there is this thorn that gives me no peace; I feel guilty that I left leaving a Polish mess, and yet I could have helped, do something, fight …

Meanwhile, I’m drawing pictures-protests … and I wonder what else I owe this country.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.