Dezintegracja / Disintegration

(ENG.below) Nie pisałam wczoraj, musiałam „przeżuć” sesję z dr.I., Jonem Snow i moim mężem.

Po raz pierwszy od kilku lat jestem bez leków antypsychotycznych. Został mi tylko antydepresant. Czuję się niepewnie, towarzyszy mi lęk, że „to zdarzy się znowu”. Chudnę. Powoli, ale jednak. Śpię krócej.

Hipoteza lekarzy jest taka, że zaburzona nie jest (lub nie wyłącznie) biochemia mojego mózgu, lecz że epizody psychotyczne mają jakąś funkcję – jak utrwalona matryca powtarzają się, by utrzymać jakiś status quo. Rozbroimy to nie lekami, lecz psychoterapią – jeśli się uda.

Gdy hipoteza to wszystko co masz, podobnie jak prawdopodobieństwo, stajesz przed wyborem – nadzieja albo cynizm. Mój mąż zwykle wybiera tę drugą drogę. A ja? Próbuję manewrować między euforią, strachem i zdumieniem. Rozgoryczeniem, że tyle lat, tyle prób, tyle rezygnacji i 30 dodatkowych kilogramów musiało doprowadzić do nowej hipotezy; dlaczego nie poznałam zespołu ośrodka kryzysowego wcześniej?…Zaczynam się zastanawiać, jaką funkcję pełnią epizody psychotyczne; dlaczego mój mózg wybrał tę drogę, by sobie radzić, i z czym; co zrobię, gdy nagle „wyzdrowieję” (czy w ogóle jestem chora?…), skoro tak silnie oparłam swoją tożsamość na tym, że jestem chora?…..Teraz myślę „zaburzona”, przymierzam do siebie to słowo jak nową sukienkę i sprawdzam, czy dobrze na mnie leży. Pani Zaburzona.

To trudny czas, a jeszcze trudniejszy przede mną. Gdy zdecyduję się na psychoterapię, będę musiała zajrzeć pod podszewkę wielu spraw, bolesnych i przejmujących mnie trwogą. Mój mąż trzeźwo przypomina, że dezintegracja to pierwszy krok w stronę wyleczenia. Nie da się zmieniać, pozostając taką samą.

Na koniec coś, co powinnam zrobić już co najmniej kilka wpisów temu – podziękować mojej przyjaciółce Ivi za wspierającą, uważną i wiecznie afirmującą obecność, za bycie moją kibicką i dobrą wróżką. Love.

I did not write yesterday, I had to „chew over” the session with Dr. I, Jon Snow and my husband.

For the first time in a few years I am without antipsychotic drugs. Only the anti-depressant is left. I feel insecure, I am afraid that „it will happen again”. Losing weight. Slowly, but still. I sleep less.

The doctor’s hypothesis is that the biochemistry of my brain is not (or not only) disturbed, but that the psychotic episodes have a function – like a fixed matrix, they repeat themselves to maintain some status quo. We will disarm it not with drugs but with psychotherapy – if it works.

When the hypothesis is all you have, just like the probability, you face a choice – hope or cynicism. My husband usually chooses this second way. And I? I try to maneuver between euphoria, fear and astonishment. The bitterness that it took so many years, so many attempts, giving up so much and gaining 30 extra kilos to lead us to a new hypothesis; why did not I meet the crisis center team earlier? … I am beginning to wonder what function the psychotic episodes play; why my brain chose this path to cope and with what; what will I do when I suddenly „recover” (am I ill at all?), since I have so strongly based my identity on the fact that I am sick? ….. Now I think „disturbed”, I am trying to match this word to myself like a new dress and check if it’s good for me. Mrs. Disturbed.

It is a difficult time, and even harder for me. When I opt for psychotherapy, I will have to look under the lining of many painful and fearful matters. My husband soberly reminds me that disintegration is the first step towards healing. One can not be changed while remaining the same.

Finally, something I should have done at least a few entries ago – thank my friend Ivi for supporting, attentive and eternally affirming presence, for being my fan and a good fairy. Love.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.