Dobra wróżka / A good fairy

(ENG.below) „Jesteś skoncentrowana wyłącznie na sobie, zamknięta. Wszyscy ludzie mają jakieś problemy. A na twoim blogu ciągle tylko ja, ja, ja.”

Jeśli taka informacja mnie dotyka, to wiem, że jest w niej jakaś racja. Gdyby jej nie było, komunikat spłynąłby po mnie do rynsztoka bzdur.

Tak, piszę o sobie. Czasem wplatam w teksty historie bliskich mi osób, lecz pisanie o innych głównie zostawiam innym. Jeśli nie chcą pisać, może chociaż coś powiedzą? Domyślanie się, co się z nimi dzieje, to nie moja odpowiedzialność; nie chcę funkcjonować w nerwowym, telepatycznym napięciu. Chętnie natomiast posłucham prawdziwych historii, opowieści z krwi i kości, zamiast brać udział w powierzchownych rozmowach. Jeśli i to nie wychodzi, może po prostu posiedźmy w ciszy, aż otworzy się możliwość zbliżenia na poziomie nie tylko intelektu, ale i emocji.

Piszę o sobie, bo w takim pisaniu czuję się kompetentna. Nie chcę dublować informacji, które można znaleźć gdzie indziej, w sieci bądź w książkach. Stawiam na podejście fenomenologiczne, oparte na opisie bezpośredniego doświadczenia.

Oczywiście, że jestem skoncentrowana na sobie. Sprawiam sobie tyle kłopotów, że ciężko mi zająć się innymi ludźmi – i czuję się z tego powodu winna. Najczęściej po prostu nie mam dość zasobów – poznawczych, emocjonalnych, relacyjnych. Zużywam je na lepsze lub gorsze próby przetrwania.

Naturalnie inni ludzie mają swoje kłopoty. Nigdy nie twierdziłam inaczej, wielokrotnie zaś pisałam o tym, żebyśmy szanowali nasze wzajemne rzeczywistości. Na blogu koncentruję się głównie na tym, jak wygląda życie z chorobą psychiczną. Moją intencją jest przedstawienie takiego życia takim, jakim jest, i choć bywają w nim radosne dni, osiągnięcia, spokojne chwile, przez większość czasu jest to olbrzymi wysiłek. Jednocześnie nie uważam, że mój wysiłek jest lepszy lub gorszy od tego, który podejmują inni. On po prostu…jest.

Pomogła mi dziś rozmowa z przyjaciółką, która zadała mi kilka pytań, a że jest psychoterapeutką, zrobiła to w cudowny, lekki i przyswajalny sposób:

jak w chorobie brać pod uwagę swoje otoczenie, nie przez swój pryzmat i nie przez pryzmat cierpienia?

Jak pomyśleć o swojej tożsamości inaczej?

Jak uelastycznić narcystyczną narrację?

Jak intencjonalnie skupiać się na pozytywnych stronach rzeczywistości i wprowadzać się w dobry nastrój?

Jak wyjść poza „moje cierpienie jest najważniejsze?”

Jaką jestem szczęściarą, że mam w pobliżu taką mądrą i dobrą wróżkę!

„You are focused only on yourself, closed. All people have problems. And on your blog there is all the time only me, me, me.”

Because this information touches me, I know that there is some truth in it. If it hadn’t been there, the message would have fallen into the gutter of nonsense.

Yes, I write about myself. Sometimes I involve stories of people close to me in the texts, but I leave writing about others mainly to others. If they don’t want to write, maybe they will say something? Guessing what is happening to them is not my responsibility; I don’t want to function in nervous, telepathic tension. Instead, I would gladly listen to real, flesh and blood stories, not take part in superficial conversations. If that doesn’t work out, maybe we’ll just sit in silence until the possibility of a contact not only on the level of intellect but also emotions opens up.

I write about myself because in such writing I feel competent. I do not want to duplicate information that can be found elsewhere, on the web or in books. I focus on the phenomenological approach, based on the description of direct experience.

Of course I’m focused on myself. I’m getting myself in so much trouble that it’s hard for me to take care of other people – and I feel guilty about it. Most often, I just don’t have enough resources – cognitive, emotional, relational. I use them for better or worse survival attempts.

Naturally, other people have their troubles. I have never said otherwise, and have repeatedly written about much needed respect for our mutual realities. On the blog I focus mainly on what life is like with a mental illness. My intention is to present such life as it is, and although there are joyful days, achievements, peaceful moments, most of the time it is a huge effort. Simultaneously, I don’t think my effort is better or worse than the one of the others. It just … is.

Today I had a extremely helpful conversation with a friend who asked me a few questions and because she is a psychotherapist, she did it in a wonderful, light and absorbable way:

how to consider your surroundings in illness, not through your prism and not through the prism of suffering?

How could I think about my identity differently?

How to make narcissistic narrative more flexible?

How to intentionally focus on the positive sides of reality and put myself in a good mood?

How do I go beyond „my suffering is the most important?”

How lucky I am to have such a wise and good fairy nearby!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.