Inaczej niż zwykle / Different than always

(ENG.below) Dziś wpis wyjątkowy. Kursywą teksty, które napisałam dziś w trakcie zajęć z terapeutycznego pisania. Jeśli chcesz wyłącznie wiedzieć, jak moje zdrowienie, po prostu pomiń je.

Mieszkanie jest małe, rozmiarów chomiczego domu. Nie mieszczę się w wannie, ale to nic – w wannie dostaję ataków klaustrofobii. Boję się też wody, w wodzie można się przecież utopić, umrzeć i być już tylko we wspomnieniach, albo też nie być, jak gdyby w ogóle nigdy cię nie było.

Może mnie nigdy nie było?

Pewne jest to, że mnie kiedyś nie będzie, a pragnęłabym być zawsze, czuć na własnej, cienkiej skórze przemijanie epok, starzenie się dzieci i powolne umieranie planety; być w tym z żalem i spękanym sercem, świadkować, iść razem, mijający czas i ja, obok siebie. Tymczasem przeminę szybciej niż bym chciała, a może nawet jeszcze szybciej; może w tym przemijaniu nie zdążę się zorientować, że byłam lecz już nie jestem.

Wciskam się do mojej mokrej, białej kapsuły i czekam na atak.

 Trafiasz czasem w miejsce, czas i warunki, które są jakby zaprojektowane dla ciebie, w których czujesz się jak w domu, wymarzonym przedszkolu albo po prostu – „swojo”? Takie są dla mnie zajęcia z terapeutycznego pisania. Oczywiście w trakcie każdych z nich chce mi się płakać i tworzę, jak to niektórzy określają, smutne teksty. Rodzą się z błyskawicznego połączenia pomiędzy moim wzrokiem, wyobraźnią i prawą ręką, którą piszę; wiele tekstów powstaje z inspiracji losowymi zdjęciami. Niewiele myślę; słowa same wyskakują na kartkę, czasem niemal nie zdążam z ich zapisywaniem. Co ciekawe, dużo mniej mam do powiedzenia niż do napisania. Pusta strona i cienkopis to dla mnie jakieś fragmenty większego, uwalniającego rytuału.

Uwielbiałam pisać odkąd byłam mała. Jako dziewczynka napisałam dobrych kilkanaście stron powieści „Magiczny miecz”…potem były opowiadania, później wiersze, nagrodzone zresztą; finalnie, gdy zaczęłam pisać także po angielsku, wydrukowano moje trzy utwory w kanadyjskim magazynie o sztuce. Pisanie tego bloga jest dla mnie mniej terapeutyczne, bardziej porządkujące, objaśniające zaburzoną rzeczywistość. Mam wrażenie, że jestem to winna sobie chorej. By nie wszystko „przyćmił czas i niepamięć”.

Moja fantazja nie zna granic, języków, nie zna życia pomiędzy łóżkiem a kiblem; nie zna się na niczym oprócz plecenia. Wystarczy cokolwiek, by zahaczyła się o to jak rybka i zaczynała pleść sieć połączeń, zabierając mnie tam, gdzie wszystko jest jednoznaczne i dobrze się kończy. Czy ja też się dobrze skończę?

Baloniki odfruwają, moje stopy nie sięgają już ziemi; boję się lecz nie zwalniam chwytu, ach nie, jednak, jednak puszczam sznurki, nie chcę odlecieć, nie chcę tej przygody, chcę się położyć na ściętej trawie i wdychać jej zapach. A później ty przyjdziesz i chwycisz mnie za rękę, i powiesz: już nie jestem cyniczny, już zrozumiałem raniącą moc słów, chcę być przy tobie w radości i cierpieniu, całym sercem spękanym i obolałym, być.

Jedno z ćwiczeń, w jakim dziś wzięłam udział, polegało na swobodnym pisaniu zdań, zaczynających się od tego samego słowa. Myślę, czytając je po raz drugi i trzeci, że można by napisać doktorat o mojej relacji z przemijaniem.

