Granice przyjaciół / Friends' limits

(ENG.below) W tym tygodniu odwołałam cztery skypowe spotkania z przyjaciółkami. Za każdym razem nie jest to łatwa decyzja, bo łaknę kontaktu i jestem ciekawa, co u nich; jednocześnie nie chcę być w trakcie rozmowy mamroczącym cicho, bezsilnym i depresyjnym człowieczkiem, który nie ma zasobów, by się skupić, słuchać, zadawać pytania i okazywać zainteresowanie. W pewnym sensie wyłączam się więc z własnej woli. Idzie za tym rozczarowanie sobą, poczucie winy i lęk, że bliskie mojemu sercu osoby mają granice cierpliwości.

Natknęłam się ostatnio na ciekawy artykuł o tym, co przyjaciele mogą zrobić w chwilach, gdy osoba psychicznie chora ma trudny czas. Podano tam przykład migreny, z powodu której odwołujemy wspólną kolację w ostatniej chwili. To normalne, mamy na to przyzwolenie i zrozumienie. Ale pomyśl, że ktoś odwołuje kolejne spotkanie z rzędu, tłumacząc jedynie, że „źle się czuje”. Nie wiesz, że kryje się za tym – do wyboru: atak depresji, myśli samobójcze, bezsilność, niepokój, atak paniki, objawy psychotyczne. Czy potrafisz/potrafimy traktować je tak samo, jak wspomnianą migrenę? A może wolimy pomyśleć sobie: „nie dość jej zależy”, „nie postarała się”, „nie chce się dla mnie przełamać”, „jej samopoczucie jest dla niej ważniejsze niż ja”, itd.?…

Zdaję sobie sprawę, że przyjaźń ze mną jest wyzwaniem. To ciągłe szukanie „zdrowego okienka”, by wstrzelić się z rozmową czy spotkaniem POMIĘDZY chorowanie. To nieustające próby zmieszczenia się w tygodniowym kontyngencie. To wysłuchiwanie ambiwalentnych odpowiedzi na pytanie o to jak się mam czy czego potrzebuję. To nieprzerwane negocjowanie z chorobą, poziomem energii i siły.

Moi przyjaciele muszą być bardziej cierpliwi niż inni. Kochani, mam ochotę zasypać was kwiatami! Wysyłam dużo wdzięczności za waszą obecność.

Proszę, nie poddawajcie się.

I canceled four Skype meetings with friends this week. Each time it is not an easy decision, because I crave contact; at the same time, I do not want to be in it a mumbling quietly, powerless and depressive person who has no resources to focus, listen, ask questions and show interest. In a sense, I’m turning myself off intentionally. What follows is a disappointment with myself, a sense of guilt and fear that people who are close to my heart have limits of patience.

I have recently come across an interesting article about what friends can do in moments when a person mentally has a difficult time. There is an example of a migraine, for which we cancel a supper together at the last minute. This is normal, we have consent and understanding. But think that someone cancels another meeting in a row, explaining only that „I feel bad”. You do not know what is hidden behind it – you can choose from: depression attack, suicidal thoughts, powerlessness, anxiety, panic attack, psychotic symptoms, etc. Can you treat them in the same way as the mentioned migraine? Or maybe we prefer to think: „she does not care enough”, „she could have done better,” „she does not want to break through for me”, „her well-being is more important to her than me”, etc.? …

I realize that friendship with me is a challenge. It is a constant search for a „healthy window” to shoot with a conversation or a meeting BETWEEN the illness. It is a constant attempt to fit into a weekly contingent. It is listening to ambivalent answers to the question of how I am or what I need. It is an uninterrupted negotiation with the disease, the level of energy and strength.

My friends must be more patient than others. Beloved, I feel like showering you with flowers!

Please, do not give up on me.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.