Drapieżnicy / Predators

(ENG.below)

Jeśli JA już nie wiem jak zacząć, to znaczy, że coś się stało. Zwykle jestem w stanie ułożyć myśli w słowa w mgnieniu oka. Lecz nie wczoraj. Nie dziś.

Wiesz, przez kilkanaście lat w moim życiu byłam w procesie terapii; w różnych nurtach, podejściach, z różnymi terapeutami. Wypłakałam wiele łez, skopałam mnóstwo poduszek, spisałam rozliczne sny oraz bajki terapeutyczne i podzieliłam się moimi częstymi wizjami wypływającymi z pogranicza jawy i nieświadomości. Teraz, kiedy od niemal dwóch miesięcy nie mam prawie żadnych symptomów chorobowych i nie biorę leków, mój otrzeźwiały system wewnętrzny sprężył się do najtrudniejszego skoku w tej historii – skoku w ciemność, gdzie czai się nawet nie wspomnienie, ale przeczucie oparte na kilku poszlakach. Na jego mrocznym grzbiecie spiętrzyły się późniejsze doświadczenia, wyraźne do dziś.

Nie wiem czy ty, drogi czytelniku/czytelniczko, wyobrażasz sobie bycie śliczną dorastającą dziewczynką (a może właśnie taką byłaś?…). Rozkwitającym kwiatkiem polnym, zaczytanym w poezji i literaturze, próbującym, jak każdy, narysować granice swojej tożsamości.

Ten kwiatek zderza się ze światem poskręcanej, wypaczonej męskości. Obmacywaczy autobusowych, klatko-schodowych, lekarzy, co zamiast badać wzrok, badają piersi. Chłopców, którzy gwiżdżą i wołają za nią „hej blondyna, zrobię ci syna!” Przypadkowych przechodniów, którzy mijając ją na ulicy, łapią za biust i szepczą „ładne masz piersi”. W biały dzień. W pewnym mieście w Europie, nie na Dzikim Zachodzie.

Rodzice, którzy tak bardzo stawiali na to, by dziewczynka była grzeczna i pilna, nie nauczyli jej, jak reagować, jak się bronić. Stoi więc jak śliczny słup soli, nie mogąc uwierzyć w to, co – i dlaczego – jej robią. Nie „dzieje się”. Nie „przydarza”. Robią.

Myślisz, że to odosobniona historia pewnego nieszczęścia? Otóż nie…Po latami prowadzonych rozmowach z moimi koleżankami i znajomymi wiem, że to zjawisko POWSZECHNE. Rozumiesz? Nie – odosobnione. Nawet nie częste. Powszechne, co oznacza, że większość kobiet, które znam, trafiła w życiu na wypaczoną, wulgarną wersję męskości, od pana w autobusie, którego znałyśmy już z widzenia i wiedziałyśmy, że trzeba wsiadać innymi drzwiami, po ekshibicjonistów na placach zabaw i chamskie grupki rówieśników na osiedlu.

Jedna z moich bliskich powiedziała mi niedawno, że cieszy się, że przekroczyła trzydziestkę, bo mimo bardzo młodego wyglądu wypadła już z obiegu zainteresowania „śliniących się orków”, którzy zatrzymują lepki wzrok, brudne słowa i niedwuznaczne gesty – na gimnazjalistkach i studentkach.

Jeśli powiesz mi „nie prowokuj”, roześmieję ci się w twarz. Nosiłam spódnice do kostek i flanelowe koszule, żeby się nie wyróżniać. Wełniane swetry nie ukrywały w stu procentach faktu, że rośnie mi biust, więc mimo prób zaokrąglania łopatek słyszałam „ale się wypina”.

Dlaczego to piszę?…

Po pierwsze dlatego, że zwijam się w paroksyzmach śmiechu słysząc sugestie, że mój kraj rodzinny szanuje wartości. Że szanuje kobiety. Wiesz, dzień kobiet, kwiatki i całowanie w rękę, te sprawy. W moim kraju rodzinnym dostałam sporą dawkę nienawiści, chamstwa i przemocy – od mężczyzn, dlatego tylko, że byłam i jestem kobietą.

