Ikar / Icarus

(ENG. below) Wygląda na to, że kolejne podwyższenie Seroquela XR działa. A może działa przypadek, nie wiem. Wiem za to, że dzisiaj nie byłam już, jak wczoraj, Ikarem (określenie mojej siostry). Wczoraj tak bardzo już za sobą nie nadążałam, że musiałam wziąć Lorazepam. Po nim osiągnęłam jako takie plateau; nie pędziłam już jak kometa, nie frunęłam coraz wyżej i wyżej ku słońcu, aż spopieliły mi się skrzydła.

Dziś spokojnie. Napisałam dwa teksty piosenek i linię melodyczną wokalu dla nowego zespołu, z którym, na co liczę, rozpocznę współpracę. Chłopaki brzmią bardzo garażowo, i chyba są dużo młodsi ode mnie; ciekawi mnie, jak zareagują na teksty kobiety przed czterdziestką. Może to nie będzie dobry mariaż?…A może właśnie wyjdzie z tego jakiś duet egzotyczny, młodości i dojrzałości?…Zobaczymy. Przygryzam paznokcie i czekam na ich feedback odnośnie tego, co dziś stworzyłam. Jestem gotowa na wszystko, od „co to kurwa w ogóle jest” do „ja pierdole, zajebiste”.

Poza tym poszłam biegać; udaje mi się przebiec 6km bez przerwy, w tym sporą część…pod górkę. Najśmieszniejszy i najdziwniejszy moment w bieganiu dla mnie to ten, gdy z szybkiego marszu przerzucam się na bieg. Z początku czuję się jak jakiś hipopotam albo szalony tancerz. Po co biec, gdy można po prostu szybko iść?…A jednak, przełamuję tę swoistą dziwaczność i ciągnę się do przodu. Moje łydki przeżywają bóle porodowe, bo ostatni raz biegałam jakieś 10 lat temu. Formują mi się mięśnie, jakich moje ciało nie pamięta. I to też jest dziwne uczucie. Jakby…nowa para nóg.

Udało mi się dzisiaj nie tyle spędzić „spokojny dzień”, jak zalecał mój psychiatra, co wstawiać częstsze SPACJE między aktywnościami, i za bardzo ich nie dywersyfikować. Zaparkowałam więc projekty: „recenzja książki mojego profesora”, „doskonalenie mojej sztuki”, „Banalność Zła” (międzynarodowy konkurs wizualny, na który już mam pomysły), rysowanie/malowanie dla wprawy. Udało się. Mój mózg poddał się tej chwilowej łagodności i ukierunkował na jedno zajęcie. Ufff.

Mój psychiatra zawsze podchodzi z wielką empatią do faktu, że nie mam pojęcia (nikt nie ma pojęcia), jaki będzie mój następny dzień. Jaka się obudzę, jaka się rozwinę w czasie; czy będę płonąć, czy będę tonąć. Zawsze powtarza, że dobrze sobie radzę, a ja tylko patrzę na niego oczami sarny, błagając o jakiś złoty środek, który zaradzi mojej niepewności i niepokojowi.

Systematycznie mi odmawia.

It looks like the next Seroquel XR boost is working. Or maybe it’s a pure coincidence that works, I don’t know. What I do know is that today I was no longer, like yesterday, Icarus (in my sister’s accurate words). Yesterday I couldn’t follow myself so much that I had to take Lorazepam. After a dose I reached something of a plateau; I no longer burst like a comet, I didn’t fly higher and higher towards the sun, until my wings burned.

Today I managed to take it easy. I wrote two songs’ lyrics and a vocal melody line for the new band that I hope to work with. The guys sound very garage-like, and they are probably much younger than me; I wonder how they’ll react to the lyrics of a woman around forty. Maybe it will not be a good marriage? … Or maybe some exotic duo, of youth and maturity, will come out of this? … We will see. I bite my nails and look forward to their feedback on what I created today. I’m ready for anything from „what the fuck is that crap” to „damn it, it’s awesome!”

Besides, I went running; I manage to run 6km without a break, including a large part … uphill. The funniest and strangest moment in running for me is when I switch to a run from a fast march. At first I feel like a hippo or a crazy dancer. Why run when you can just quickly walk? … And yet, I break this peculiar oddity and pull myself forward. My calves have labor pains because I last time I jogged was around 10 years ago. I begin to develop muscles that my body can’t remember. And this is also a strange feeling. Like … having a new pair of legs.

Today I was able to spend maybe not so much a „calm day” as my psychiatrist recommended, but to insert more frequent SPACEBARS between activities and not to diversify them too much. So I parked the projects: „reviewing my professor’s book”, „improving my theatre piece”, „Banality of Evil” (an international visual competition for which I already have ideas), drawing / painting for practice. My brain succumbed to this momentary gentleness and focused on one occupation. Whew.

My psychiatrist always approaches with great empathy the fact that I have no idea (no one has any idea) what my next day will be like. In what mood and condition I will wake up, how I will develop in time; will I burn or will I drown. He always says I am doing a great job, and I only look at him with the eyes of a deer, begging for some golden mean that will overcome my uncertainty and anxiety.

He systematically refuses me.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.