Cztery pory roku / Four seasons

(ENG.below) Edukowałam się wczoraj w kwestii urojeń, ponieważ w niedzielę wieczorem miałam…niezwykłą mózgową przygodę. Leżę w łóżku – i nagle już nie ja leżę, to znaczy nadal ja psychicznie, ale w cudzym ciele. Dokładnie wiem, w jakim. Mogę opisać tę dziewczynę ze wszystkimi detalami. Waży niewiele, jest bardzo wysoka, szczupła, ma ciemne, długie włosy i brązowe oczy. W tym samym momencie, kiedy ja staję się nią, ona stoi przed lustrem i zamiast siebie widzi…mnie. Nie boję się. Ona też nie. Jesteśmy zaskoczone, trochę niepewne. Mnie się nie WYDAJE, że jestem nią. Ja CZUJĘ, że jestem nią.

Kiedy opowiedziałam tę historię mojemu psychiatrze, przybliżył mi niemiecki termin „Ich-störungen”, czyli „zaburzenia ja”, w których tożsamość chorego ulega dezintegracji, zanikają granice między „ja” a „nie-ja”. Mój lekarz powiedział coś ciekawego: „formalnie są to urojenia, ale Pani jest taka twórcza, że może po prostu to praca Pani wyobraźni?…”

Hmm.

Wczoraj było trochę gorzej, wieczorem patrzyły na mnie kanapki; miały twarze i ciężko było mi się przełamać, by je zjeść. Potem figurka konika, którą kiedyś kupiliśmy w second-handzie, stała się groźnym totemem o nieznanej mocy. Urządzenia do produkcji muzyki (mój mąż ogląda tutoriale) wyglądały jak urządzenia podsłuchowe. A więc: 5mg Zyprexy. Nic. 10mg Zyprexy – nic. 15mg Zyprexy – nadal mnie nie nokautuje. 20mg Zyprexy – w końcu zasnęłam. Bonusowo Lorazepam, bo miałam uporczywe myśli samobójcze.

Odkąd zachorowałam na dwubiegunówkę / zaburzenie schizoafektywne według niektórych, zastanawiam się, która faza choroby jest najgroźniejsza. Depresja grozi samobójstwem, to jasne. Mania – przypadkowym seksem i wydaniem pieniędzy ponad miarę, rozpoczęciem projektów, na które później nie mam już siły, wydatkowaniem ponadludzkiej ilości energii. A psychoza…urojenia, halucynacje…tych boję się najbardziej. Czasem myślę, że – zwłaszcza w trakcie urojeń prześladowczych – mogę zrobić komuś krzywdę. Lub sobie, będąc pożarta przez koszmarny lęk, jaki często im towarzyszy. Na szczęście zwykle czuję, że atak się zbliża, i mam pod ręką Zyprexę (inaczej Olanzapina) i Lorazepam. Fazy psychotyczne trwają u mnie maksymalnie kilka godzin. Regeneracja po nich – kilka dni.

Czytałam ostatnio artykuł o leczeniu chorych psychicznie, a w nim informację, że pacjent był w psychozie przez DWA LATA. Nie mieści mi się to w głowie. Ja po kilku godzinach czuję się jak bokser po 12 rundach walki. Wprawdzie w przypadku wielu chorych po psychozach następuje czas remisji, który może trwać nawet kilkanaście lat – lub wiecznie; u mnie taki oddech to maksymalnie kilka tygodni.

Czasem czuję się jak drzewo, które przechodzi maksymalnie przyspieszony okres czterech pór roku. Kwitnę, a za chwilę już tracę liście. Marznę, po czym wydaję mnóstwo owoców.

Takie…szalone drzewo, no 🙂

I educated myself yesterday about delusions, because on Sunday evening I had … an extraordinary brain adventure. I was lying in bed – and suddenly I was not there anymore, that is, I was still there mentally, but in someone else’s body. I knew exactly in whose. I could describe this girl with all the details. She was very tall, slim, with dark long hair and brown eyes. At the same time, when I became her, I saw her standing in front of the mirror and seeing … me, instead of herself. I was not afraid. She wasn’t either. We were surprised, a little uncertain. I didn’t THINK I was her. I FELT I was her.

When I told this story to my psychiatrist, he introduced to me the German term „Ich-störungen,” meaning „Self-disorder,” in which the patient’s identity disintegrates, the boundaries between „Me” and „not-Me” disappear. My doctor said something interesting: „formally these are delusions, but you are so creative that maybe it’s just the work of your imagination? …”

Hmm.

Yesterday was a little worse, sandwiches were looking at me in the evening; they had faces and it was hard for me to force myself to eat them. Then the horse figurine, which we once bought in second-hand store, became a dangerous totem of unknown power. Music production equipment (my husband watches tutorials) looked like devices used to eavesdropping. So: 5mg of Zyprexa. Nothing. 10mg of Zyprexa – nothing. 15mg of Zyprexa – still no knock-out. 20mg of Zyprexa – I finally fell asleep. Lorazepam as a bonus, because I also had persistent suicidal thoughts.

Since I got bipolar / schizoaffective disorder according to some, I wonder which phase of the disease is the most dangerous. Depression threatens me with suicide, of course. Mania – accidental sex and spending money excessively, starting projects for which I later have no strength, spending extra-human energy. And psychosis … delusions, hallucinations … those I fear the most. Sometimes I think – especially during „delusions of control” – I can hurt someone. Or myself, being devoured by the enourmous fear that often accompanies them. Fortunately, I usually feel that the attack is coming, and I have Zyprexa (Olanzapine) and Lorazepam always with me. The psychotic phases last for a maximum of several hours. Regeneration after them takes a few days.

Recently, I read an article about the treatment of mentally ill people, including information that one of the patients was in psychosis for TWO YEARS. I can’t handle this information. After a few hours of a psychotic attack I feel like a boxer after 12 rounds of combat. Admittedly, in many patients’ cases after psychosis there is a time of remission, which can last even several years – or forever; for me, such a relief comes for maximum several weeks.

Sometimes I feel like a tree that goes through an accelerated period of four seasons. I bloom and a moment later, I lose my leaves. I freeze and then, suddenly, produce a lot of fruit.

Such … crazy tree, so to speak 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.