Ja, ona i tamta / Me, her and that one

(ENG.below) Coś się ze mną dzieje. Oczywiście to nie żadna nowina, bo zwykle coś się ze mną dzieje, lecz tym razem transformacja przebiega na głębokim poziomie. Straciłam mnóstwo siły. Spędzam dużo czasu w łóżku. Nie mam energii, jest mi zimno. Wczoraj absolutnie nic nie stworzyłam, spałam albo tkwiłam. Idea pływania albo biegania wydaje mi się pomysłem innej osoby. Jakiejś postaci, którą przybrałam na ostatnie tygodnie, która jednak jest tak daleka od tego, kim teraz jestem, że wydaje mi się nieprawdopodobne, że to byłam ja.

Poza zmianami na poziomie fizycznym, zachodzą one również na płaszczyźnie przekonań. Myślę sobie: kto to był, ta kobieta, co jeszcze kilka dni temu chciała rozpocząć nowy projekt muzyczny?…Kobieta śpiewająca przy mikrofonie w ciasnym pomieszczeniu, z obcymi ludźmi?…To na pewno nie byłam ja, bo ja jestem wycofana, schowana, ledwo-co-wystająca-spod-kołdry, myśląca sporadycznie o tym, by już na amen usunąć się ze świata. Współpraca z zespołem rockowym wydaje się jakimś Kilimandżaro i nie mogę wyjść z podziwu, że poczyniłam w jej kierunku tyle kroków. Wydaje mi się, że powinnam teraz się wycofać, gdy jeszcze nie rozczaruję tych ludzi bardzo, a tylko trochę. Koncert? Próba?…Boże, nie mam siły wyjść z domu, a co dopiero…

Do tego dochodzą sny, w których każdej nocy ktoś kogoś ma zabić. Morderstwo zlecam albo sama je wykonuję, bo tak jest zapisane w scenariuszu, a scenariusz, jak wiadomo, trzeba wypełnić. Nasyłam jednych na drugich. Sama tnę mieczem głęboko, po miednicy, niemal rozpoławiając mojego „wroga”. Problem leży w tym, że to wcale nie mój wróg, to przyjaciel. Ale wiesz, scenariusz.

Nie wiem dokąd mnie ta faza zaprowadzi, ile potrwa, kiedy się skończy, co ją zastąpi. Czy to wciąż jestem ja?…Która jest ja?…Obie? Ta płonąca i ta popielna?…Jak można objąć taką skrajną biegunowość w sobie? „Rozpięta jak struna/między sprzecznościami”, śpiewałam kiedyś na moim recitalu. Nie wiem, kto jestem ja. Nie wiem, której zaufać, od której nawigować.

Zagubienie to jeden z moich podstawowych stanów życiowych. A że lubię jasność i jednoznaczność…jest cholernie niewygodny.

Something is happening to me. Of course, this is not news, because usually something is happening to me, but this time the transformation is taking place on a deep level. I lost a lot of strength. I spend a lot of time in bed. I have no energy, I’m cold. Yesterday I created absolutely nothing, I just slept or tried to survive. The idea of ​​swimming or running seems to me the idea of ​​another person. Some character that I took on in recent weeks, which is so far from who I am now that it seems unbelievable that it was me.

In addition to changes at the physical level, they also occur on the plane of beliefs. I think to myself: who was this woman, who a few days ago wanted to start a new music project? … A woman singing to the microphone in a small room full of strangers? … It was definitely not me because I am withdrawn, hidden, barely protruding from under the quilts, sporadically thinking about leaving the world for good. Working with a rock band seems like some Kilimanjaro and I just can’t get over the fact that I’ve made so many steps towards it. It seems to me that I should back down now, when I am not disappointing these people very much, just a little. Concert? Rehearsing? … God, I have no strength to leave the house, let alone …

In addition, there are dreams in which someone is supposed to kill someone else – every night. I order the murder or I do it myself, because it is written in the script, and the script, as you know, must be completed. I cut my sword deep down my „enemy’s” pelvis, almost tearing her in half. The problem is that it’s not my enemy at all, it’s a friend. But you know: the script.

I don’t know where this phase will lead me, how long it will last, when it will end, what will replace it. Is it still me? … Which me is me? … Both? This burning one and this invisible one? … How can you embrace such extreme polarity in yourself? „Stretched like a string / between contradictions”, I used to sing at my recital. I don’t know who I am. I don’t know which one to trust, which to navigate from.

Feeling lost is one of my basic life states. And because I like clarity and unambiguity, it’s very…uncomfortable.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.