Duchowość w chorobie / Spirituality in the illness

(ENG.below) Kilka lat temu przeprowadzono ze mną wywiad do gazety – pod tytułem „Duchowość w biznesie. Czy to możliwe?”

Wczoraj moja przyjaciółka zapytała mnie, co w wyniku choroby stało się z moją duchowością. W erze sprzed choroby (s.c. w skrócie) należałam do kręgu kobiet, wizualizowałam sobie zwierzęcych sprzymierzeńców, szukałam swoich totemów, nawracające sny zaprowadziły mnie nawet do rezerwatu Indian w Kanadzie.

Dziś po raz kolejny odesłałam z kwitkiem świadków Jehowy. Mama: i co, przekonali cię, że Bóg istnieje? Ja: no co ty. Mama: szkoda…

W czasie s.c.miałam olbrzymie zaufanie do swojej intuicji, snów i wizji. Dbałam o przodków, zostawiając w różnych miejscach „food offerings”, jak nauczono mnie w Kanadzie. Później zaangażowałam się mocno w wykłady pewnego nauczyciela, dotyczące żalu i umierania. Zorganizowałam nawet i poprowadziłam warsztaty „Śmierć w miejscu pracy” dla pewnej korporacji.

Myślę, że dziś mogłabym posłużyć jako żywy przykład duchowej pustyni.

Horyzont ograniczony do mojego chorego mózgu i felernego ciała; troski – o otłuszczoną wątrobę i napady niepokoju; krótkie epizody psychotyczne wcale nie zbliżają mnie do „boga”, a to, jak mocno przeżywam samotność w depresji, też nie ułatwia mi kontaktu z tymże. Najbliżej „boga” leży mania, bo w tym stanie łatwo o przekonanie o własnej nadludzkiej mocy – twórczej, sprawczej, sensualnej, erotycznej.

Jeśli ktoś chce mi wytłumaczyć, co oznacza koń na zachodzie, a żaba na południu, traci, jak świadkowie Jehowy, swój czas. Jeśli chce mnie przekonać, że silna kobiecość stoi na przeszkodzie objawienia się silnej męskości, dostanie ode mnie w odpowiedzi gorzki śmiech. Gdy ktoś sugeruje, że „Bóg mnie uzdrowi”, może liczyć na chłodne „wątpię”, a jeśli mam naprawdę dobry dzień, to „a dlaczego zesłał na mnie tę chorobę?”. Przy tym wszystkim nadal jednak uważam, że duchowość w biznesie jest możliwa. Po prostu nie zapomnij zabrać jej do pracy.

A że ja nie mam ani duchowości, ani pracy, sprawę uważam za zamkniętą.

A few years ago I was interviewed by a journalist for a newspaper – an interview titled „Spirituality in business. Is it possible?”

Yesterday, my friend asked me what happened to my spirituality as a result of the disease. In the pre-disease era I belonged to a circle of women, I visualized animal allies, I searched for my totems, and recurring dreams even led me to the Indian reservation in Canada.

Today, once again, I sent Jehovah’s witnesses away with nothing. My mother: and what, they convinced you that God exists? Me: are you joking? Mum: Pity …

During pre-disease time I had huge trust in my intuition, dreams and visions. I took care of my ancestors, leaving „food offerings” in various places, as I was taught in Canada. Later, I got involved in the lectures of a teacher regarding grief and dying. I even organized and led workshops „Death in the workplace” for a corporation.

I think that today I could serve as a living example of the spiritual desert.

Horizon limited to my sick brain and broken body; care – for greasy liver and anxiety attacks; short psychotic episodes do not bring me closer to „god”, and how much I experience loneliness in depression does not make it easier for me to get in touch with „the higher being”. The closest to „god” is mania, because in this state it is easy to convince yourself of your own superhuman power – creative, effective, sensual, erotic.

If someone wants to explain to me what a horse means in the west and a frog in the south – loses, like Jehovah’s witnesses, his/her time. If he/she wants to convince me that strong femininity stands in the way of the revelation of strong masculinity, he /she will receive only a bitter laughter from me. When someone suggests that „God will heal me”, one can count on a cool „I doubt it”, or, when I have a really good day, „why did he made me ill in the first place?”… With all this, I still think that spirituality in business is possible. Just do not forget to take it to work.

And since I do not have neither spirituality nor work, I consider it a closed matter.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.