Po drugie, najważniejsze dla mnie jest edukowanie młodych ludzi płci obojga o szacunku, granicach, i realizowaniu swoich seksualnych pragnień W RAMACH tych dwóch wartości. Polski rząd próbuje zapobiec edukacji seksualnej, i moim zdaniem przyczynia się tym samym do PRZEMOCY WOBEC KOBIEC. Naturalnie, nie chodzi mi o idiotyczne quasi-edukacyjne stwierdzenia (na które natykam się co rusz) – „nie prowokuj”, bo jak wiem z autopsji, WSZYSTKO może być prowokacją dla potencjalnego seksualnego drapieżnika. Twoja twarz. Zawstydzenie. Skrywana skrzętnie uroda. Długa spódnica, spodnie od dresu, brak makijażu, rozciągnięty sweter, cokolwiek. Chcę, żebyśmy zrozumieli to dobrze. Kobieta – w świecie – może nie czuć się bezpiecznie tylko dlatego, że…jest kobietą.

Uff. Rozpisałam się.

Sam/a widzisz, sporo się ostatnio działo.

A to dopiero początek, bo pod spodem, pod gniewem, żalem i wielkim moim protestem, czai się historia Wielkiego Zranienia.

PS. Dziś bez rysunku, bo jestem zbyt obolała.

***

ENG

If I don’t know how to start, it means something has happened. I can usually put my thoughts into words in the blink of an eye. But not yesterday. Not today.

You know, I’ve been in therapy for over a dozen years in my life; in different approaches, with different therapists. I cried a lot of tears, kicked a lot of pillows, wrote down numerous dreams and therapeutic fables and shared my frequent visions coming from the space somewhere between being awake and unconscious. Now that for almost two months I have had no disease symptoms and have not taken medication, my sobered internal system has prepared itself to the most difficult jump in this story – a jump into the dark, where not even a memory lurks, but a hunch based on several circumstantial evidence. Later experiences pile up on his dark base, clear and vivid to this day.

I don’t know if you, dear reader, can imagine being a beautiful adolescent girl (or maybe you were just like that? …). A flourishing field flower, reading tones of poetry and literature, trying, like everyone, to draw the boundaries of her identity.

This flower collides with a world of twisted, distorted masculinity. Bad, wrong touch in buses, staircases; doctors, who instead of examining eyesight, examine breasts. Boys who whistle and call after her „hey blonde, I will make you a son!” Random passersby who pass her on the street, grab her breasts and whisper „you have nice breasts”. In broad daylight. In a city in Europe, not in the Wild West.

Parents who put so much on the girl being polite and good did not teach her how to react, how to defend herself. So she just stands there like a lovely column of salt, unable to believe what – and why – they do it to her. It doesn’t simply „happen”. They DO it.

Do you think this is an isolated story of some misfortune? Well, no … After years of talks with my friends and acquaintances, I know that this is a COMMON phenomenon. Do you understand? No – isolated. Not even frequent. Common, which means that most women I know have found a distorted, vulgar version of masculinity in life, from the gentleman on the bus, whom we already knew by sight and knew that we had to get on using another door, to exhibitionists in playgrounds and rude groups of peers in the neighborhood.

One of my relatives told me recently that she is finally happy that she is over thirty, because despite her very young appearance, she has already lost interest in the „drooling orcs” who concentrate their sticky eyes, dirty words and unambiguous gestures at junior high school students.

If you tell me „not to provoke”, I will laugh in your face. I wore ankle long skirts and flannel shirts so I wouldn’t stand out. Wool sweaters did not hide one hundred percent the fact that my bust was growing, so despite attempts to round my shoulders I heard „well, well, what do we have here, look at that!”.

Why am I writing this? …

First of all, because I’m laughing to bitter tears while hearing suggestions that my home country respects values. That it respects women. You know: women’s day, flowers and kissing in hand, these things suppose to be the signs of how much women are respected in Poland. Meanwhile, it was in my home country where I got a large dose of hatred and violence – from men, just because I was and I am a woman.

Secondly, it is most important for me to educate young people of both sexes about respect, boundaries, and fulfillment of their sexual desires WITHIN these two values. The Polish government is trying to prevent sex education, and in my opinion contributes to VIOLENCE AGAINST WOMEN. Naturally, I do not mean idiotic quasi-educational statements (which I come across every now and again) – „do not provoke”, because as I know from autopsy, EVERYTHING can be a provocation for a potential sexual predator. Your face. Hidden beauty, wrapped in blankets. Long skirt, tracksuit pants, no makeup, stretched sweater, whatever. I want us to understand this well. A woman – in the world – may not feel safe just because … she is a woman.

Phew. I wrote a lot.

You see, a lot has happened lately.

And this is just the beginning, because underneath, under my anger, regret and great protest, the story of the Great Wound lurks.

PS. No drawing today, the pain is too big.

2 odpowiedzi do “Drapieżnicy / Predators”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.