L jak Lorazepam / L like Lorazepam

(ENG.below) Dziś było już naprawdę źle. Próbowałam wszystkiego: pływania tyle, by się głęboko zmęczyć; ashtangi jogi, by się zmęczyć jeszcze bardziej, a potem zakończyć ją medytacją w celu skupienia i rozluźnienia zarazem; miałam wizytę u psychiatry, z którym porozmawialiśmy jak zwykle o mojej horrendalnie-gigantycznie-intensywnej emocjonalności (to pomogło – choć tylko na chwilę); kupiłam sobie sukienkę; zrobiłam pranie…Mimo tych wszystkich wysiłków zmierzających do spalenia energii i odnalezienia w czymkolwiek jakiegokolwiek ukojenia, czułam się nadal napięta do granic, niespokojna, bez kontaktu ze sobą, w jakimś bezlitosnym ognistym wirze.

W końcu musiałam wezwać na pomoc swojego starego przyjaciela – Lorazepam. Zwykle jedna tabletka wystarcza mi, by przyhamować, ale wzięłam dwie – oczekując sympatycznego nokautu, po którym wszystko mi już wisi i niczym, doprawdy niczym nie można mnie dotknąć. Teoretycznie powinnam później zwalić się do łóżka, ale obiecałam mężowi, że odbiorę psa, by nie musiał z nim iść na swoją terapię. Tak więc z zawrotami głowy, mglistym postrzeganiem świata i poruszając się jak w zwolnionym tempie dotarłam w miejsce spotkania i, co więcej, wróciłam bezpiecznie do domu. W tramwaju miałam nie lada problem, jak włożyć psa do psiej torby, gdyż mój przyjaciel Lorazepam ogranicza możliwości poznawcze, a ja nigdy nie miałam wyobraźni przestrzennej; no ale w końcu, bez złamania psu nogi czy przycięcia zamkiem głowy, dojechaliśmy do bazy.

Lorazepam to mój zbawca, szybko wpływa na aktywność mózgu i układu nerwowego. Niestety może mi pomagać tylko od czasu do czasu, bo jest głęboko uzależniający. W takie dni napięte, niespokojne, pełne bezcelowej energii, kiedy spalam się z minuty na minutę coraz bardziej, i końca nie widać, bo choć zmęczona, chcę więcej, szybciej, odważniej, intensywniej…a to z kolei sprawia, że coraz bardziej się o siebie boję…Lorazepam wyciąga do mnie małą białą rączkę i mówi: już dobrze. Już cię nic nie zaboli. Bo nic już cię nie obchodzi, prawda?…Czary-mary…

Sponsorem dzisiejszego odcinka jest zatem literka L. Jako że jednak Lorazepam to zaledwie pochodna benzodiazepiny (BZD), sądzę, że pozostałe literki też zasługują na sponsorowanie odcinka. A na docenienie – Lorazepaminowy, łagodny nokaut.

Dobranoc.

It was really bad today. I tried everything: swimming enough to tire myself deeply; yoga ashtanga to get tired even more, and then end it with meditation to focus and relax at the same time; I had a visit to a psychiatrist, with whom we talked as usual about my horrendously-gigantic-intense emotionality (it helped – though only for a moment); I bought a dress; I did the laundry …But despite all this efforts to burn out energy, I was still stressed, tensed, anxious, restless and…in flames.

In the end I had to call my old friend for help – Lorazepam. Usually one pill is enough for me to slow me down, but I took two – expecting a nice knockout, after which everything stops to matter and nothing, really nothing can touch me anymore. Theoretically, I should later fall into bed, but I promised my husband that I would pick up the dog so that he would not have to go his therapy with a cute-but-energetic chihuahua. So with dizziness, blurry perception of the world and moving in slow motion I got to the meeting place and, what’s more, I returned safely home. On the tram I had a real problem, how to put a dog in a dog’s bag, because my friend Lorazepam limits cognitive ability, and I have never had a good spatial imagination; but finally, without breaking the dog’s leg or cutting his head with a lock, we arrived at the base.

Lorazepam is my savior, quickly influencing the brain’s and nervous system’s activity. Unfortunately, he can only help me from time to time, because he is deeply addictive. On such tense, restless days, full of pointless energy, when I burn every minute more and more, and it hurts me more and more, and I can’t see the end of it, because though tired, I want more, faster, bolder, more intense … and this in turn makes me more and more afraid of myself … Lorazepam pulls out a small white hand and says: it’s okay. Nothing will hurt you anymore. Because you don’t care anymore, right?….Abracadabra…

The sponsor of today’s episode is therefore the letter L. Since, however, Lorazepam is just a derivative of benzodiazepine (BZD), I think the other letters deserve to be sponsors as well. And what’s to be appreciated – Lorazepam’s mild knockout.

Good night.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.