Hołd / I salute you

Dawniej, kiedy wszystko jeszcze działo się „normalnie”, byłam raczej bezkompromisową osobą. Do głowy mi nie przyszło, że do pewnych rzeczy można się po prostu przyzwyczaić. Do utraty urody i nabycia otyłości brzusznej sugerującej siódmy miesiąc ciąży. Do utraty bystrości umysłu, jego odporności i wytrzymałości. Do absolutnej straty samokontroli emocjonalnej.

Zaskakuje mnie, że choroba nie tknęła moich zdolności twórczych; zresztą, nie wiem czy wiesz, ale to dość popularne zaburzenie wśród artystów. Tyle że ja nigdy nie byłam artystką. Byłam „och jak chciałabym być prawdziwą artystką!”, zaliczając jednocześnie kolejne mało artystyczne projekty w biznesie; pisząc i malując po nocach. Działy się dobre rzeczy, sprzedałam dwa obrazy, wydrukowano moje wiersze w kanadyjskim roczniku, moje opowiadanie zostało wybrane do antologii współczesnych kobiecych opowiadań erotycznych, nagrałam płytę. Lecz wciąż, nadal, nie potrafiłam doskoczyć do półki, na której leżą odznaki „prawdziwy artysta”. Ważniejsza była odpowiedzialność, wpływ, współpraca, przywództwo.

Wszystko się zmieniło.

Siedzę teraz przy biurku zawalonym papierami, kredkami, farbami, tuszami, pędzlami. Na wysokości oczu wiszą moje ulubione prace. Piszę. Wydałam książkę pod pseudonimem. Nie ma dnia, bym nie ożywiła świata, przywołując do istnienia kredkową postać, tuszowe zwierzę, żelpenowy slogan albo blogowy artykuł. Myślę, że jestem ogromną szczęściarą, że ta część mojego mózgu nie tylko nie zdeteriorowała, ale rozkwitła, a ja zrobiłam dla niej miejsce.

To cudowne uczucie, takie, co przywołuje ciarki na plecach, tworzyć coś. Coś, co wiesz, że powstaje w wyniku spotkania twojej głowy z twoją ręką. Oczywiście, ręce telepią ci się od litu a głowa czasem zapomina, jaki miał być następny krok, ale MIMO TO! – powstaje coś niepowtarzalnego.

Zdolności twórcze, I salute you.

In the past, when everything else was going on „normally”, I was a rather uncompromising person. It did not occur to me that you can get used to certain things. For example to losing beauty and looking like a mother-soon-to be. To losing the mental acumen, its immunity and endurance. To the absolute loss of emotional self-control.

It surprises me that the disease has not touched my creative abilities; anyway, I do not know if you know, but it’s quite a popular disorder among artists. It’s just that I’ve never been an artist. I was „oh how I would like to be a real artist!”, at the same time counting the next few challenging projects in business; writing and painting at night. Good things were happening, I sold two paintings, my poems got printed in a Canadian annual, my story was chosen for an anthology of contemporary erotic stories, I recorded a CD. But still, I could not jump to the shelf on which the „real artist” badges lie. More important was responsibility, influence, cooperation and leadership.

Everything has changed.

I am now sitting at a desk covered with papers, pencils, paints, inks, brushes. At eye level, my favorite works hang. I am writing. I have published a book under a pseudonim. There is no day that I would not revive the world, calling to existence a crayon figure, an ink animal, a gelpen slogan, or a blog article. I think I am very lucky that this part of my brain not only did not deteriorate, but flourished, and I made room for it.

It’s a wonderful feeling, one that evokes shivers on your back, to create something. Something that you know is created as a result of your head meeting your hand. Of course, your hands are shaky from the lithium and the head sometimes forgets what the next step was, but DESPITE! – something unique is created.

Creative skills, I salute you.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.