Ćwiczenia z euforii / Exercising euphoria

(ENG.below) Mój apetyt na pisanie i radość związana z tą aktywnością jest wprost proporcjonalne do przerabiania przeze mnie internetowego kursu „Sztuka opowiadania”. Są porady, wskazówki, i, co najważniejsze, ćwiczenia. Jako że ciężko mi pomieścić moją euforię w ciele i umyśle, postanowiłam dzielić się tutaj niektórymi tekstami, co może stanowić ciekawą (mam nadzieję) alternatywę wobec narracji „moje cierpienie jest najważniejsze”.

Nawet gdy piszesz o smutnych rzeczach, to piszesz o nich z entuzjazmem – powiedział mi dziś mąż. Zachęcona taką reakcją załączam mój tekst na zadany temat: Najsmutniejszy dzień twojego życia. (Naprawdę! Takie było ćwiczenie! Bo podobno w pisaniu trzeba być jeszcze bardziej szczerym niż na co dzień…a samo pisanie dla odbiorców jest jak chodzenie nago po ulicy…No wiem, trochę to śmieszne, trochę straszne, ale biorę to do siebie – i piszę).

Nie lubię pisać o smutku. Wolę pisać o tym, jak walczę ze smutkiem. O moich ironicznych wygranych i sarkastycznych triumfach. Gdy tylko myślę o smutku, wyobrażam sobie siebie spadającą z urwiska w przepaść, bezradnie machającą rękami i wytrzeszczającą oczy z przerażenia. Ten moment, w którym zostaję uwieczniona w mojej fantazji, to chwila panicznego lęku przed finalnym uderzeniem o ziemię. Chyba wolałabym spadać bez końca. Do spadania mogę się przyzwyczaić. Do śmierci mniej.

W moim życiu spędzam dużo czasu w smutku; takie są uroki depresji. Czasem spada on na mnie niespodziewanie, w samym środku euforii, jakby w locie odwracała się moneta i nagle reszka pokazywała swoje blade i nieciekawe oblicze w miejsce dumnego orła. Zdarza się, że budzę się smutna bądź smutna zasypiam. Zwykle jednak po prostu staję się smutna, bez powodu.

Znam wiele rodzajów smutku – ten mokry i łzawy, ten bolesno-ściskający, zamrożony lub drażniący; jest też smutek bez dna, smutek-czarna maź, taki, który zaprasza do zniknięcia na chwilę i ten, który zaprasza do zniknięcia na zawsze. Jest i smutek bezradnościowy, smutek rozżalony, smutek z powodu śmierci jeża i z powodu istnienia samej śmierci. Pisząc to mam wrażenie, że najsmutniejszy moment mojego życia jeszcze nie nastąpił; on dopiero nadejdzie. A tymczasem bywam smutna, bywam sobie smutna i smutna innym, ale jeszcze nie najsmutniejsza.

Jeśli lubisz pisać, a szukasz inspiracji, skorzystaj z poniższego ćwiczenia:

Ćwiczenie szczerości – napisz o:

• Czasie, kiedy byłaś głęboko zawstydzona.

• Co takiego zrobiłaś, czego żałujesz.

• Najsmutniejszy moment twojego życia.

• Sekret, o którym boisz się rozmawiać.

Przeczytaj to komuś na głos lub sobie na głos, ale udając, że masz słuchaczy. Zanotuj własne uczucia – strach przed byciem ocenioną, wyśmianą, wstyd, itp.

Powodzenia!

My appetite for writing and joy associated with this activity is directly proportional to my attending the online course „The Art of Storytelling”. There are tips, there is advice and, most importantly, plenty of exercises. As it is hard for me to contain my euphoria in my body and mind, I decided to share some of my texts here, which can be an interesting (I hope) alternative to the narration „my suffering is the most important”.

Even when you write about sad things, you write about them with enthusiasm – my husband told me today. Encouraged by such a reaction, I attach below my text on a given topic: The saddest day of your life. (Really! This was an exercise’s title! Because, apparently, you have to be more honest when you write than you are in everyday’s life … and writing for an audience is like walking naked on the street … I know, it’s a bit funny, a bit scary, but I take it personally – and I write).

I don’t like to write about sadness. I prefer to write about how I fight sadness. About my ironic wins and sarcastic triumphs. Whenever I think of sadness, I imagine myself falling from the cliff into the abyss, helplessly waving my hands and staring with terror. This moment in which I am immortalized in my fantasy is a moment of panic fear of the final impact on the ground. I guess I’d rather fall endlessly. I can get used to falling. More than I get used to death.

I spend a lot of time in my life in sadness; such are the charms of depression. Sometimes it falls on me unexpectedly, in the middle of the euphoria, as if a coin turned around in flight and suddenly the head showed its pale and uninteresting face in place of a proud eagle. It happens that I wake up or fall asleep sad. Usually, however, I just get sad for no reason.

I know many kinds of sadness – the wet and tearful, the painful-squeezing, frozen or irritating; there is also bottomless sadness, sadness-black goo, one that invites you to disappear for a moment and one that invites you to disappear forever. There is helplessness-sadness, sadness because of the death of the hedgehog and the existence of death itself. Writing this, I have the impression that the saddest moment of my life has not yet occurred; it is yet ahead of me. In the meantime I use to be sad, I am sad in front of myself and sad in front of the others, but not the saddest yet.

If you like to write and are looking for inspiration, use the following exercise:

Exercise honesty – write about:

The time when you were deeply ashamed.

What have you done that you regret.

• The saddest moment of your life.

• The secret you are afraid to talk about.

Read it to someone aloud or to yourself aloud, but pretending to have listeners. Make a note of your own feelings – fear of being judged, ridiculed, feeling ashamed, etc.

Good luck!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.