Druga strona medalu / Other side of the coin

(ENG.below) Bliska mi osoba popełniła dziś bardzo niezwykłą, jak na siebie samą, pomyłkę w relacji ze mną. Kiedy wróciłam z joggingu (*który jestem w stanie uprawiać dzięki zmianie leków – nie jem tak dużo – schudłam 20kg w ciągu 5 miesięcy), jaki poprzedziła krótka drzemka, po to, by zabrać się do rysowania, napisała do mnie: CHYBA MASZ SIĘ ZA DOBRZE. Wiesz, to taki żart, przymrużenie oka, może nawet zawoalowana radość, że jestem w niezłej formie. Na mnie jednak zadziałało to jak policzek, który nagle zapłonął poczuciem winy. Mam się ZA DOBRZE. Inni, w tym mi najbliżsi, muszą pracować, siedzieć w biurze, raportować szefowi, zarabiać pieniądze, wykazywać się odpowiedzialnością i konsekwencją, a hobby dziergać wieczorami, jeśli w ogóle. Cóż z tego, że monetą, jaką płacę za moją, nazwijmy to, swobodę, jest choroba psychiczna. To pikuś, większość z nas i tak jest pokręconych, tylko niezdiagnozowanych. To może ktoś chce się zamienić? Dajmy na to, chociażby na tydzień. Tydzień z depresją i planami samobójczymi. Tydzień z panseksualną manią, plus urojenia, że w okolicy był wybuch nuklearny, albo że mój partner jest potworem/androidem, i halucynacje dźwiękowe gratis. Kilka dni z moim wewnętrznym krytykiem, który, jak sama widzisz, ma się całkiem dobrze. Piąteczek z atakami lękowymi, weekend z rozpadem osobowości, do tego bonus w postaci całkowitego nie radzenia sobie z jakimkolwiek stresem.

Mam się ZA DOBRZE. To, co widać na zdjęciach, to radosne bieganie, piękna natura, słodki pies, różnorodne rysunki, uśmiech, spektakularna utrata wagi i wiele innych, dobrych wiadomości. To, czego nie widać, prezentuje się o wiele gorzej, i rzadko to pokazuję. Nie ma dnia, kiedy nie myślałabym sobie: ale fajnie byłoby chodzić do pracy, mieć cele, wyzwania, spotykać się z ludźmi, wymieniać pomysły, rozwijać się, wzbogacać wewnętrznie, wzrastać. Ale potem zapala mi się czerwona lampka: no tak, ale już jakiś czas temu odpowiednia do tego instytucja orzekła, że jesteś NIEZDOLNA do pracy. Daj więc spokój, i rysuj dalej.

ZA DOBRZE. Bo robię to, co lubię. A wiesz dlaczego? Bo niczego innego nie jestem w stanie robić! Nie mogę żyć NORMALNIE, bo normalna nie jestem, a choćbym nie wiem jak mocno się starała taka być, choroba prędzej czy później wyskakuje jak złośliwy królik z kapelusza i podkłada mi nogę. Ląduję w szpitalu psychiatrycznym, albo, w najlepszym wypadku, na silnych lekach, które sprawiają, że jem non stop.

Jeśli więc przyjdzie ci do głowy myśl, że mam się ZA DOBRZE, odwiedź mnie, proszę, i doświadcz drugiej strony tej szczęśliwej monety. Jest mroczna i brzydka, gwarantuję.

PS. Cholera, trudno mi się to pisało!

Someone close to me made a very unusual mistake in his relationship with me today. When I got back from jogging (* which I can do thanks to change in medication – I don’t eat so much – I lost 20kg in 5 months), which was preceded by a short nap, in order to get to drawing, he wrote to me: YOUR LIFE IS TOO GOOD. You know, it’s a joke, a grain of salt, maybe even a veiled joy that I’m in such a good shape. For me, however, it worked like a slap on a cheek that suddenly burned with guilt. TOO GOOD. Others, including those closest to me, have to work, sit in the office, report to the boss, earn money, show responsibility and consistency, and maybe find a few moments for a hobby in the evenings, if at all. Paradoxically, he seemed to forgot that the coin I pay for mine, let’s call it freedom, is mental illness. It’s nothing special, one could say; most of us are crazy, just undiagnosed. Maybe someone wants to switch? Let’s give it a week. A week with depression and suicide plans. A week with pan-sexual mania, plus delusions that there was a nuclear explosion in the area, or that my partner is a monster / android, and sound hallucinations for free. A few days with my internal critic, who, as you can see, is doing quite well. Friday with anxiety attacks, a weekend with personality disintegration, plus a bonus in the form of completely not coping with any stress.

TOO GOOD. What you see in the pictures is me jogging, beautiful nature, lovely dog, drawings, smile, spectacular weight loss and many other good news. What you can’t see looks much worse, and I rarely show it. There is no day when I would not think: but it would be nice to go to work, have goals, challenges, meet people, exchange ideas, develop, grow, be challenger, work together. But then the red lamp lights up: yes, but some time ago an appropriate institution stated that you were UNABLE to work. So give it a rest and keep drawing.

TOO GOOD. Because I do what I like. Do you know why? Because I can’t do anything else! I can’t live NORMALLY, because I’m not normal, and even if I don’t know how hard I tried to be like this, the disease sooner or later jumps out like a malicious rabbit from a hat and kicks me in the groin. I end up in a psychiatric hospital or, at best, on strong drugs that make me eat non-stop.

So if you have a thought that my life is TOO GOOD, please visit me and experience the other side of this lucky coin. It is dark and ugly, I guarantee.

PS. Damn it, it was a hard one to write!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.