Korespondentka wojenna / War correspondent

(ENG.below) Moja przyjaciółka napisała dziś do mnie: „Moje biedactwo. Kiedy się ten koszmar skończy?…“ No więc mam dwie wiadomości, dobrą i złą. Może najpierw ta zła: NIGDY się nie skończy („To choroba chroniczna, będzie z Panią do końca życia“). Dobra jest taka, że wciąż żyję, mimo, że wiele razy nie chciałam już/nie miałam siły.

Moje życie jawi mi się jako wielki, ciężki, patchworkowy wór, przyszyty do mojej skóry; nie mogę go zrzucić, oddać komuś czy zniszczyć. Niosę go każdego dnia, wyrabiając od tego mięśnie pokory i adaptacji. Wiem, że nie mam wpływu na Twoje przekonania związane z takim życiem, a mimo to każdego dnia siadam i piszę, z nadzieją, że – mimo wszystko – zatrzymasz się na chwilę przy mnie i zarazem przy wielu do mnie podobnych. Jest nas…niemało.

Dostałam dziś także inny feedback: „Twój poziom autentyczności jest niesamowity.“ Zażartowałam, że zasługuję na medal Transparencji Roku…Mówiąc serio, nie wyobrażam sobie pisać inaczej niż POPRZEZ siebie. Zakładam, że im bardziej autentyczna jestem, tym większą mam szansę dotarcia wprost do serca tego, kto czyta. I takie mam marzenie, dotykać słowami i obrazami. Nie mam intencji cierpieć „na pokaz“ czy robić z choroby psychicznej happeningu; liczę na to, że – ze swojej strony – stawiam granicę między wypowiedzianym a zachowanym dla siebie, a ty, która/y czytasz, określasz swój limit i decydujesz, czy chcesz mi towarzyszyć.

Dzięki temu razem możemy pokonać iluzję samotności.

PS. Moja kolejna przyjaciółka nazwała mnie „korespondentem wojennym“, ubierającym w słowa coś, czego nie da się ogarnąć…

My friend wrote to me today: „My poor thing. When will this nightmare end?… ” Well, I have news in response, good and bad. Maybe first of all this bad one: It will NEVER end („It’s a chronic disease, it will be with you until the end of your life”). The good thing is that I’m still alive, even though I did not want to/ had no more power many times.

My life appears to me as a large, heavy, patchwork sack sewn to my skin; I can not dump it, give it to someone or destroy it. I carry it every day, practising muscles of humility and adaptation. I know that I have no influence on your beliefs related to such a life, and yet I sit and write every day, with the hope that – after all – you will stop for a moment with me and at the same time with many those similar to me. We are … quite many.

I received another feedback today: „Your level of authenticity is amazing.” I joked that I deserved the Medal of the Year’s Transparency … To be honest, I can not imagine writing anything other than THROUGHOUT myself. I assume that the more authentic I am, the more I have the chance to get straight to the heart of whoever reads. And I have a dream like this, to touch people with words and images. I do not intend to suffer to „show off” or to make a happening out of a mental illness; I hope that, for my part, I set a boundary between the spoken and saved for myself, and you who read set your limit and decide if you want to accompany me.

Thanks to this, we can overcome the illusion of loneliness.

PS. My other friend called me a „war correspondent”, putting in words something that can not be grasped …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.