Dużo prezentów / Lots of gifts

(ENG.below) Poprzedni tekst na temat wstydu doczekał się różnych reakcji od znajomych, rodziny i przyjaciół. Jestem ogromnie wdzięczna za wszystkie dobre słowa. Mogłam przeczytać, że jestem piękna w każdej postaci, różnorodna i delikatna, że moje dzielenie się pomaga innym oraz że „nie zamieniłabym cię na nikogo”. Było to bardzo budujące i wspierające. Oczywiście, wszystkie te dobre słowa znów mnie zawstydziły, ale w sposób zupełnie inny niż zwyczajny, toksyczny wstyd; jeśli mogę tak powiedzieć, było to „dobre zawstydzenie”. Do tego doszedł komplement dnia dotyczący mojego najnowszego projektu teatralnego w języku angielskim – „Twoje frazy, frazki, zdanka i słóweczka są jak małe błyszczące koraliki; chce się je czytać tak jak chce się zanurzać rękę misie pełnej koralików albo oszlifowanych chłodnych kamyczków”. Jeeeeej…Tyle dobrego! Metafora koralikowa dotyczyła krótkiej jednoaktówki. Tym razem usiłowałam się sprawdzić w repertuarze komediowym – mój „Trik” dzieje się pomiędzy Iluzjonistą, jego Królikiem i pewną Alicją zwaną również, niepoprawnie, Blanką. Mój depresyjny mąż, czytając, zaśmiał się aż dwa razy, co uznaję za osobisty sukces.

Dziś miał się odbyć mój wernisaż, lecz oboje podpadliśmy pod przeciwskazania co do wychodzenia z domu (kaszel, osłabienie) – więc został odwołany. Jest szansa na finisaż za około miesiąc. Zostaliśmy więc sami z mnóstwem polskich specjalności, ogórków kiszonych, kiełbasy myśliwskiej i serków. Nie powinny się zmarnować…Jako że ostatnio nie cierpię na brak stresujących wydarzeń, oprócz żalu odczuwam sporą ulgę.

Wczoraj, zawstydzona (jak zazwyczaj) i zdenerwowana (często) poszłam na spotkanie z reprezentantem zarządu teatru, który jest zainteresowany moją pierwszą sztuką. Było mi zimno z nerwów i bolała mnie głowa. Okazało się, że sztuka bardzo się podoba (ha! debiut) i chcą ją wystawić na wiosnę 2021. Mężczyzna, który przyszedł na spotkanie, był bardzo wspierający i sympatyczny. Świat się nie zapadł, ja się nie zapadłam pod ziemię, nie dostałam ataku ani nie zaniemówiłam, nie zeżarłam też nikogo z nadmiernej ekscytacji. Wieczorem towarzyszyły mi jednak dziwne uczucia (jestem na podwyższonej dawce antypsychotycznego Rexulti) – trudno je opisać: jakby dział się epizod psychotyczny (jako odreagowanie stresu), ale poza mną, gdzieś w głębi, nie w kontakcie ze świadomością. Byłam po prostu niesamowicie zmęczona. Gdyby nie lek, prawdopodobnie straciłabym kontakt z rzeczywistością. Jednak Rexulti przyniósł rezultaty – nie odjechałam moim kolorowym karawanem w nieznane. Jeśli to nie przypadek, prawdopodobnie znaleźliśmy, po kilku latach, remedium na stany psychotyczne. Sama nie wierzę w to, co piszę!

Ostatnia dobra wieść na dziś to informacja, że w przyszłym tygodniu do atelier przyjeżdża koneser sztuki Art Brut. Muszę być w dobrej formie, nie ma szans, bym przegapiła takie wydarzenie.

Może nawet uda mi się coś sprzedać? Ha.

The previous text about shame has received various reactions from friends, family and colleagues. I am extremely grateful for all the good words. I’ve read that I am beautiful in every form, diverse and delicate, that my sharing helps others and that „I would not exchange you for anyone else.” It was very encouraging and supportive. Of course, all these good words embarrassed me again, but in a completely different way than the usual toxic shame; if I can say that, it was „a good embarrassment”. Heart-warming. Added to this was the compliment of the day regarding my latest theater project in English – „Your phrases, sentences and words are like little shiny beads; you want to read it like you want to dip a hand in a bowl full of beads or cool pebbles. ” Jeeeeez … So much good! The bead metaphor concerned a short one-act play. This time I tried to try myself in the comedy repertoire – my „Trick” happens between the Illusionist, his Rabbit and a certain Alice also called, incorrectly, Blanka. My depressed husband laughed twice when reading, which I consider a personal success.

Today my vernissage was to take place, but we both felt not well enough to leave the house (coughing, weakness) – so it was canceled. There is a chance to organize a finissage in about a month. Thus, we are home alone, with lots of Polish specialties, pickled cucumbers, sausages and cheese. They should not go to waste … As I have suffered from stressful events lately, I feel a lot of relief besides regret.

Yesterday, embarrassed (as usual) and nervous (often) I went to a meeting with a representative of the theater board who is interested in my first play. I felt really cold and I had a headache – from stress. It turned out that my play was very warmly received (ha! debut) and they want to put it on in spring 2021. The man who came to the meeting was very supportive and kind. The world did not collapse, I did not fall underground, I did not get an attack or became speechless, nor did I devour anyone from excessive excitement. In the evening, however, I was accompanied by some strange feelings (I’m on an elevated dose of antipsychotic Rexulti) – it’s hard to describe: as if a psychotic episode was taking place (as a stress relief), but outside of me, somewhere deep in, not in contact with consciousness. I was just extremely tired. If it wasn’t for the drug, I would probably lose touch with reality. However, Rexulti brought results – I didn’t drive my colorful caravan into the unknown. If this is the case, we probably found, after several years, a remedy for psychotic states. I don’t believe what I’m writing!

The last good news for today is the information that next week a connoisseur of Art Brut comes to the atelier. I have to be in a good shape, there is no way I would miss such an event.

Maybe I will even sell something? Ha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.