Dziecięca zabawa / Child’s play

(ENG.below) Nie pisałam wczoraj, bo próbowałam przetrwać w depresji. Momentami było lepiej – na przykład po drzemce czy w czasie spaceru, na który się zmobilizowałam; w innych zaś chwilach po prostu leżałam i płakałam, próbując powtarzać sobie mantrę: „to nie ty, to choroba, to minie“. Nie miałam siły malować, nie miałam siły pisać ani czytać, jedynie siłę, by trwać.

Moja koleżanka z ośrodka, N., przez miesiąc sypiała nocami po dwie godziny; nie była głodna, więc nie jadła; często nie miała siły wstać z łóżka. Moje depresyjne fazy wyglądają przy tym jak dziecięca zabawa. Depresja ma różne twarze; wczoraj natknęłam się na cytat, że nie zawsze dopada nas o trzeciej nad ranem – czasem robi to, gdy śmiejemy się z żartu przyjaciółki. Tak właśnie jest. Bywa, że spada na nas nagle (u mnie przejście od stanu „normalnego“ do depresyjnego, w którym ledwo mówię, może trwać kilka minut); czasem buduje się godzinami, a czasem tygodniami.

Mój mąż też choruje na depresję. To nie dziwne, zważywszy na to, jak stresującą ma pracę i jak stresującą ma żonę. Zwykle, gdy jedno z nas upada, drugie znajduje w sobie energię, by nieść go/ją przez dzień, opiekując się i będąc przy nim/niej. Wczoraj upadliśmy oboje. Nie było nikogo, kto mógłby nas podnieść. On opowiadał o zmarnowanym życiu, ja płakałam.

Dziś jedziemy w góry. Ruch pomaga, natura pomaga, problem leży jedynie w tym, jak znaleźć siłę, by wyjść z domu.

I did not write yesterday because I tried to survive in depression. Sometimes it was better – for example, after a nap or during the walk, for which I mobilized myself, while in other moments I just laid and cried trying to repeat a mantra: „It’s not you, it’s a disease, it will pass”. I did not have the strength to paint, I did not have the strength to write or read, only strength to last.

My friend from the center, N., slept for a month only two hours every night; she was not hungry, so she did not eat; she often did not have the strength to get out of bed. My depressive phases look like child’s play in comparison. Depression has different faces; yesterday I came across a quote that she does not always catches us at three in the morning – sometimes she does it when we are laughing at our friend’s joke. So it is. It happens that it falls on us suddenly (in my case the transition from the „normal” to the depressive state, in which I can barely speak, may last several minutes); sometimes it is built up for hours and sometimes for weeks.

My husband also suffers from depression. It’s not surprising, considering how stressful his job is and how stressful his wife is. Usually, when one of us falls, the other finds energy to carry him / her through the day, caring and being with him / her. We both fell yesterday. There was no one who could pick us up. He talked about wasted life, I cried.

Today we are going to the mountains. Movement helps, nature helps, the problem lies only in how to find the strength to get out of the house.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.