czy ja się boję / am I scared

(ENG.below) Tyle tygodni (prawie) bez symptomów – tego najstarsi ludzie nie pamiętają. Mam dawno zapomniane wrażenie, że trzymam w rękach lejce własnego życia. Wiezie mnie w bardzo urokliwe miejsca – w góry, do lasu, przed sztalugi, do atelier, na spotkania z przyjaciółmi…Dużo się uśmiecham, mając nagle mnóstwo do tego powodów.

A jednak gdzieś w tyle mojej głowy czai się strach: głównie przed potencjalnym epizodem maniakalnym. Gdy długo było kiepsko, a teraz długo jest dobrze, doświadczenie podpowiada mi, że wkrótce może być „za dobrze”. Fazy maniakalnej boję się chyba nawet bardziej niż depresyjnej. Obawiam się, co mogłabym w trakcie takiego epizodu zniszczyć, połamać, podeptać, stracić; naobiecywać, rozpocząć, by potem nie skończyć, zobowiązać się, a potem zawalić, nakręcić się, by później zostać z pustymi rękoma. Dla Manii nie ma bowiem rzeczy niemożliwych. Nie potrafi trafnie oceniać rzeczywistości, ograniczeń, wykonalności. Wszelkie przeszkody znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mogę wszystko. A to bardzo niebezpieczna perspektywa, wbrew temu, co próbują ci wmówić trenerzy rozwoju osobistego.

Usiłując szacować rzeczywistość realistycznie, lecz jednocześnie karmiąc dobry stan i kondycję, w której jestem, jadę za kilka dni w góry – sama. Ostatni raz sama byłam w górach… ech, nawet nie pamiętam kiedy. Odkąd zachorowałam, wolałam mieć „obstawę”, plus zaczęłam tyć, więc trudniejsze trasy stały się nieosiągalne. Czeka mnie tym razem trzygodzinne podejście, a potem zjazd kolejką, na luzie, bo nie lubię schodzić. Pogoda ma być piękna. Widoki gwarantowane. Brzmi wykonalnie. Mąż pochwala. Jadę.

Czy się boję? Oczywiście, że się boję.

So many weeks (almost) without symptoms – this is what even the oldest people don’t remember. I have a long-forgotten impression that I am holding the reins of my own life in my hands. It takes me to very charming places – to the mountains, to the forest, in front of the easel, to the atelier, to meet my friends … I smile a lot, suddenly having a lot of reasons for this.

Yet somewhere in the back of my head lurks a fear: mostly concerning a potential manic episode. When it was bad for a long time, and now it is good for a long time, my experience tells me that it may soon be “too good”. I am afraid of the manic phase even more than of the depressive one. I am afraid of what I might destroy, break, trample or lose during such an episode; to promise, to start, but not to finish, to commit, and then to collapse, wind up, and then be left empty-handed. Nothing is impossible for Mania. One cannot accurately judge reality, limitations and feasibility. All obstacles disappear as if by magic. I can do anything. And that’s a very dangerous prospect, contrary to what your personal development coaches are trying to make you believe.

Trying to accurately estimate reality, but at the same time feeding the good condition in which I am, I am going to the mountains in a few days – alone. The last time I was alone in the mountains … eh, I don’t even remember when. Since I got sick, I preferred to have „bodyguards”, plus I started to gain weight, so more difficult routes became unattainable. This time I will have a three-hour ascent, and then a cable car ride downhill, relaxed, because I don’t enjoy hiking down. The weather is supposed to be beautiful. Guaranteed views. Sounds doable. Husband approves. I’m going.

Am I scared? Of course I’m scared.

2 odpowiedzi do “czy ja się boję / am I scared”

  1. Bardzo się cieszę z Twojego obecnego stanu bez symptomów. U mnie też jest trochę lepiej, widzę światełko w tunelu, którego dawno nie było. Ślę uściski. Podziwiaj widoki. Mam nadzieję, że to po prostu zdrowy stan i żadna mania Cię nie dotknie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.