Gaśnica / Fire extinguisher

(ENG.below) Poranki zombie i ogniste wieczory. Seroquel XR, w funkcji balansera nastrojów, sprawia, że nie mogę zasnąć, a rano dojście do siebie zajmuje mi kilka godzin – i kilka kaw. To interesujący balans zatem. Grunt, że nie płonę hipomaniakalnym ogniskiem przez cały czas, choć gdy zasypiam, wydaje mi się, że cała iskrzę; że się spalam i nic nie mogę z tym zrobić. To charakterystyczne dla stanów maniakalnych i hipomaniakalnych – ognista metafora, płomień, który z jednej strony zasila twórczość (skończyłam sztukę!), a z drugiej – nie daje się ugasić żadnym znanym środkiem.

Często zastanawiam się, czy „wolę” (zupełnie nieadekwatne słowo, ale inne nie przychodzi mi do głowy…) stany depresyjne czy maniakalne. Obydwoma rękami podpisuję się pod depresją. Jest bliższa temu, co uważa się powszechnie za „normalne”: wycofaniu, introwersji, refleksyjności, skupieniu, ocenie rzeczywistości nie pod kątem „mogę wszystko”, a raczej „mogę trochę”; bardziej realistycznym spojrzeniu i bardziej realistycznym wydatkowaniu energii. I choć stany hipomaniakalne sprawiają, że rysuję cztery rysunki w godzinę oraz piszę sztukę w trzy dni, boję się ich, bo nigdy nie wiem, czy będę w stanie postawić granicę, na której będzie stał wielki znak pod tytułem DOŚĆ. Charakterystyczne dla tych stanów jest bowiem radosne pomijanie wszelkich ostrzeżeń, lekkie przeskakiwanie nad niemożliwościami i niewłaściwościami, przebieganie maratonu w tempie charakterystycznym dla biegów krótkodystansowych i udawanie, że nie widzimy rosnących worków pod oczami i nie czujemy coraz bardziej zmęczonego ciała.

„Dwoje na huśtawce”: dwie mnie na huśtawce.

Zombie mornings and fiery evenings. Seroquel XR, as a mood balancer, makes me unable to sleep, and in the morning it takes me a few hours to recover – and a few coffees. This is truly an interesting balance. What’s important is that I don’t burn with a hypomanic fire all the time, although when I try to fall asleep, it seems to me that I am whole in sparks; I’m burning alive and I can’t do anything about it. This is characteristic for manic and hypomanic states – a fiery metaphor, a flame that, on the one hand, fuels creativity (I finished my theatre piece!), and on the other – cannot be extinguished by any known means.

I often wonder if I „prefer” (a completely inadequate word, but I can’t think of another …) depressive or manic states. With both hands I sign under depression. It is closer to what is commonly considered „normal”: withdrawal, introversion, reflectiveness, focus, assessment of reality not from the point of view of „I can do anything”, but rather „I can do something”; more realistic look and more realistic energy expenditure. And although hypomanic states make me draw four drawings in an hour and write a theatre piece in three days, I’m afraid of them, because I never know if I will be able to set a boundary on which a big sign titled ENOUGH will stand. Characteristic of these conditions is the joyful skipping of all warnings, a slight leap over impossibilities and inadequacies, running a marathon at a pace characteristic of short-distance running and pretending that we do not see deep shadows growing under our eyes and do not feel more and more tired body.

Two on the swing: or rather, two of me on the swing.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.