Gra w karty / Playing cards

(ENG.below) Dawno, dawno temu, byłam przykładną żoną i udaną córką.

Potem mój mózg zalał dopaminowy roztwór i zrobiłam rzeczy, które wolałabym, by nigdy się nie wydarzyły.

Wstyd, żal, poczucie winy towarzyszą mi do dziś.

Coraz częściej pojawia się jednak we mnie nowy głos, nieznany, życzliwy i troskliwy. „Mimo zła, którego się dopuściłam, nie zasługuję na złe traktowanie” – podpowiada. „Mogę być kochana, lubiana, hołubiona, podziwiana. Moja przeszłość nie pozbawi mnie życia”.

Oczywiście, gdy przypływają stany depresyjne, chcę zniknąć i nie wracać; umrzeć i zaznać w końcu spokoju. Stany maniakalne, jak wczoraj, podpowiadają zgoła inne scenariusze; żyć na full, ocierać się o krawędzie możliwości, śmiać do łez wciskając gaz do dechy.

Nie wiem, po co ten wstęp, bo nie o tym chciałam napisać…Temat, który chcę dziś poruszyć, obchodzę na palcach, obmacuję jak świeżą ranę.

Mój mąż, którego uważam zwykle za najlepszego na świecie, wyciągnął dziś kartę „Czarnego Piotrusia”. Prowadziliśmy już na ten temat niezliczoną liczbę rozmów, wiele razy prosiłam, by tego nie robił, bo oprócz żalu i goryczy nic ona nie wnosi; no, może jeszcze skrajne oddalenie i ból. Wydaje mi się, że znaczna część związków ma swojego „Czarnego Piotrusia” – w wielu z nich jedna strona zraniła kiedyś drugą, i to wspomnienie, które trochę, lecz nie bardzo blednie, wykorzystywane jest jako argument, który bije wszystkie inne. Bo przecież to zrobiłaś. Wtedy, co z tego, że wtedy, a nie teraz. To wszystko twoja wina. Twoja odpowiedzialność, i przez ciebie konsekwencje. Dlatego aktualnie nasz świat wygląda tak, a nie inaczej. Bo ty. Zepsute. Zawsze już będzie, połamane. Przez ciebie.

Jakakolwiek inna karta wobec „Czarnego Piotrusia” wygląda słabo. Nie mam szans. Mogę jedynie opuścić mściwą rozgrywkę i popłakać niezauważenie. Odsunąć się, odizolować, dla własnego dobra.

Jakiś czas temu pewnie takie rozdanie wywołałoby we mnie myśli samobójcze. Poczucie winy przygniotłoby mnie jak gigantyczny kamień, spod którego już nic innego nie widać.

Ale nie dziś. Dziś mówię: tak, spieprzyłam wtedy sprawę. Jeśli jednak mamy żyć ze sobą dalej, to musisz wyrzucić „Czarnego Piotrusia” i już nigdy mi nim nie grozić.

Bo nie jestem już taka jak dawniej.

Once upon a time, I was an exemplary wife and successful daughter.

Then my brain became flooded with dopamine and I did things that I would prefer had never happened.

Shame, regret, guilt have accompanied me to this day.

Increasingly, however, a new voice appears in me, unknown, kind and caring. „Despite the evil I have done, I do not deserve bad treatment,” it suggests. „I can be loved, liked, cherished, admired. My past will not deprive me of my life. ”

Of course, when depressive states arrive, I want to disappear and not come back; to die and finally experience peace. Manic states, like yesterday, suggest other scenarios; live on full, go to the edges of possibilities, laugh to tears on the sixth gear.

I do not know why this introduction, because I did not want to write about it … The topic that I want to touch today feels like a fresh wound, thus I am tiptoeing around it.

My husband, who I usually think is the best in the world, drew today the Joker card. We have already had countless conversations on this subject, I have asked many times not to do so, because in addition to grief and bitterness, it does not bring anything; well, maybe extreme isolation and pain. It seems to me that a significant part of the relationships have their Joker – in many of them one side hurt another one, and this memory, which becomes a little, but not very pale, is used as an argument that beats all other. Because you did it. Then, it doesn’t matter if it was then, not now. It’s all your fault. Your responsibility, and your consequences. Therefore, currently our world looks like this and not otherwise. Because of you. Broken. It will always be broken. By you.

Any other card against the Joker looks poor. I have no chance. I can only leave the vengeful gameplay and cry unnoticed. Move away, isolate, for my own good.

Some time ago, it would probably have caused strong suicidal thoughts in me. Feeling guilty would overwhelm me like a gigantic stone from under which nothing else can be seen.

But not today. Today I say: yes, I screwed up badly. However, if we are to continue living with each other, then you must throw away the Joker and never threaten me with it again.

Because I’m not the same as before.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.