Lek na lek / Medication for medication

(ENG.below the image) Dziś będę się starała być jeszcze bardziej zabawna niż zwykle,  gdyż naturalnie stoję przed wyborem – śmiać się czy płakać, i wybieram to pierwsze.

Wczoraj wieczorem próbuję zasnąć. To nie pomaga, tamto nie pomaga. Zakładam w końcu stopery, a po chwili słyszę muzykę. Bardzo wyraźnie. To jakiś pop rodem z Azji, wokalistka ma cienki głosik i zawodzi w jakimś wschodnim języku. Myślę sobie: aha, mój telefon robi mi niespodzianki. Wyciągam stopery, chcąc go spacyfikować, ale wszystko z nim w porządku. Może to u sąsiadów? Nie. Otacza mnie cisza zewsząd. Pytam męża, czy czegoś słucha. Nie słyszy, bo ma słuchawki. Azjatycki pop wytworzył mój chory, spocony mózg.

Pędzę do kuchni, by się znokautować Clopixolem. Nie wiem czy wiesz, ale jednym z częstszych skutków ubocznych tego leku jest akatyzja (zespół objawów polegający na występowaniu: pobudzenia ruchowego i przymusu bycia w ciągłym ruchu. Osoby dotknięte akatyzją nie mogą usiedzieć nieruchomo, ciągle poruszają kończynami, zmieniają pozycję, wstają, chodzą.) Zasypiam więc w końcu, po czym budzę się po wymierzeniu solidnego kopniaka mojemu psu. Nie chciałam, mówię, przepraszam, zasypiam znowu, po czym co kila sekund budzę się w jakimś zupełnie popapranym tańcu świętego Wita. Moje nogi i ręce machają mną, dosłownie. Rzucam się po posłaniu jak poparzona. Wstaję, pędzę do kuchni – odkopujemy z mężem w czeluściach sejfu Akineton, którego zadaniem jest zapobiec skutkom ubocznym Clopixolu i jemu podobnych. Biorę więc lek na lek. W międzyczasie mąż ma awarię w pracy, w wyniku czego oprócz pomocy mi, równolegle ocala świat wirtualny; na końcu, idąc spać, chce wziąć leki, które postanawiają urządzić mu desant z szafki wprost do sosu pomidorowego. Śpij – mówi do mnie. Kiedy boję się, że zaraz cię kopnę – odpowiadam.

Dziś oboje śmiejemy się do rozpuku z tego intrygująco zabawnego wieczora. Halucynacje słuchowe to wprawdzie nic śmiesznego, ale nie pierwszy raz mi się zdarzają i wiem, że są niegroźne – mam na myśli, że nic mi w trakcie ich pojawiania się nie grozi. Po prostu słyszę muzykę lub dialogi, których nie ma. Phi…

Mąż dziś do mnie: to co, jedziemy do Polski, czy szpital?

Jedziemy.

PS. Mogłabym napisać książkę na temat „jak doświadczać wyłącznie skutków ubocznych leków”.

Today I will try to be even more funny than usual because I naturally face the choice – to laugh or to cry, and I choose the first one.

Last night: I’m trying to fall asleep. This doesn’t help, that doesn’t help. I put on the earplugs and after a while I start hearing music. Very clearly. It’s some Asian pop, the singer has a very high voice and wails in some Eastern language. I think to myself: aha, my phone surprises me. I pull out the earplugs to pacify it, but there’s nothing wrong with it. Maybe it’s at the neighbors? No. I am surrounded by silence from everywhere. I ask my husband if he is, maybe, listening to something. He can’t hear because he has headphones. Asian pop is exclusively created by my sick, sweaty brain.

I rush to the kitchen to knock myself out with Clopixol. I don’t know if you know, but one of the more common side effects of this drug is akathisia (a set of symptoms consisting of: agitation and the urge to be in constant motion. People affected by akathisia cannot sit still, constantly move their limbs, change position, stand up, walk. ) So I finally fall asleep, but soon wake up after serving a solid kick to my dog. I didn’t want to, I say sorry, I fall asleep again, after which every few seconds I wake up in some completely messed up Saint Vitus dance. My legs and arms are literally waving me. I jump on the bed as if I was burning alive. I get up, rush to the kitchen – in the depths of the safe we dig up Akineton, whose task is to prevent the side effects of Clopixol and his like. So I take the medication for another medication. In the meantime, my husband has an outage at work, as a result of which, in addition to helping me, he must save the virtual world. In the end, before going to sleep, he wants to take his medication, but it decides to fall out from the shelf directly into the tomato sauce. Sleep – he says to me. I can’t, I’m afraid I’ll kick you soon – I answer.

Today, we are both laughing at this intriguingly fun evening. Auditory hallucinations are nothing funny, but they do not happen for the first time and I know that they are harmless – I mean that nothing threatens me during their appearance. I just hear music or dialogues that are not there. Not a big deal…

My husband asks me today: what are we going to do? Go to Poland or to the hospital?

I choose Poland.

PS. I could write a book on „how to experience only side effects of drugs”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.