gdzie jest wróg / where’s the enemy

(ENG.below) Stoję przed wyborem: zamartwiać się albo spać. Mój psychiatra zaordynował Seroquel w małych dawkach kilka razy w ciągu dnia. Dobra wiadomość: działa. Nie potrzebuję Lorazepamu. Jestem dużo spokojniejsza. Zła wiadomość: 45 minut po zażyciu najmniejszej dawki z możliwych zasypiam. Nokaut. Jako że nie wyobrażam sobie spania trzy razy w ciągu dnia (po godzinie), próbuję znaleźć półśrodki; budzę się wcześnie, łykam pół malutkiej tabletki, zasypiam ponownie. Potem – trochę z poziomem energii zombie – wychodzę z psem, a następnie jadę na basen, gdzie spędzam trochę mniej czasu niż dotychczas. Wracam, funkcjonuję przez jakiś czas, wychodzę z psem i zażywam drugą połówkę. Idę spać. Dziś ten plan nie do końca się sprawdził (pies…zasnęłam), ale mam nadzieję, że od jutra zadziała. Alternatywa to klinika dzienna, gdzie oferują sporo zajęć radzenia sobie ze stresem; plus jest to perspektywa krótkoterminowej, intensywnej pomocy (trzy tygodnie). Jeśli nie uda mi się znaleźć balansu pomiędzy stresem a snem, pewnie skorzystam z tej możliwości.

Dziś malowałam pierwszy w życiu obraz na zamówienie. Znajomemu spodobał się mój rysunek w małym formacie (pastele) i zażyczył sobie wielką kopię (akryle). W trakcie pracy starałam się nie myśleć o tym, czy spełnię jego oczekiwania, tylko skupić się na jak najlepszym wykonaniu i podłączeniu do radości i ciekawości, jaka towarzyszy mi przy tworzeniu. Mimo wszystko byłam bardzo przejęta. Najczęściej, gdy już obraz jest gotowy, najpierw przepełnia mnie zadowolenie i duma, a później przychodzą wątpliwości – jak zwykle włącza się Wewnętrzny Krytyk, który kopie celnie w brzuch. Myślałam, że mimo wszystko, kiedy już zacznę sprzedawać to, co robię, zamilknie, lecz on jednak trzyma się mocno; „nie masz wykształcenia”, „co to w ogóle jest”, „niedokładnie”, „nieidealnie”, „patrz ile niedoróbek”, „to nigdy nie będzie dostatecznie dobre”, i tak dalej. Skutecznie utrudnia celebrację pierwszego płatnego, konkretnego zlecenia.

Jeśli chodzi o moje zmartwienia Chorą Osobą, na terapii uświadomiłam sobie, jak wiele nierealistycznych oczekiwań w związku z całą sytuacją niosę na grzbiecie. To one mnie spinają, związują, paraliżują. Nawet w snach wracam do Polski, by pomagać, sama będąc bezradna i chora. „Gdzie jest wróg?” – pyta mój lekarz. „Jak zwykle w środku” – odpowiadam.

I have a choice: to worry or to sleep. My psychiatrist ordained Seroquel in small doses several times a day. Good news: it works. I don’t need Lorazepam anymore. I am much calmer. Bad news: 45 minutes after taking the smallest dose possible I fall asleep. Knockout. Since I can’t imagine sleeping three times a day (around an hour each time), I try to find half measures; I wake up early, take half a tiny tablet, fall asleep again. Then – a bit with the energy level of a zombie – I go out with the dog and then go to the pool, where I spend a little less time than before. I come back, function for some time, go out with the dog and take the other half. After that I’m going to sleep again. Today, this plan did not quite work (dog … I fell asleep), but I hope that it will work tomorrow. The alternative is a day clinic, where they offer a lot of stress management classes; plus it is a perspective of short-term, intensive assistance (three weeks). If I can’t find a balance between stress and sleep, I will probably use this opportunity.

Today I painted a first-to-order painting in my life. A friend liked my drawing in a small format (pastels) and wanted a large copy (acrylic). During my work, I tried not to think about whether I would meet his expectations, but to focus on the best performance and connection to the joy and curiosity that accompanies me during creating. After all, I was very overwhelmed. Most often, when the painting is ready, I am filled with satisfaction and pride first, and then there are doubts – as usual, the Internal Critic steps in, and he accurately kicks me in the stomach. I thought that after all, once I started selling my art, he would stop, but he still holds on; „you have no education”, „what ‘s that naive shit”, „inaccurate”, „far from perfect”, „see how many flaws”, „it will never be good enough”, and so on. He effectively hinders the celebration of the first paid, specific order.

Regarding my worries about a Sick Person, during therapy I realized how many unrealistic expectations in relation to the whole situation I carry on my back. They fasten me, tie me up, paralyze me. Even in my dreams I come back to Poland to help, being helpless and sick myself. „Where is the enemy?” – asks my doctor. „As usual inside” – I answer.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.