Kwiatuszek / Little Flower

(ENG.below) Dziś może uda mi się wszystkich zaskoczyć, bo to wcale nie będzie wpis o cierpieniu. W życiu chorych psychicznie zdarzają się dni dobre, a nawet radosne, i chociaż zwykle o tym zapominam, czas taki jak dziś jest jak pukanie przyjaciela do okna ze słowami „hej, jesteś tam, kwiatuszku?”

Rano miałam skype z moją przyjaciółką. Mimo, że jest zdrowa, zawsze widzi mnie w pełni i jest w stanie pomieścić to, co się ze mną dzieje. Za każdym razem, gdy rozmawiamy, niesamowicie mnie docenia, co sprawia, że czuję się ważna i potrzebna. Dla takiego połamanego człowieka jak ja to jest jak balsam, jak spa dla serca.

Do południa pływałam. Basen pękał w szwach, czego nie spodziewałam się o godzinie 11, ale co kraj, to obyczaj. Umiejscowiłam się na pasie dla pływających „średnio szybko”; wiedz, że w tym miejscu na ziemi każdy pas na basenie jest opisany, by uniknąć korków. Musiałam sprężać wszystkie swoje zastałe mięśnie, by nie być na tym pasie zawalidrogą. A naprawdę nie pływam wolno. Mieszkanie wśród narodu sportowców niesie jednak za sobą pewne zobowiązania.

Popołudniu pomaszerowałam na spacer z psem i udało mi się przebiec 2km, a resztę trasy przejść dość szybko. Wróciłam uskrzydlona, częściowo z powodu nowych (używanych) butów do biegania, które, mam wrażenie, wykonały za mnie dużą część pracy; przede wszystkim jednak wydawało mi się, że spadł ze mnie jakiś koszmarny ciężar, który wypociłam i wytrzęsłam. Czuję się, jakby ubyło mnie z 5kg.

Myślę, że kawał dobrej roboty wydarzył się mimo wszystko w nocy. Miałam niesamowite, uzdrawiające sny. Nie jestem z tych, co sięgają do sennika; jestem z tych, co o snach uczyli się w centrum jungowskim w Szwajcarii – i śmiem twierdzić, że jest to pewnego rodzaju „wyposażenie”. Sny były dwa: w pierwszym „dobra kobieta” i „zła kobieta” zlały się w jedno, i pokochał je wspaniały mężczyzna, bo w końcu ta „mieszanka” okazała się całością. W drugim kobieta w średnim wieku, która zbłądziła, uzyskała wybaczenie i odzyskała swoją miłość.

Takie sny o odkupieniu, połączeniu, transformacji to prawdziwie alchemiczne procesy zachodzące w podświadomości. Na jawie mogę czuć się połamana, pokruszona nawet, lecz coś głębiej mówi mi: to czas przemian i głębokiego uzdrowienia.

Do mnie należy wybór, czy zaufam temu, co za dnia, czy temu, co wysyła do mnie osobisty list wtedy, gdy śpię.

Today maybe I will surprise everyone, because it will not be an entry about suffering. There are good and even joyful days in the lives of the mentally ill, and although I usually forget about it, a time like today is like knocking of a friend to the window with the words „hey, are you there, little flower?”

In the morning I had skype with my best friend. Although she is healthy, she always sees me fully and is able to contain what is happening to me. Every time we talk, she incredibly appreciates me, which makes me feel important and needed. For a broken person like me, it’s like a balm, like a spa for the heart.

I went swimming later on. The pool was bursting with people, which I did not expect at 11 o’clock, but ok, every country has its ways. I put myself on the „medium fast” lane; you have to know that in this place on earth every strip in the pool is labeled, to avoid traffic jams. I had to compress all my stagnant muscles not to be a drag on this lane. And I really don’t swim slowly. However, living among a nation of athletes carries some obligations.

In the afternoon I went for a walk with the dog and I managed to run 2km, and the rest of the route marched quite quickly. I came back elevated, partly because of the new (second-hand) running shoes, which I feel have done a lot of work for me; it seemed to me that a gigantic weight had fallen off me, which I had sweated and shaken out. I feel like I lost 5kg.

I think a good job happened at night after all. I had amazing, healing dreams. I’m not from those who reach for the dream book; I am from those who learned about dreams in a Jungian center in Switzerland – and this is a kind of prerequisite. There were two dreams: in the first, „good woman” and „bad woman” fused into one, and a wonderful man fell in love with them, because in the end this „mix” turned out to be a whole. In the second, a middle-aged woman who got lost, got forgiven and regained her love.

Such dreams of redemption, connection, transformation are truly alchemical processes occurring in the subconscious. During the day I may feel broken, crumbled even, but something deeply tells me: it is a time of change and deep healing.

It is up to me whether I trust the daytime or nightime, which sent a personal letter to me while I was asleep.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.