Kobieta Życia-Śmierci-Życia / A Woman of Life-Death-Life

(ENG.below) Zmiany, restrykcje, ograniczenia, nakazy, zakazy, zalecenia – trudno mi się dostosować do zmieniającej się sytuacji. A tobie? Zauważyłam jednak jedną rzecz: w końcu uczę się odpoczywać. Nie w sposób aktywny, jak zwykle, ale zupełnie bierny; znikam dla świata leżąc lub śpiąc w ciągu dnia. Nie produkuję, nie wnoszę nic w rzeczywistość, nie maluję, nie piszę. Znikam, ucząc się jednocześnie, że nawet znikając – jestem. To dla mnie duże odkrycie. Odbija się na mojej twarzy, cerze, na liczbie wypalanych papierosów (mniej), które były dotychczas przerwami między jedną aktywnością a drugą. Od kilku dni nie biegałam, ale codziennie staram się zrobić kilka podstawowych asan, by zupełnie się nie unieruchomić. Powoli, łagodnie. To też dla mnie nowość.

Wydawnictwo, do którego wysłałam konspekt nowej książki, odpisało, że na razie wstrzymuje wszelkie nowe projekty. Nie dziwię się. Proszą o cierpliwość, której nigdy nie miałam wiele, a która rozciąga się obecnie jak nowy mięsień. Myślę, że to najbardziej pożądana aktualnie cecha. Dziękuję wszystkim kobietom, które postanowiły przesłać mi swoje opowieści. Czekamy.

Raz w tygodniu otrzymuję z uniwersytetu zadanie poetyckie. Ostatnio pracowaliśmy online nad ograniczeniami. Pisaliśmy między innymi wiersze, w których pierwszy i ostatni wers miały być takie same (może spróbujesz?), albo ostatni i przedostatni – miały się rymować. Piszę po angielsku, ale dla mojej przyjaciółki z Polski, by móc wymieniać się utworami, przetłumaczyłam jeden:

Mój umysł jak wrogi arktyczny świat
pełen zasadzek, niedźwiedzi, nocy i mroku.
Światło słońca spływa nań rzadko, a kiedy w końcu,
jest blade i nieśmiałe, jak pierwszy kochanek.
Boję się wziąć wddech, boję się zrobić wydech.
Mój umysł jak wrogi arktyczny świat.

Kiedy przeczytałam go mojemu mężowi, a po nim sonet miłosny (kolejne formalne ograniczenie) i coś, co wykładowca nazwał „symetrycznym klinem” (liczba sylab wzrasta w każdym wersie, by następnie odpowiednio, symetrycznie do wzrostu, maleć), ten zapytał mnie, skąd we mnie tyle mrocznych zasobów. Polecam cykliczną depresję! A tak serio: smutek to emocja, do której mam nałatwiejszy dostęp, i który nierozerwalnie związany jest u mnie z mocami twórczymi. Oczywiście nie jestem wyłącznie posępna, to coś innego; mam wrażenie, że gdy kontaktując się ze smutkiem, jestem najbardziej autentyczna. Choć lubię i potrafię być zabawna, mięsień smutku używam chyba najczęściej (a ty jaki?) Wydaje mi się wtedy, że maluję i piszę prosto z siebie, z miejsca, które wysuwa się także w kierunku innych.

Dziś wyobraziłam sobie swój pogrzeb z pięcioma uczestnikami (obostrzenia; współczuję wszystkim, których to aktualnie dotyczy) i stwierdziłam, że to nie byłby dobry czas, by teraz umierać, mimo, że co kilka dni mam taki pomysł, gdy tylko pochłania mnie depresyjny mrok. Wolę jednak obraz, w którym orkiestra rżnie na skrzypkach, ludzie ryczą jak bobry i tłumnie śpiewają, rzucając się sobie w ramiona; mają kontakt z – jak pisze nieoceniona Pinkola Estes, którą powoli czytam – z Kobietą Życia-Śmierci-Życia.

Czasem jestem Kobietą Wyłącznie Śmierci, ale na to są tabletki. To się leczy.

Od jutra zaczynamy nowy/stary lek, Risperdal (zażywałam go przed kilkoma laty, wykluczyliśmy ze względu na bolesne skutki uboczne, próbujemy ponownie). Trzymaj kciuki.

Changes, restrictions, orders, bans, recommendations – I find it difficult to adapt to the changing situation. And you? However, I noticed one thing: I am finally learning to rest. Not in an active way, as usual, but completely passive; I disappear to the world lying or sleeping during the day. I don’t produce, I don’t bring anything into reality, I don’t paint, I don’t write. I disappear, learning at the same time that even when disappearing – I still am. This is a big discovery for me. It reflects on my face, my complexion, on the number of cigarettes smoked (fewer), which were previously gaps between one activity and another. I haven’t been running for several days, but every day I try to do some basic asanas so as not to become completely stiff. Slowly, gently. It’s also new to me.

The publishing house to which I sent the draft of the new book replied that it is currently suspending all new projects. I’m not surprised. They ask for patience which I have never had before and which now extends like a new muscle. I think this is the most desirable feature at present. Thank you to all women who decided to send me their stories. We wait.

Once a week I receive a poetic assignment from the university. We’ve recently worked online on restrictions in poetry. Among other things, we wrote poems in which the first and last verses were to be the same (why don’t you try?), or the last and the second to last – were to rhyme.

My mind is a hostile Arctic world

full of peril, bears, night and dark.

The light of the sun comes down rarely, and when finally

it is pale and shy, like the first lover.

I’m afraid to breathe in, I’m afraid to breathe out.

My mind is a hostile Arctic world.

When I read it to my husband, followed by a love sonnet (another formal limitation) and what the lecturer called a „symmetrical wedge” (the number of syllables increases in each verse, then decreases accordingly, symmetrically to growth), he asked me why there are so many dark resources in me. I recommend cyclic depression! Seriously: sadness is an emotion to which I have the easiest access and which is inseparably connected with my creative powers. Of course, I’m not just gloomy, it’s something else; I have the impression that when I contact sadness I am the most authentic. Although I like and I can be funny, I use the sadness muscle most often (and what’s yours?) I think then that I paint and write straight from myself, from a place that also extends towards others.

Today I imagined my funeral with five participants (restrictions in Europe…I’m sorry for all the families who have to go through it) and decided that now it would not be a good time to die, although this idea comes to me every few days when I’m devoured by depressive darkness. I prefer a picture in which the orchestra of violinists plays, people cry their eyes out and sing in crowds, hugging; they have contact with – as the invaluable Pinkola Estes writes – with the Life-Death-Life Woman.

Sometimes I’m a Death Only Woman, but there are pills for that. It can be treated (more or less successfully).

From tomorrow we start a new / old drug, Risperdal (I used it a few years ago, we excluded it because of the painful side effects, we try again). Keep your fingers crossed.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.