gdy tylko obetrę łzy / as soon as I wipe away tears

(ENG.below) Najpierw dobre wiadomości. Wystawa, jak się okazuje, ma się odbyć już niedługo, bo za dwa miesiące. Zmieści się 12 moich prac, a liczyłam na 3. Zaproponowana przez atelier wycena znacznie przerasta moje skromne propozycje. Jeśli więc do zamku z widokiem przyplątają się latem/jesienią jacyś turyści, mam szansę co nieco zarobić. Zakładając naturalnie, że są fanami smutnych twarzy, nagich kobiet plus size i kubistycznych eksperymentów.

Druga dobra wiadomość nadeszła dziś rano – zaczynam pobyt w ośrodku kryzysowym już w najbliższy wtorek. Cieszę się i denerwuję, chcę bowiem wynegocjować nieco skrócony czas zajęć, by móc chodzić pływać. Dziś w końcu załapałam ślizgowy ruch w kraulu i nie chciało mi się wychodzić z wody. To już nie było jak spacer, to było jak taniec. Wspaniałe uczucie.

A teraz druga strona rzeczywistości. Mam niekontrolowane napady płaczu. Nie wiem, kiedy nadejdą, ale pojawiają się każdego dnia. Dziś płakałam tak mocno, że zaczęłam wymiotować. Ciężko. Stres i zmartwienia zaciskają silną obręcz wokół mojego gardła – ściskają mnie za gardło – i wyciskają łzy. Staram się nie płakać bezgłośnie, bo to jeszcze bardziej mnie dusi; szlocham, zawodzę, krztuszę się. Mam nadzieję, że sąsiedzi nie podejrzewają nas o przemoc domową. Po każdym ataku wyglądam, jakby przybyło mi kilkanaście lat. Twarz boksera po wielu męczących rundach. Nic jednak nie na to nie poradzę. Płaczę, bo się boję; płaczę, bo jestem smutna, bezradna, bezsilna i krucha. Tak chyba właśnie robią ludzie, którzy tak się czują, prawda?…

Pomiędzy dniem z atakiem psychotycznym a dniem z wymiotowaniem z nerwów znalazł się dzień, w którym kupiłam sobie w końcu – z przeceny – lateksową sukienkę. Już długo chciałam taką mieć, ale jeśli zarabiam sporadycznie i są to raczej nieduże pieniądze za rysunki, nie jest to takie proste. Tym razem dostałam małą wypłatę za obraz na zamówienie i kupiłam ją naprawdę tanio. Wyglądam trochę fajnie a trochę tak, że się wstydzę; po schudnięciu noszę rozmiar M, ale biust zatrzymał się na XL. Mam nadzieję, że zdobędę się w ogóle na to, by wyjść w niej z domu.

Jak tylko obetrę łzy i wysmarkam nos.

Good news first. The exhibition, as it turns out, will take place quite soon, in two months. 12 of my works will fit, and I was counting on 3. The prices proposed by the atelier far exceed my modest suggestions. So if some tourists show up in the castle with a view in summer / autumn, I have a chance to earn some money. Assuming, of course, that they are fans of sad faces, plus size naked women and cubist experiments.

The second good news came this morning – I am starting my stay in the crisis center this coming Tuesday. I am happy and nervous because I want to negotiate a slightly shorter activity time to be able to go swimming. Today I finally caught a sliding/gliding movement in the freestyle and did not want to leave the water. It wasn’t like walking anymore, it was like dancing. Great feeling.

And now the other side of reality. I have uncontrollable crying attacks. I don’t know when they will come, but they appear every day. Today I cried so much that I started to vomit. It was…hard. Stress and worry clench a strong band around my throat – squeeze my throat – and squeeze tears. I try not to cry soundlessly, because it chokes me even more; I sob, I howl, I choke. I hope our neighbors don’t suspect us of domestic violence. After each attack, I look like I have a dozen years more. The boxer’s face after many tiring rounds. I can’t help it, though. I cry because I’m scared; I cry because I am sad, helpless, powerless and fragile. I think that’s what people who feel like that do, right? …

Between the day with the psychotic attack and the day with vomiting from stress was the day when I finally bought myself – with a 50% discount – a latex dress. I wanted to have one for a long time, but I earn sporadically and it is rather small money for drawings, thus it is not so simple. This time I got a payment for a custom painting and I bought the black dress really cheap. I look a bit cool and feel a little bit ashamed; after losing weight I wear size M, but my breats stopped at XL. I hope I will have enough courage to walk out of the house in it at all.

As soon as I wipe away my tears and snot my nose.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.