Wczoraj byłam piękna

Wczoraj byłam młoda i energiczna

Wczoraj marzyłam o wyspie

Wczoraj ta wyspa zgasła

Wczoraj wróciłam, choć nigdzie nie byłam

Wczoraj zasnęłam i o niczym nie śniłam

Wczoraj było kiedyś jutrem

Wczoraj miałam inne imię

Wczoraj znów nie umarłam

Dziś trzeci dzień z rzędu symptomów psychotycznych; z nerwowością szukam robaków w jedzeniu i w kąpieli. Zyprexa. Marzenie o funkcjonowaniu bez antypsychotyków odpływa w dal. Dziś lekarze nie mieli dla mnie czasu. Jutro. A w międzyczasie muszę sobie radzić sama.

Więc piszę.

Today is an exceptional entry. In italics you’ll find texts that I wrote today on the course of therapeutic writing. If you just want to know how is my healing proces going on, feel free to skip them.

The flat is small, the size of a hamster’s home. I do not fit in the tub, but it doesn’t matter – I get attacks of claustrophobia in the tub. I am also afraid of water, in water you can drown, die and remain only in memories, or be not, as if you have never been.

Maybe I never was?

The certainty is that one day I will not be anymore, and I would like to always be, to feel on my own thin skin how centuries go by, children grow old and the planet slowly dies; to be in this with regret and cracked heart, to witness, go together, hand in hand with passing time and myself, next to each other. In the meantime, I will pass away faster than I would like, or maybe even faster; maybe in this quick moment I will not realize that I was, but I am not anymore.

I press myself into my wet white capsule and wait for the attack.

Do you sometimes arrive in a place, time and conditions that seem to be designed just for you, in which you feel at home, your dream kindergarten or simply – belonging? These are the classes for therapeutic writing for me. Of course, during each of them I want to cry and create, as some say, sad texts. They are born of an instant connection between my sight, imagination and the right hand I write with; many words are inspired by random photos. I think little; the words themselves pop out onto a piece of paper, sometimes I hardly manage to write them down. Interestingly, I have much less to say than to write. A blank page and a pen for me are some fragments of a larger, liberating ritual.

I loved writing since I was little. As a girl, I wrote a good dozen pages of the novel „Magic Sword” … then there were short stories, later poems, even rewarded; finally, when I started writing in English, my three poems were published in a Canadian art magazine. Writing this blog is less therapeutic for me, more orderly, explaining the disturbed reality. I have the feeling that I owe it to myself-sick, so that not everything will become overshadowed by the time and oblivion.

My fantasy knows no borders, no languages, no life between the bed and the toilet; she knows nothing but plait. All you need to do is get hooked on something like a fish and start to roll up a network of connections, taking yourself to a story where everything is clear and ends well. Will I also end well?

The balloons fly away, my feet no longer reach the ground; I am scared but I do not release my grip, oh no, I do, and so, I let go of the strings, I do not want to fly away, I do not want this adventure, I want to lie down on the cut grass and inhale its smell. And then you will come and take my hand and say: I am no longer cynical, I have already understood the wounding power of words, I want to be with you in joy and suffering, my whole heart broken and sore, I want just to be.

One of the exercises I took part in today was the free writing of sentences starting with the same word. I think, reading them for the second and third time, that you could write a doctorate about my relationship with passing away.

Yesterday I was beautiful

Yesterday I was young and energetic

Yesterday I dreamed about an island

Yesterday this island vanished

Yesterday I came back, though I was nowhere to be found

Yesterday I fell asleep and did not dream about anything

Yesterday was tomorrow one day

Yesterday I had a different name

Yesterday I did not die again

Today is the third day in a row of psychotic symptoms; I am nervously looking for worms in food and bath. Zyprexa. The dream of functioning without antipsychotics flows away. Doctors did not have time for me today. Tomorrow. In the meantime, I have to deal with myself – by myself.

So I write.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.