Kim chcesz zostać gdy się poddasz / Who do you want to be when you give up

(ENG.below) Sobota. Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją uczciłam spaniem do 14:00 (z przerwami) i osiągnięciem dnia – wzięciem prysznica. Byłam tak straszliwie słaba, że z trudem zwlekałam się z łóżka na posiłki. Zamiast Dnia Walki przeszłam przez Dzień Poddania się Walkowerem. Myśli samobójcze przypływały i odpływały, stwierdzając, że i tak nie znajdę siły na ich realizację. Ten dzień doprawdy nie był powodem do dumy. Ale! Okazał się cudownym dniem Otuliny z Miłości, płynącej z dwóch stron: od mojego męża i…mojego psa.

Gdy ma się tak wybrakowaną żonę jaką jestem, staje się przed wyborem: albo zagospodarujesz nieruszone obszary życia domowego, albo pozostawisz je niezaoranymi. Mój mąż wybrał to pierwsze rozwiązanie, w wyniku czego: gotuje, pierze, prasuje, robi porządki, myje podłogi, wprowadza innowacje typu nowe szafki czy półki. Oczywiście jest też „jedynym żywicielem rodziny“; ja nie zarabiam. Ta jawna nierównowaga w obowiązkach długo przepełniała mnie poczuciem winy. Jako że z poczucia winy rzadko rodzi się coś dobrego, przerzuciłam się na wdzięczność i cieszenie się tym, czym na co dzień jestem „opatulana“ – czując się bezpiecznie, spokojnie i smakowicie. Najbardziej chyba lubię wieczory, gdy, już zasypiając, słyszę odgłosy krojenia, czuję zapachy smażenia, i dobiega mnie łagodna muzyka (harfa albo fortepian), która ma mi ułatwić zasypianie. Każdy taki wieczór, kiedy nie dzięki magii, a wysiłkowi i motywacji mojego męża sprawy „dzieją się“ poza moim udziałem i kontrolą sprawia, że czuję się, jakby ciągle były święta.

Oczywiście to rozwiązanie implikuje pewną dozę ostrożności – w monitorowaniu, czy któraś ze stron nie ma „dość“. On – dość dawania, ona, czyli ja – ciągłego brania. Ostrożność ma zapobiec ewentualnej frustracji, i, jak na razie, nieźle się sprawdza.

Alleluja.

Niedziela spełnienia marzeń. Jak na szaloną osobę przystało, miewam szalone marzenia; jednym z nich było wykąpanie się w zimie w górskim jeziorze. Nie wzięłam pod uwagę, że będzie mi później przez cztery godziny zimno. Samo zanurzanie się było łatwiejsze do zniesienia niż myślałam.

Niestety, z biegiem dnia satysfakcja i radość powoli wypierane były przez frustrację, smutek, rosnącą bezradność i skradającą się ciemność. Depresja nie ma litości, za to ma gdzieś to, czy akurat przeżyłaś/eś coś ciekawego, co mogłoby ponieść cię przez resztę dnia. Nie – depresja wchodzi bez pytania i siada na twoim ulubionym fotelu, czyniąc z ciebie obywatela drugiej kategorii – obywatelkę bez miejsca, bez zadomowienia, rozpadającą się na kawałki.

Depresjo spierdalaj, nie dam sobie odebrać nadziei na lepsze jutro.

Saturday. I honored the National Day of the Fight against Depression by sleeping to 2:00 pm (with breaks) and reaching the accomplishment of the day – taking a shower. I was so terribly weak that I was struggling to get out of bed for meals. Instead of Day of Fighting, I went through the Day of Surrendering. Thoughts of suicide came and went away, stating that I would not find any strength to implement them anyway. This day was really not a source of pride. But! It turned out to be the wonderful day of being surrounded by Love, flowing from two directions: from my husband and … my dog.

When you have such a wasted wife as I am, you have a choice: either you take care of some areas of home life, or leave them to vain. My husband chose the first solution, as a result: he cooks, does the washing, ironing, cleaning, sweeping floors, introducing innovations like new cabinets or shelves. Of course he is also the „only breadwinner”; I do not earn money. This overt imbalance in my duties for a long time filled me with guilt. Since guilt seldom gives birth to good feelings, I switched to gratitude and enjoying what I am „bloated with” every day – feeling safe, calm and full. I like evenings the most, when, as I fall asleep, I hear chopping noises, smells of frying, and soft music (harp or piano), which is supposed to make it easier for me to fall asleep. Every such evening, when not thanks to the magic but to my husband’s effort and motivation, things „happen” outside of my participation and control; this makes me feel like Christmas.

Of course, this solution implies a certain amount of caution – in monitoring whether for either side it is „not enough”. For him – enough of giving, for her, or me – of constant taking. Caution is to prevent possible frustration, and, so far, works well.

Alleluia.

Sunday of dreams coming true. As a crazy person, I have crazy dreams; one of them was bathing in the winter in a mountain lake. I did not take into account that I would be cold for four hours afterwards. Immersing was easier to bear than I thought.

Unfortunately, with the passing of the day, satisfaction and joy were slowly replaced by frustration, sadness, growing helplessness and sneaking darkness. Depression has no mercy, and it doesn’t care that you have experienced something interesting that could carry you joyful through the rest of the day. No – depression enters without asking and sits on your favorite chair, making you a second-class citizen – a citizen without a place, without being settled, falling apart.

Depression, fuck off; I will not give up my hope for a better tomorrow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.