góroterapia i inne metody na niepokój / mountain therapy are other methods against anxiety

(ENG.below) Próbuję radzić sobie z niepokojem. Z niewiadomą, z nieznanym. Z niepewnością. Nie chcę przywiązywać się do różowych scenariuszy, nie chcę – do czarnych. Chciałabym pozostać w scenariuszu realistycznym, jednak jest on tak bardzo wymagający, że wszystko mnie boli. Bo NIE WIADOMO, CO BĘDZIE. Sprawdzam więc dwa razy dziennie z Chorą Osobą, jak bardzo ją boli i jak się czuje. Nowa terapia już wkrótce może ujawniać swoje skutki uboczne, a jest ich cała mroczna lista. Oczywiście, to też można oswoić. Tylko że ja potrzebuję na to więcej zasobów, niż mam.

Wciąż dobrze sypiam, to jest duży plus. Dalej chudnę, bo najlepiej czuję się poza domem, na basenie albo w terenie; poza tym stres sprawia, że nie jem za dużo, choć nie jestem i nie byłam na żadnej diecie. Jeszcze tylko 4kg dzielą mnie od wagi sprzed choroby. To była długa droga. Z sentymentu zachowuję swoje ciuchy rozmiaru 50; kto wie, może jeszcze kiedyś będą mi potrzebne – czuję respekt przed możliwościami mojej choroby. Tymczasem wchodzę w 38. Nie chcę gloryfikować szczupłej sylwetki; jednakże zwłóknienie mojej wątroby się cofnęło, wskaźniki wróciły do normy, nie grożą mi już większe komplikacje zdrowotne, i jestem w stanie bez zadyszki robić w górach trasy, za którymi przepadam, a do których nie byłam w stanie przez kilka lat się zbliżyć. Góry pomagają mi na chwilę odseparować się od trudnej rzeczywistości, zmuszają do skupienia na każdym kolejnym kroku, na oddechu, na wrażeniach zmysłowych, słońcu, wietrze, zapachach alpejskich łąk. Góroterapia.

W wypalaniu emocji, które mną targają, ściskają mnie i przemieniają w poplątaną sznurkową laleczkę pomaga nieodmiennie malowanie. Bardzo mnie uspokaja, gdy coś, co kotłuje się w środku, potrafię przetłumaczyć na język obrazów i umieścić na zewnątrz siebie. Ostatnio przeżywałam wielki żal, bezradność, zagubienie i wściekłość w związku ze śmiercią czarnoskórego George’a Floyda z USA. Namalowanie obrazu bardzo mi pomogło, załączam go poniżej. Nie potrafię inaczej zaprotestować. Robię więc to, co potrafię. A czasem, jak mawia mój lekarz, obraz jest wart więcej niż tysiąc słów. Ostatnie słowa George’a to „I can’t breathe” – „nie mogę oddychać”.

„To nie zamieszki, to rewolucja” – przeczytałam dzisiaj pewną opinię. Oby tak się stało.

I’m trying to deal with anxiety. With the unknown. With uncertainty. I don’t want to get attached to pink scenarios, I don’t want to get attached to black ones. I would like to remain in the realistic scenario, but it is so demanding that everything hurts. Because it is not known what will happen. So I check twice a day with a Sick Person how much it hurts and how she feels. The new therapy may soon reveal its side effects, and there is a whole dark list of them. Of course, one can also adapt to that. Only I need more resources than I have.

I still sleep well, that’s a big plus. I still lose weight because I feel best when I’m out or about, in the pool or in the mountaints, by the lake, in the river; besides, stress means that I don’t eat too much, although I’m not on any diet. Only 4 kg separate me from my pre-illness weight. It was a long way. I keep my clothes of size 50 out of sentiment; who knows, maybe I will need them someday – I feel respect for the possibilities of my illness. Meanwhile, I’m entering 38. I don’t want to glorify a slim figure; however, my liver fibrosis has receded, the indicators have returned to normal, I am no longer threatened with major health complications, and I am able to breathlessly follow routes in the mountains that I love and which I have not been able to approach for several years. The mountains help me to separate myself from the difficult reality for a moment, they force me to focus on each subsequent step, on breath, on sensory impressions, sun, wind, and smells of Alpine meadows. Mountaintherapy.

In burning the emotions that tear me apart, squeeze me and transform me into a tangled string doll, painting always helps. It calms me down when something that boils up inside is able to translate into the language of images and put outside. Recently, I have experienced great regret, helplessness, loss and rage at the death of George Floyd from the USA. Painting a picture helped me a lot, I attach it below. I can’t protest otherwise. So I do what I can. And sometimes, as my doctor says, a picture is worth more than a thousand words. George’s last words were „I can’t breathe”.

„These are not riots, it is a revolution” – I read an opinion today. May it happen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.