kiedy ona się boi / when she is scared

(ENG.below) Mój mąż spotkał się wczoraj z przyjacielem. W trakcie tego spotkania dostałam ataku lękowego. Bardzo mi zależało, by nie zepsuć imprezy, próbowałam sobie więc radzić sama. Zamiast myśleć o lęku, włączyłam internetowy kurs kreatywnego pisania. Choć nie bardzo mogłam się skupić, głos lektorki mnie uspokajał. To, że ktoś do mnie mówi…to, co mówi, staje się w zasadzie nieistotne. Kojący, stonowany głos, którego można się uchwycić jak cienkiej niteczki; jest ona mimo wszystko czymś konkretnym i ugruntowującym.

Przez kilka lat chorowania rzadko miewałam ataki lękowe. To, przez co przechodzę teraz, to względna nowość. Ostatnio w podobny, choć nie aż tak intensywny sposób zestresowana i przerażona byłam w trakcie świąt bożego narodzenia. Wtedy też każda sytuacja mnie przerastała, bo suma stresorów przekroczyła jakąś magiczną liczbę i po prostu mnie połamała, czyniąc ze mnie Kobietę w Kawałkach. Jak wygląda funkcjonowanie takiej osoby? Otóż bardzo niewiele jest w stanie znieść, a sam fakt, że nazywa to „znoszeniem”, a nie przeżywaniem czy radzeniem sobie, mówi już wiele o jej stanie. Najbezpieczniej czuje się we własnym łóżku, przykryta kilkoma warstwami okryć, pewna, że świat jej nie widzi i niczego od niej nie chce. Dobrze czuje się też w naturze, ale tylko wtedy, gdy nie spotyka innych osób, zwłaszcza osób z dużymi psami, których się boi. Boi się nie tylko dużych psów; boi się jazdy samochodem (choć nie kieruje), boi się pójść na zakupy, boi się dni, w których nie ma nic szczególnego do zrobienia, ale także takich dni, w których ma jakieś obowiązki. Boi się wieczorów, bo wtedy najczęściej przypływa niepokój, boi się poranków, bo nie wie, jaki czeka ją dzień. Boi się iść wcześnie spać, bo obawia się, że nie zaśnie; boi się pójść spać późno, bo nie chce czuć się zmęczona następnego dnia. W zasadzie każdy kolejny dzień jest przepełniony strachem – i jest to już metastrach, lęk przed tym, że znów będzie się bała, i że znów nie będzie to miało sensu, bo przecież…nie ma się czego bać. To, że jej niepokój i lęk nie mają podstaw, dodatkowo ją stresuje, bo nie rozumie, co się z nią dzieje i dlaczego. Pogłębia to jej poczucie zagubienia i pogłębia strach.

Nie mam pojęcia, jak przerwać to błędne koło. Może moje dzisiejsze doświadczenie – całkiem udana próba uspokojenia się samej – zapisze się jakimiś złotymi literami w moim chorym mózgu. Zapamiętam, że potrafiłam się utrzymać na powierzchni burzliwych, lękowych wód. Nie utonęłam. A przynajmniej – nie całkiem.

My husband met with his best friend yesterday. During this meeting I got an anxiety attack. I was very keen not to spoil the party, so I tried to cope alone. Instead of thinking about fear, I turned on an online creative writing course. Though I couldn’t concentrate on the content, the voice-over of my teacher calmed me down. That someone talks to me … what they say becomes basically irrelevant. A soothing, subdued voice that can be grasped like a thin thread; after all, it is something concrete and grounding.

For several years of illness, I rarely had anxiety attacks. What I’m going through now is a relative novelty. Recently, I was stressed and terrified in a similar, though not so intense way during Christmas. At that time, every situation overwhelmed me, because the sum of stressors exceeded some magical number and simply broke me, making me a Woman in Pieces. What does the functioning of such a person look like? Well, she is able to withstand very little, and the very fact that she calls it „withstanding”, not experiencing or coping, says a lot about her condition. She feels the safest in her own bed, covered with several layers of covers, certain that the world can’t see her and doesn’t want anything from her. She also feels good in nature, but only when she does not meet other people, especially people with large dogs that she is afraid of. She is not only afraid of large dogs; she is afraid of riding by car (although she is not driving), she is afraid to go shopping, she is afraid of days when there is nothing special to do, but also days when she has some responsibilities. She is afraid of evenings, because then most often anxiety comes, she is afraid of mornings, because she does not know what the next day will be like. She is afraid of going to sleep early because she is afraid that she will not fall asleep; afraid to go to bed late because she doesn’t want to feel tired the next day. In fact, each subsequent day is filled with fear – and this is already a meta-fear, fear that she will be afraid again and that it will not make sense again, because … there is nothing to be afraid of. The fact that her anxiety and fear have no basis, additionally stress her, because she does not understand what is happening to her and why. It deepens her sense of being lost and deepens her fear.

I have no idea how to break this vicious circle. Maybe my experience today – quite a successful attempt to calm down by myself – will be written in some gold letters in my sick brain. I will remember that I was able to stay on the surface of stormy, anxious waters. I didn’t drown. At least – not entirely.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.