Kawaleria w odwodzie / Cavalry in reserve

(ENG.below) Kiedy jest środek nocy, twój mąż już dawno chrapie, pies przybrał ulubioną pozycję w nogach łóżka, natomiast ty masz tysiąc pomysłów na minutę, w twoim mózgu szaleje dopaminowa zawierucha i już wiesz, że jest w nim jaśniej niźli w dzień…to wiedz, że dobrze już było.

Karaoke? Rysowanie? Karty bogiń?…Tak, karty bogiń…przecież nie wyjdę z domu o pierwszej w nocy, w niedzielę, do tego leje…Może rower?…Nie, niech będą – karty bogiń dr Doreen Virtue. Nie jedna bogini, a trzy. Dlaczego ich przekazy są takie płytkie?…Nic nie rozumiem, co za szajs. Te informacje mają mi w czymś pomóc, prowadzić mnie?…Niby dokąd?…A może wódki się napiję? Mamy zapas…Ale przecież wzięłam już tabletkę…nie powinnam łączyć antypsychotyków z alkoholem…spróbuję jednak zasnąć…Nie ma szans. Leżę z otwartymi oczami i knuję, będąc pewną, że właśnie odkrywam życiowe mądrości dekady, którymi koniecznie, zaraz, muszę się podzielić.

No nic, zostaje pisanie.

Odwiedziliśmy wczoraj znajomych, i wyczerpująca to była wizyta. Pozornie wszystko było w porządku, sympatia, zainteresowanie, zrozumienie. Problem w tym, że znajomi mają depresję, przy czym jedno z nich jest tego świadome i się leczy, a drugie – zaprzecza i odmawia leczenia. Osobę świadomą zwolniono ostatnio z pracy, gdyż stwierdzono, że symuluje; kto bowiem choruje dłużej niż trzy miesiące?…Nasz symulant, mimo, że świadomy ciężkiego stanu, w jakim się znalazł, z podziwem godnym zaparciem snuje dalekosiężne plany i dużo opowiada o swojej odpowiedzialności – za rodzinę, może nawet jej poszerzenie; za zarabianie pieniędzy i utrzymywanie całej gromadki; za wnoszenie „męskiego pierwiastka” w codzienne życie; za rezygnowanie z pasji na rzecz ciężkiej pracy, bo ktoś przecież musi. Jego druga połowa, choć z trudem utrzymuje się na powierzchni rzeczywistości, bo depresja nieodmiennie ciągnie ją w dół, w ciemność, skutecznie odmawia leczenia. Bo leki nas zmieniają, wiesz. Bo nie jesteśmy już sobą. Bo tabletki są złe; co z tego, że pomagają wstać z łóżka, ogarnąć mieszkanie i przeprowadzić stosunkowo normalną rozmowę.

Czas rozwalić łeb temu tabu, które nazywa się „leki psychiatryczne”. Sięgnięcie po nie nie jest oznaką słabości; jest oznaką zdrowego rozsądku i zdrowego odruchu przetrwania.

Bo choćbyś nie wiem jakim był wojownikiem, a twój dom zbudowany na fundamentach z czaszek twoich wrogów i pamięci o samych wygranych bitwach, gwarantuję ci, że gdy głęboka depresja zacznie ci podpowiadać, byś się poddał i skończył ze sobą – może być już za późno. A leki, ta znienawidzona interwencja, są w tej sytuacji jak kawaleria w odwodzie.

Daj sobie pomóc.

When it’s the middle of the night, your husband has been snoring since a long time ago, the dog has taken his favorite position at the foot of the bed, while you have a thousand ideas per minute, the dopamine turmoil is raging in your brain and you already know that it is brighter than during the day … then know that you’re fucked up.

Karaoke? Drawing? Goddess’ cards? … Yes, goddess cards … I won’t leave the house at 1am, on Sunday, it’s raining … Maybe a bike? … No, let it be – goddess cards by Dr. Doreen Virtue. Not one goddess, but three. Why are their messages so shallow? … I don’t understand anything, what a crap. This information is to help me with something, lead me? … Where to? … Or maybe I will drink vodka? We have a supply … But I have already taken a pill … I should not combine antipsychotics with alcohol … I will try to fall asleep … No chance. I lie with my eyes open, letting my thoughts overwhelm me, confident that I am just discovering the life wisdoms of the decade, which I must share right away.

Well, probably it’s time to write something.

We visited friends yesterday, and it was an exhausting visit. Seemingly everything was fine; sympathy, interest, understanding. The problem is that both friends are depressed, one of whom is aware of it and is being treated, and the other – denies and refuses treatment. A conscious person has been fired recently because he was thought to be simulating; who is ill for more than three months?… Our simulator, despite being aware of the difficult condition he is in, proceeded with admirable denial with his long-range plans and talked a lot about his responsibility – for the family, maybe even for its extension; for making money and maintaining the whole bunch; for bringing a „male element” into everyday life; for giving up passion for hard work, because someone has to. His other half, though hardly holding on to the surface of reality, because depression invariably pulls her down into the dark, effectively refuses treatment. Because drugs change us, you know. Because due to drugs, we are no longer ourselves. Because the pills are bad; so what, if they help to get out of bed, clean the apartment and have a relatively normal conversation.

Time to break the head of this taboo, which is called „psychiatric drugs.” Reaching for it is not a sign of weakness; is a sign of common sense and a healthy reflex to survive.

For it doesn’t matter how tough a warrior you have been, with your house’s foundation built on the skulls of your enemies and the memory of the battles won, I guarantee you that when a deep depression begins to tell you to give up and end with yourself – it may be too late. And the drugs, this hated intervention, are like cavalry in reserve.

Let yourself be helped.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.