Dzień kobiet / Women’s day

(ENG.below) Dziś międzynarodowy dzień kobiet, którego nie obchodzę – z kilku powodów. Po pierwsze, dla mnie każdy dzień jest dniem kobiet. Nie potrzebuję dodatkowego święta, by o tym pamiętać i zbierać z tego powodu laury, a w pozostałe osuwać się w jakąś zbiorową, społeczną nieświadomość. Drugi powód jest bardziej osobisty. Nie czuję się w stu procentach kobietą. To znaczy wiem, że posiadam wszystkie cechy fizyczne charakterystyczne dla tej płci, ale moje wewnętrzne poczucie lokuje mnie gdzieś pomiędzy płciami. Przy okazji: miałam być Mieszkiem. Mój tata, który, jak sądzę, wolałby mieć syna, dał mi skuteczny trening dotyczący tego, jak nie być kobietą, a za to być twardym jak Winnetou.

Pamiętam mój pierwszy dzień na kręgu kobiet w Warszawie, wiele lat temu. Trafiłam tam właśnie po to, by zgłębiać swoje „kobiece ja”. Miałam palące wrażenie, że nie przystaję. Że jestem jakimś pastuszkiem, który zabłądził w krainę księżniczek. Gdy po dwóch latach świętowałyśmy w lesie nasze ponowne urodziny, narodziłam się nie tylko jako córa Demeter, ale i jej syn. Dwa w jednym, taki bonus.

Jeśli ktoś straszy mnie „ideologią gender” (witamy w Polsce), od razu mam ochotę dać mu w ryj, bo to bardzo osobisty atak. Tak jakby ktoś mówił mi: nie masz prawa być i czuć się w zgodzie ze sobą; proszę natychmiast przyciąć się i okaleczyć, by dopasować się do naszego binarnego świata. Zrezygnować z wewnętrznej spójności, zaprzeczyć, udawać, grać w najlepszym wypadku.

Potrafię grać, bo staram się grać normalną mimo, że jestem ponoć nienormalna. Czekam jednak na dzień, kiedy 2w1 stanie się tak normalne jak 1w1, chore stanie się zwyczajne (bo występuje w naturze, dlaczego więc miałoby być nienaturalne); wiem, że mogę w moim własnym zakresie pomóc temu dniu nadejść pisząc i malując, robiąc to, co potrafię, by wyrazić mój sprzeciw albo moje mocne zdanie.

Uściski dziś dla wszystkich, którzy identyfikują się jako kobiety i mają dziś chęć świętować tenże powód.  

Today is international women’s day, which I don’t celebrate – for several reasons. First of all, for me every day is women’s day. I do not need an additional holiday to remember this, sinking into some collective, social unconsciousness on the other days. The second reason is more personal. I don’t feel 100% female. I mean, I know that I have all the physical characteristics of this sex, but my inner sense places me somewhere between the sexes. By the way: I was supposed to be Mieszko. My dad, who I think would prefer to have a son, gave me effective training on how not to be a woman and be tough as Winnetou.

I remember my first day in the women’s circle in Warsaw many years ago. I got there to deepen my „female self”. I had a burning impression that I don’t fit. That I’m some shepherd who got lost in the land of princesses. When, after two years, we celebrated our birthday again in the forest, I was born not only as Daughter of Demeter, but also her Son. Two in one, such a bonus.

If someone tries to threaten me with „gender ideology” (welcome to Poland), I immediately want to give him a snout, because it’s a very personal attack. As if someone was telling me: you have no right to be and feel at peace with yourself; please immediately cut yourself and mutilate to fit into our binary world. Give up internal consistency, deny, pretend, act, at best.

I can act because I try to play normal even though I’m supposed to be „abnormal”. However, I am waiting for the day when 2in1 will become as normal as 1in1, the sick will become ordinary (because it occurs in nature anyway; why should it be unnatural?); I know that I can help that this day comes by writing and painting, doing what I can to express my opposition or my strong opinion.

Hugs for all who identify as women and have the desire to celebrate this reason today.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.