jednorożce / unicorns

(ENG.below) Świat przybrał jakieś różowe kolory, a po trawie podskakują jednorożce, robiąc tęczowe kupki. I na dodatek nie jest to faza maniakalna, ale zupełnie konkretna rzeczywistość.

Po pierwsze, moje prace zakwalifikowały się do wystawy pokonkursowej krakowskiego stowarzyszenia „Psychiatria i Sztuka”. Kilkadziesiąt obrazów w stylu art brut można oglądać w Stacji Badawczej Outsider Art przy Kalwaryjskiej od dzisiaj do końca września. Dziś wieczorem oficjalne ogłoszenie wyników – mam jeszcze szansę na wyróżnienie lub nagrodę, co byłoby wspaniałe, ale obecność na pierwszej wystawie w Polsce już cieszy mnie ogromnie, nawet bez nagrody.

Po drugie, wczoraj przyszedł pocztą kolejny numer czasopisma poświęconego chorobom psychicznym, a w nim kolejne moje ilustracje. Publikują moje rysunki, dasz wiarę?…

Po trzecie, w październiku jadę na kilka dni do przepięknego hotelu w górach, na pierwszą w życiu rezydencję artystyczną. Gdy dziś zobaczyłam zdjęcia tego miejsca, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Bajka. I w centrum tej bajki chora psychicznie kobieta, której wydawało się, że jej życie się skończyło, i że już nie ma o czym marzyć. Przypomniały mi się lata dzieciństwa i biedowania w czasach komunizmu, ojciec tyrający na trzy zmiany, kanapki z serem homogenizowanym każdego dnia i paczka z Niemiec z parówkami w puszce, które pochłonęłam na raz. Wiem, minęło wiele lat, ale to wyróżnienie – darmowy pobyt w pięknym miejscu, tylko po to, bym mogła tam malować i odpoczywać – momentalnie odesłały mnie do tej zubożałej przeszłości. Może dlatego październikowa perspektywa kilku dni w kurorcie górskim w jednym z najpiękniejszych krajów świata doprowadziła mnie do łez wzruszenia.

Co zupełnie zbija mnie z tropu to fakt, że gdybym nie była chora, to by się nie wydarzyło. Choroba popchnęła mnie w kierunku sztuki, a rysowanie i malowanie stało się moim chlebem codziennym. Jestem samoukiem. Trafiłam pod skrzydła atelier gromadzącego osoby z problemami psychicznymi. To ono organizuje wystawy i zorganizowało tę rezydencję. Gdybym nie była chora…nie trafiłabym tam. Co więcej, być może wciąż prowadziłabym odpowiedzialne życie pani psycholog, skrycie marząc o byciu artystką i wydzierając zmęczeniu chwile, by coś namalować czy napisać. Tymczasem wstaję, maluję, i to jest naturalne jak oddychanie. I za tę naturalność będę sobie malować w pięknym miejscu zupełnie za darmo. Niebywałe.

To wyróżnienie zderza się oczywiście z moimi przekonaniami na temat tego, że jakakolwiek nagroda należy się wyłącznie za ciężką pracę. Jestem więc trochę oszołomiona, że tym razem nagrodzone zostaje to, co przychodzi mi z łatwością. No siedzę sobie na balkonie i kreślę jakieś kreski…To wszystko jest jak sen i wymaga niezłego fikołka mentalnego.

To może po prostu popławię się w radości.

The world has been painted in some pink colors, and unicorns bounce across the grass, making a rainbow-colored poop. And it is not a manic phase, but a completely tangible reality.

First of all, my works qualified for the post-competition exhibition of the Krakow association „Psychiatry and Art”. Dozens of art brut paintings can be seen at the Outsider Art Research Station on Kalwaryjska from today until the end of September. Tonight the official announcement of the results – I still have a chance for a distinction or an award, which would be great, but the presence at the first exhibition in Poland already makes me very happy, even without the award.

Secondly, yesterday another issue of a mental illness magazine arrived in the mail, with more of my illustrations. They’re publishing my art, can you believe? …

But above all, in October I am going to a beautiful hotel in the mountains for a few days, for my first artistic residence. When I saw pictures of this place today, I couldn’t believe my eyes. A fairy tale. And in the center of this fairy tale, a mentally ill woman, who thought that her life was over and that there was nothing to dream about anymore. I remembered the years of childhood and poverty during the communist era, my father working extremely hard on three shifts, sandwiches with cheese every day and a packet from Germany with canned sausages, which I swallowed at once. I know, many years have passed, but this distinction – a free stay in a beautiful place, just so that I could paint and rest there – immediately sent me back to this impoverished past. Maybe that’s why the October perspective of a few days in a mountain resort in one of the most beautiful countries in the world led me to tears of emotion.

What baffles me is that if I hadn’t been sick it wouldn’t have happened. The disease pushed me towards art, and drawing and painting became my daily bread. I am self-taught. I found myself under the wing of an atelier gathering people with mental problems. It organizes the exhibitions and organized the residence. If I hadn’t been sick… I wouldn’t have been there. What’s more, perhaps I would still lead a responsible life of a psychologist, secretly dreaming of being an artist and tearing out tired moments to paint or write something. Meanwhile, I get up and paint, and it’s as natural as breathing. And for this naturalness, I will paint in a beautiful place for free. Unbelievable.

This award, of course, clashes with my belief that any reward is only due for hard work. So I’m a little stunned that this time the reward is for what comes easily to me. Well, I’m just sitting on the balcony, drawing some lines … It’s all like a dream and requires a good mental flip.

Maybe I’ll just immerse myself in joy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.