Kobieta – dmuchawiec / A woman – dandelion

(ENG.below) Kilka dni temu podjęliśmy z moim psychiatrą decyzję o zintensyfikowaniu mojego procesu terapeutycznego; mogliśmy to zrobić, bo mój lekarz jest jednocześnie moim terapeutą. Próbowałam już innych rozwiązań – jeden specjalista od leków, drugi od terapii – ale najlepsze wydaje się to, w którym ta sama osoba prowadzi mnie terapeutycznie i medycznie (psychiatrycznie). Na bieżąco wie, co się ze mną dzieje, i łatwiej jej (jemu) uzyskać efekt synergii tych dwóch procesów.

W biegu mojego życia korzystałam już z terapii w nurcie systemowym, jungowskim, gestalt, psychodynamicznym; teraz skłaniam się ku nowemu podejściu, zaliczanemu do trzeciej fali terapii poznawczo-behawioralnych, a mianowicie terapii schematów. U jego podstaw leży założenie o tym, że pacjent funkcjonuje w oparciu o nieadaptacyjne wzorce zachowań, które już mu nie służą, a są pewnymi „zamrożonymi” i „wdrukowanymi” sposobami reakcji na okoliczności. Rozpoznaję siebie i w Impulsywnym Dziecku (moje ucieczkowe myśli samobójcze i pomysły na krzywdzenie siebie), Porzuconym Dziecku (poczucie totalnego osamotnienia, porzucenia, gorączkowe poszukiwanie uwagi), jak i Karcącym Rodzicu (bądź doskonała, a gdy to ci się nie udaje – bezlitosna dla siebie i innych). Celem terapii jest zastąpienie nieadaptacyjnych wzorców myślenia i reagowania takimi, które są zdrowe i służące. Myślę, że będzie to ode mnie wymagało sporo odwagi i gotowości do podejmowania ryzyka – schematy nie utrzymują się przecież bez jakichś korzyści, pewnie ukrytych, ale skrzętnie pielęgnowanych. Czy będę gotowa z nich zrezygnować?

Mój terapeuta, ustalając ze mną nowy kontrakt, wypowiedział ważne zdanie: „musimy bardzo ostrożnie i uważnie pracować, by nie wzmacniać intensywnych stanów emocjonalnych, które mogłyby prowadzić do eskalacji choroby”. Oczywiście bez dotykania emocji terapia schematów nie może mieć miejsca, bo zakłada, że schematy powstały dawno temu wskutek niezaspokojonych potrzeb (w tym zakresie ma punkt wspólny z podejściem psychodynamicznym), a to może rodzić smutek, żal, wściekłość czy strach. Jak wielu pacjentów psychiatrycznych często nie mam dość siły, by takie uczucia przeżyć, pomieścić, ogarnąć; mam wrażenie rozpadania się na kawałki i tracę poczucie siebie jako całości. Czasem towarzyszą temu ataki paniki, urojenia lub tendencje samobójcze jako pomysł przywrócenia kontroli nad sytuacją. Taki pacjent wymaga czujności, zwinności i delikatności. Pracując z moim psychiatrą już prawie półtora roku ufam mu na tyle, by zakładać, że gdy się rozpadnę, pozbiera mnie, gdy sama nie dam rady. Z czasów, gdy byłam zdrowa i jednocześnie w terapii pamiętam takie „rozpadanie” i siłę, którą miałam w sobie, by poskładać się na nowo. Teraz mam jej dużo, dużo mniej, a czasem – w ogóle. Kobieta-jajeczko, kobieta – dmuchawiec, kobieta – potrzebująca – czułości – do siebie.

Brzmi jak dobry, współczujący początek.

A few days ago, together with my psychiatrist, I decided to intensify my therapeutic process; we could do it because my doctor is also my therapist. I have already tried other solutions – one specialist in medicine, the other in therapy – but the best solution seems to be the one in which the same person leads me therapeutically and medically (psychiatrically). He/She knows what is happening to me on an ongoing basis, and it’s easier for her (him) to achieve the synergy of these two processes.

In the course of my life I have already approached systemic, Jungian, Gestalt and psychodynamic therapy; now I am leaning towards one among the new ones, the third wave of cognitive-behavioral therapies, namely schema therapy. It is based on the assumption that the patient is functioning on the basis of non-adaptive behavioral patterns that no longer serve him, but are certain „frozen” and „imprinted” ways of responding to circumstances. I recognize myself in the Impulsive Child (my „escape ways” – suicidal thoughts and ideas for self-harm), the Abandoned Child (sense of total loneliness, abandonment, feverish seeking attention), as well as the Punitive Parent (be perfect, and when you fail – ruthless to yourself and others). The goal of therapy is to replace non-adaptive thinking and acting patterns with ones that are healthy and serve you well. I think it will require a lot of courage and willingness to take risks from me – the schemes do not persist without some benefits, probably hidden, but carefully cared for. Will I be ready to give them up?

My therapist, when setting up a new contract with me, said the important sentence: „we must work very carefully so as not to intensify intense emotional states that could lead to the escalation of the disease.” Of course, without touching emotions, schema therapy cannot take place, because it assumes that the schemas were created long ago as a result of unmet needs (in this respect it has a common point with the psychodynamic approach), and this can give rise to sadness, regret, rage, fear, you name it. Like many psychiatric patients, I often don’t have enough strength to experience, accommodate, embrace such feelings; I have the impression of falling apart and lose my sense of self as a whole. Sometimes it is accompanied by panic attacks, delusions or suicidal tendencies as an idea of ​​restoring control over the situation. Such a patient requires alertness, agility and gentleness. I’ve been working with my psychiatrist for almost a year and a half, I trust him enough to assume that when I fall apart, he’ll pick me up when I can’t do it alone. From the time when I was healthy and at the same time in therapy I remember such „falling apart” and the strength that I had in myself to pull myself together again. Now I have a lot, a lot less of it, and sometimes – not at all. A woman-egg, a woman – dandelion, a woman – in need – of tenderness – to herself.

Sounds like a good, compassionate beginning.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.