Kolejka lęków / A queue of fears

(ENG.below) Jutro pierwsza próba z nowym zespołem. Udaje mi się przetrwać bez maniakalnego nakrętu – na razie. Jestem radosna, skupiona i ciekawa. To dobra mieszanka. I choć obie piosenki, jakie zespół zaproponował jako covery, są o stalkerach (Radiohead i Blondie), staram się być dobrej myśli…Haha (śmiech niepewny, mroczny, ironiczny)

Ostatnie dni były raczej depresyjne; w piątek, jadąc na sztukę do teatru, miałam poważny atak paniki. Nagle ogarnęło mnie przerażenie związane wyjściem z domu, pójściem „do ludzi”. W dodatku ubrałam się jak na siebie wyjątkowo sexy, co po kilkunastu minutach zupełnie mnie zmiażdżyło. Bałam się, że się ośmieszam. W ciągu kilku chwil z pewnej siebie dojrzałej kobiety, cieszącej się na kulturalne wyjście z koleżanką, przeistoczyłam się w zdziczałe zwierzątko z wielkimi oczami i trzęsącymi się łapkami. Problem dodatkowo polegał na tym, że zapomniałam ze sobą zabrać leków zapasowych, w tym Lorazepamu, który mógłby mi pomóc się uspokoić. Dygocąc, dotarłam do kafejki, w której czekała już na mnie N. Po 20 minutach rozmowy było już lepiej. „Widzisz, udało ci się bez leków” – stwierdziła krzepiąco N. Jej wyważona, racjonalna i ugruntowująca obecność dała mi wsparcie. I choć stwierdziła, że styl gotycki zdecydowanie nie jest jej preferencyjnym strojem na wyjście, doceniła mój makijaż. No, chociaż tyle…

Oczywiście, oprócz ciekawości i radości w związku z jutrem, mam też całą kolejkę lęków. Stoją jak Polacy za cukrem w czasach komunizmu i domagają się głosu. Jeden mówi: a co jeśli zdysocjujesz? Drugi: będziesz miała kolejny atak paniki i nie wydobędziesz z siebie głosu. Trzeci: z nerwów twój głos i ręce będą się trząść jak osika. Czwarty: sprzedasz się doskonale, ale wiemy przecież, jaka jest prawda. Piąty: wariatko, z czym do ludzi…tylko przygotowujesz ich na rozczarowanie. Szósty: poczekaj, poczekaj aż przyjdzie depresyjna faza…kto wtedy za ciebie będzie chodził na próby? I tak dalej.

Wydaje mi się, że za tymi obawami stoi jeden NAPRAWDĘ WIELKI LĘK, szepczący bezustannie, wciąż obecny: wariaci nie mają prawa do szczęścia.

Bardzo mi smutno, kiedy go wypowiadam na głos.

No to kończę pisanie i idę popłakać.

Tomorrow is a first rehearsal with the new rock band. I manage to survive without a manic twist – for now. I am joyful, focused and interested. It’s a good mix. And although both songs the band proposed as covers are about stalkers (Radiohead and Blondie), I try to stay positive … Haha (uncertain, dark, ironic laughter).

Recent days have been rather depressing; on Friday, while going to the theater for a musical, I had a serious panic attack. Suddenly I was terrified of leaving the house, going to be „among people”. In addition, I dressed very exceptionally sexy, which after a dozen or so minutes crushed me completely. I was afraid of being ridiculed. In a few moments, from a confident, mature woman, enjoying a cultural outing with a friend, I transformed into a feral animal with huge eyes and trembling paws. The problem was that I forgot to take my spare medication, including Lorazepam, which could help me calm down. Shivering, I reached the cafe where N. was already waiting for me. After 20 minutes of the conversation it I started to feel better. „You see, you made it without medication,” N. said comfortingly. Her balanced, rational and grounding presence gave me support. And although she said that the Gothic style is definitely not her preferential outfit, she appreciated my makeup. Well, ok…

Of course, apart from curiosity and joy concerning tomorrow, I also have a whole queue of fears. They stand like Poles for sugar during communism and demand a voice. One says: What if you dissociate? Second: you will have another panic attack and you will not make a voice out. Third: because your zero tolerance for stress, your voice and hands will shake like an aspen. Fourth: you will sell yourself well, but we know the truth. Fifth: hey, crazy, what do you think you’re doing… just preparing another bunch of people for disappointment. Sixth: wait, wait for the depressive phase to come … who will then go to the rehearsal on your behalf? And so on.

It seems to me that there is one REALLY BIG FEAR behind these voices, the one whispering constantly, still present: crazy people have no right to happiness.

I am very sad when I say it out loud.

So I finish writing and I’m going to cry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.