Kamienie / Stones

(ENG.below) Nadal brak symptomów. Pływam, maluję, spaceruję, piszę. Nie przyzwyczajona do robienia tego, na co mam ochotę, rozglądam się z trwogą, czy zaraz los nie wlepi mi kary. Efektywność! Produktywność! Zmienianie świata na lepsze!…Czy chory psychicznie też może zmieniać świat na lepsze?…

Na tym blogu chciałam uniknąć tematów politycznych, ale wobec tego, co wydarzyło się w Białymstoku, nie potrafię. Dla zagranicznych czytelników tego bloga: marsz równości (pierwszy w tym mieście) został zaatakowany przez setki „patriotów“ – wyzwiskami, butelkami, kamieniami, racami; uczestnicy zostali pobici, mimo ochrony policji. Kościół katolicki podziękował „obrońcom wartości“ za „dobre działania“.

Wiesz, uważam się za pokojową osobę. Najpierw zwykle negocjuję, łagodzę, dużo więcej trzeba, bym się „odpaliła“. Czytając relacje i oglądając zdjęcia z Białegostoku odkrywam w sobie mroczne zasoby nienawiści, agresji i chęci zniszczenia. Dlatego nie potrafię ozdobić sobie facebookowego zdjęcia nakładką „strefa wolna od nienawiści“. Nie mogę, bo nie jestem od niej wolna. Marzę o wybijaniu zębów, łamaniu nóg, celnym odrzucaniu kamieni brukowych, i jeszcze kilku innych mało przyjemnych czynnościach.

Oprócz gniewu przepełnia mnie żal i zdaję sobie sprawę z własnej bezradności. Przekuwam ją na plakaty. Nie rozumiem, co stało się z niegdyś godnym mojego szacunku krajem; może to, co się z niego aktualnie agresywnie wylewa, zawsze w nim było, tylko nie miało tyle odwagi – albo lęku – by się tak wyraźnie pokazać?…Sama wpadam w spiralę pogardy, niechęci i wściekłości; czuję się upaprana, umoczona w systemie „my i oni“. Mimo, że mieszkam za granicą, gdzie dziewczyny z dziewczynami a chłopaki z chłopakami mogą bezpiecznie chodzić za rękę.

Ale, ale: jako że jest to blog poświęcony chorobie psychicznej, kilka słów o tym w kontekście powyższych wydarzeń. Po pierwsze, choroba niesie ze sobą duży ładunek ubezwłasnowolnienia i bezradności. Myśl, że gdzieś w kierunku pokojowej manifestacji lecą kamienie, tylko ją wzmaga i stanowi pożywkę dla depresji – choć też i dla twórczości. Po drugie, jak już pisałam, po wielu epizodach psychotycznych żyję jakby bez „warstwy ochronnej“ i wiele spraw dotyka mnie mocniej, niż kiedykolwiek wcześniej. Przeżywam je intensywniej, nie potrafię łatwo się od nich uwolnić czy ich skontenerować.

Cieszę się, że jutro idę do atelier. Czeka mnie dużo pracy.

There are still no symptoms. I swim, paint, walk, write. Not accustomed to doing what I want, I look around with fear that soon fate will punish me. Effectiveness! Productivity! Changing the world for the better! … Can a mentally ill also change the world for the better? …

On this blog I wanted to avoid political issues, but I can not do concerning what happened in Bialystok. For foreign readers of this blog: the march of equality (the first in this city) was attacked by hundreds of „patriots” – with insults, bottles, stones, flares; participants were beaten, despite police protection. The catholic church thanked the „defenders of values” for „good actions”.

You know, I consider myself a peaceful person. First I usually negotiate, I am soothing, much more is needed to have me „ignited”. Reading stories and watching photos from Bialystok, I discover in me dark resources of hatred, aggression and the will to destroy. That’s why I can not decorate a facebook photo with the overlay „free of hate zone”. I can not because I’m not free from it. I dream of breaking teeth, crushing legs, deliberately throwing back cobblestones, and a few other unpleasant activities.

In addition to anger, I am overcome with sorrow and realize my own helplessness. I’m converting them to posters. I do not understand what happened to a country that was once worthy of my respect; maybe what is currently aggressively pouring out from it was always in it, but did not have so much courage – or fear – to show itself so clearly? … I fall into a spiral of contempt, dislike and rage; I feel dirty, soaked in the „us and them” system. And all of it despite I live abroad, where girls with girls and guys with guys can safely walk holding hands.

But, but: as it is a blog devoted to mental illness, a few words about it in the context of the above events. First, the disease carries a large load of incapacitation and helplessness. The idea that stones are flying somewhere from someone’s hands towards a peaceful manifestation only strengthens it and provides a medium for depression – but also for creativity. Secondly, as I wrote, after many psychotic episodes I live as if without a „protective layer” and many things touch me more than ever before. I experience them more intensively, I can not easily free myself from them or contain them.

I am glad that I am going to the atelier tomorrow. A lot of work awaits me.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.