Jak blisko prawdy chcesz pisać? / How close to the truth you want to write?

(ENG.below) Od wczoraj wydarzyło się tyle, że ledwo nadążam. Mój mąż martwi się, że tempo, w jakim rzeczywistość zaczęła się wokół mnie obracać, może sugerować epizod maniakalny, ale na razie…śpię dobrze, robię przerwy, spaceruję z psem i piję herbatę. Więc chyba nie jest aż tak źle. Lub – jeszcze nie.

Spotkanie z C. zainspirowało mnie, albo raczej – dało finalnego kopa – by zacząć pisać…sztukę teatralną. Pomysł miałam już od kilku lat, odkąd wydałam swoją pierwszą książkę; pomyślałam sobie wtedy, że byłaby z niej „niezła sztuka”. C. zadała mi kilka świetnych pytań, które naprowadziły mnie na właściwe tory, z „Jak blisko prawdy chcesz napisać?” na czele. To było jak głęboki oddech przed wskokiem do wody. Mogę napisać wszystko. Prawdę, półprawdę, ćwierćprawdę, fantazję; moi bohaterowie mogą przypominać prawdziwe postaci z życia, albo zupełnie nie; fabułę mogę kształtować tak, jak sobie zamarzę. Dało mi to spore poczucie wolności i…ekscytacji. Zaczęłam pisać wczoraj popołudniu, do teraz mam już 21 stron…po angielsku (to mój drugi język, w którym często pisze mi się łatwiej!). Przyjaciółka pyta, czy to dramat, czy komedia. Jako że rzecz dzieje się w szpitalu psychiatrycznym, a jak może wiesz, jest to miejsce, w którym wydarzyć może się dosłownie wszystko, jest i dramatycznie, i śmiesznie. Głównie jednak dramatycznie. Bo choroba psychiczna, jakkolwiek momentami przyprawiająca o spazmy śmiechu, generalnie jest dramatem. I to takim, od którego nie ma ucieczki, bo nie da się uciec od samego siebie.

Równocześnie koresponduję z moim profesorem od filozofii, który zachęca mnie do napisania recenzji jego najnowszej książki – o filozofii i sztuce. W to mi graj! Uwielbiam intelektualne wyzwania, a w wydawać by się mogło WIECZNYM oczekiwaniu na rentę nie mam ich zbyt wiele. Czytanie, analiza i skonstruowanie tekstu krytycznego będzie więc nie lada gratką.

I jest jeszcze trzeci wątek: wysłałam moje rysunki do czasopisma poruszającego tematykę chorób psychicznych (nazywa się, w wolnym tłumaczeniu, „Kukułcze gniazdo”). Są bardzo zainteresowani współpracą. Co więcej, zachęcili mnie do pomyślenia o kolejnej wystawie moich prac. Towarzyszy mi mieszanina onieśmielenia i ekscytacji, jak przy każdym publicznym pokazie tego, co maluję i rysuję. „Obrazy mają tłumaczyć się same”, jak powiedział mi kiedyś pewien wykładowca z ASP. Wiszą więc, bezbronne i narażone na spojrzenia obcych. Już nie w szufladzie, nie na stronie, gdzie je zamieszczam i o nich zapominam; wiszą miesiąc w jednym i tym samym miejscu, w którym na co dzień mnie nie ma, by je tłumaczyć i bronić. To duży krok. I wymaga odwagi. Najgorszy jest oczywiście wernisaż…niezgrabne pytania, wysiłki zmierzające do zrozumienia, co autor miał na myśli, niekończące się dociekania i hipotezy zmierzające donikąd. Nie znoszę tego, lecz oczywiście pojawiam się i siedzę przy cieście i koreczkach z polskich ogórków kiszonych i goudy.

Czeka mnie teraz intensywny czas. Proszę, trzymaj kciuki za: właściwy rytm, spokojne dni, owocne pauzy i twórcze fluidy. Dzięki!

So much has happened since yesterday that I can barely keep up. My husband is worried that the pace at which reality began to revolve around me may suggest a manic episode, but for now … I sleep well, I take breaks, walk with the dog and drink tea. So it’s not that bad. Or – not yet.

The meeting with C. inspired me, or rather – gave a final kick – to start writing … a play. I have had this idea for several years since I published my first book; I thought to myself that it would be „a pretty piece”. C. asked me some great questions that led me to the right track, with the most important one: „How close to the truth do you want to write?”. It was like a deep breath before jumping into the water. I can write anything. Truth, half-truth, quarter-truth, fantasy; my heroes may resemble real life characters or not at all; I can shape the story the way I want it. It gave me a lot of freedom and … excitement. I started writing yesterday afternoon, and now I have 21 pages … in English (this is my second language, in which I often find writing easier!). A friend asks if it’s drama or comedy. As the thing happens in a psychiatric hospital, and as you may know, this is a place where literally anything can happen, it is both dramatic and funny. Mostly, however, dramatic. Because mental illness, although it sometimes makes you laugh, is generally a drama. And it is one from which there is no escape, because you can not escape from yourself.

At the same time, I started corresponding with my philosophy professor who encourages me to write a review of his latest book – about philosophy and art. That would be something! I love intellectual challenges, and I don’t think I have any since awaiting a pension that feels like FOREVER. Reading, analyzing and constructing critical text will be a real treat.

And there is a third thread: I sent my drawings to a magazine focused on the subject of mental illness (it is called, in free translation, „Cuckoo’s Nest”). They are very interested in cooperation. What’s more, they encouraged me to think about the next exhibition of my work. I am accompanied by a mixture of intimidation and excitement, as with every public show of what I paint and draw. „Pictures are supposed to defend themselves,” as one lecturer from the Academy of Fine Arts once told me. So they hang, defenseless and exposed to strangers' glances. No longer in the drawer, not on the page where I put them and forget about them; they hang a month in one and the same place while I am not there every day to explain and defend them. This is a big step. And it requires courage. The worst, of course, is the opening … awkward questions, efforts to understand what the author meant, endless investigation and hypotheses going nowhere. I hate this, but of course I appear and sit by the dough and tarts from Polish pickled cucumbers and gouda cheese.

Intensive time awaits me now. Please, keep your fingers crossed for the right rhythm, calm days, fruitful pauses and creative fluids. Thanks!

2 odpowiedzi do “Jak blisko prawdy chcesz pisać? / How close to the truth you want to write?”

  1. Cześć, czytam od jakiegoś czasu Twojego bloga. Wlaśnie poprzez polecenie go na stronie dla terapeutów.
    Nasunęł mi się po tym wpisie takie pytanie. Czy przed chorobą, też tak dużo tworzyłaś, zarówno chodzi mi o rysunek, ale też o sztukę teatralną. Czy to nowe doświadczenia albo coś, co bardziej zaczęłaś pielęgnować, poswięcać temu czas?
    Pozdrawiam Cię!

    1. Malowałam też wcześniej, co nieco, po pracy… 🙂 Pisałam też poezję i teksty piosenek, śpiewałam. Teatr i poświęcenie czasu sztukom wizualnym w codziennym wymiarze przyszło wraz z chorobą. Jak mawia mój psychiatra, gdy pokazuję mu niektóre moje rysunki, obraz wart jest więcej niż tysiąc słów. Dzięki za czytanie i za pytanie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.